Poniższe recenzje są całkowicie nowe i nie były publikowane w żadnym papierowym numerze "BURNING ABYSS 'zine"! Autorem ich jest Maciek, "Lucid", Paweł ("PP"), Hydziu i Wojtek ("J@").

Aby przeczytać starsze recenzje - kliknij tutaj.

ABOMINANT (USA) "TRIUMPH OF THE KILL" (CD '06/DEATHGASM)

To mój pierwszy kontakt z ABOMINANT, mimo że ta kapela to już prawdziwi weterani. Nie jest to jednak żaden powalający zespół, chłopaki po prostu wykonują solidny kawałek death metalu. Wokale przypominają mi VADER, DEICIDE i Barney'a z NAPALM DEATH (czasy "Harmony Corruption"), a muzyka też jest trochę podobna, choć jest zagrana w bardziej surowy i oldskulowy sposób (co jest zresztą charakterystyczne dla Deathgasm Records). Nie ma tu żadnych popisów, ale nie znajdziecie też żadnego totalnie prymitywnego gówna. Wprawdzie, jak zobaczyłem jajcarskie zdjęcie zespołu, pomyślałem, że to znowu jacyś popaprańcy a'la MACABRE, ale ABOMINANT wydaje się być poważny w tym co robi.
W każdym bądź razie, oczekujcie totalnego oldskulowego death metalu, niezbyt brutalnego, nie za szybkiego, nie za melodyjnego i, co ważne, bez zbędnego pierdolenia. Tak że wybór pozostawiam Wam.
Maciek
www.deathgasm.com

AMORPHOUS (PL) "RETURN FROM THE DEAD" (DEMO '05)

Oto słucham paru numerów pochodzących z 40-minutowego materiału (płyty?), który AMORPHOUS zgotował fanom death metalu. Death metalu w swej czystej, mocnej, brutalnej, wręcz oldskulowej formie - tak jak to powinno być. Półprofesjonalne brzmienie jakie zespół uzyskał w Vitt Studio nawet fajnie pasuje do tych dźwięków, chyba bardziej sterylna produkcja tylko pogorszyłaby odbiór. Tak że jeśli kręci Was motoryczne granie w stylu Sinister czy Napalm Death, AMORPHOUS może zaserwować wam niezłą niespodziankę.
Maciek

ANTIGAMA (PL) "SIEKIERA" / JAN AG (B) "DESTINATION DEATH" (SPLIT CD '03/DYWIZJA KOT)

Nigdy nie byłem zapalczywym zwolennikiem muzyki punk rockowej. Ot, takie tam proste i za proste interpretowanie muzyki, mającej w sobie chyba więcej do powiedzenia w warstwie tekstowej niż muzycznej. Czasy się zmieniają i punk miesza się grind corem, death metalem itd. (kto by to wszystko spamiętał), ale, niestety, ja nie mam nadal do tej muzyki serca. Choć mogę wam powiedzieć, że na pewno fani ANTIGAMY będą usatysfakcjonowani ich propozycją, bo to pięć coverów starej, polskiej SIEKIERY, więc i słuchający muzyki punk/hard core mogą być usatysfakcjonowani.
Druga propozycja, to zupełnie inna "beczka z solą", no bo jak inaczej nazwać takie indrustrialne wynurzenia? Proste użycie instrumentów poparte dużym nawarstwianiem się efektów właściwie nie daje żadnego dobrego rezultatu. Jak dla mnie, nic co można by było nawet dla sprawdzenia moich słów sprawdzić w odtwarzaczu. Oczywiście, każdy ma swój gust, ale mnie nawet nie chce się o tym jednoosobowym projekcie pisać.
Lucid

CD zawiera kolejną kompilację stołecznego wydawnictwa Dywizja KOT. Tym razem jest to split CD warszawskiego bandu ANTIGAMA i Belga, Jana Fredericksa (AGATHOCLES), czyli jednoosobowej formacji JAN AG.
ANTIGAMA prezentuje na tym CD covery legendy punk rocka, czy, jak zamieszczono na wkładce, "First Polish Brutal Hardcore band" (?) - SIEKIERY. Skoro dane mi było recenzowanie tego CD, więc odgrzebałem stare nagrania Siekiery i cóż, mimo nienajlepszej jakości, legenda bije na głowę swych młodszych "następców". Być może, po prostu, te stare numery potrzebowały swego klimatu, prostoty i naturalności. No i wokal Budzyńskiego jaki teraz jest każdy wie, ale szczególnie barwa jego głosu za czasów Siekiery jest głęboka i naprawdę robi duże wrażenie. Bo np. kawałek "Nadchodzi zwykłe świństwo" w wykonaniu Siekiery jest, hm, melodyjny! Oczywiście, nikt nie mówił, że nowe wersje mają być lustrem do starych, ale ANTIGAMIE "coverowanie" Siekiery po prostu nie wyszło.
Druga część CD to wspomniany już wyżej JAN AG. Jest to 8 numerów rodem z piekła. Oczywiście, raczej dla sympatyków muzy wprost z komputera. Kilka kawałków jest naprawdę dobrych i wprowadzających ciekawy klimat, np. "Hear the Whispers" to dla mnie "number 1". Są też i kawałki dość męczące. Myślę, że do słuchania takich dźwięków trzeba odpowiedniego stanu umysłu, he. Albo chcesz tego słuchać, albo po prostu nie masz najmniejszej ochoty. Tyle!
Hydziu

ANTROPOMORFIA (SPA) "ENGENDRO" (CD '03/NECROMANCE) antropomorfia

Od pierwszego taktu tej płyty słychać, że mamy do czynienia z brutalnym i przemyślanym death metalem i choć nie skłaniałem się do zabawy z komputerem-automatem perkusyjnym, to muszę przyznać, że jego użycie tutaj jest ze smakiem i głową. Ciekawe pomysły i bardzo skomasowana, agresywna muzyka, nie pozbawiona mrocznych wstawek (intra) i spójności aranżacyjnej. Bardzo dobra, energetyzująca produkcja na miarę XXI wieku. W tym wypadku pomoc nowoczesnej technologii była nieunikniona, ze skutkiem pozytywnym dla samej muzyki, zwłaszcza, że skomponował, odegrał i nagrał ją jeden człowiek - niejaki Fernando Payer. Radzę każdemu z Was przekonać się o sile świetnych lat 90-tych death metalu ubranego w dźwięk obecnych czasów. Polecam!
Lucid

APOCALYPTIC VISIONS (USA) "DOOMSDAY DEVICE" (CD '06) Apocalyptic Visions photo

Witam kolejny zespół, który zamierza dołączyć do chlubnego grona następców Morbid Angel, Behemoth, Hate Eternal itp. Oznacza to więc, że APOCALYPTIC VISIONS gra intensywny i bluźnierczy death metal. I chociaż ich muzyka nie jest tak precyzyjna i dobrze wyprodukowana jak na przykład "Demigod" Behemoth, to za to jest bardziej świeża niż ostatnie dokonania Morbid Angel - jest bardziej dzika, demoniczna i blackowa (coś w stylu zespołów brazylijskich) i jestem pewien, że wielu z Was bardziej spodoba się właśnie muzyczna wizja APOCALYPTIC VISIONS. "DOOMSDAY DEVICE" przemawia do mnie bardzo i sądzę, że w przyszłości chłopaki mogą się stać prawdziwym zagrożeniem dla w/w grup. Kupujcie więc ten krążek, jeśli jesteście fanami opętanych riffów i bębnienia oraz zblackowanych wokali, a nie jesteście?
Miażdżacy debiut! Teraz pozostało mi czekać na ich drugi longplay, który potwierdzi klasę zespołu.
Maciek

ARS MACABRA (I) "PROMO '03"

Kolejny przedstawiciel sceny black metalowej i tylko dwa utwory z dziewięciu zawartych na płycie "DAEMONOLATRIA HYPNOTICA", które wręcz rozbrajają swoją szybkością i brutalnością. Duży minus to stopy brzmiące wręcz automatycznie, by nie powiedzieć sztucznie, zwłaszcza w mega-brutalnych momentach. Ale sama muzyka ma w sobie ten pazur, który rozdziera i wciąga słuchacza. Słychać sporo własnej inicjatywy twórczej i zaangażowania w scenę black metalową, czyli w tym wypadku ten schemat czarnej sztuki jest bardzo uwypuklony i, mówiąc wprost, dobrze znany fanowi tej muzyki. Gatunek ten zatoczył pewien krąg i nie każdemu zespołowi udaje się go przebić lub choćby powiększyć. Ciekaw jestem pozostałych siedmiu utworów i mniemam, że nie ustępują od tych dwóch swoją zajadłością.
Lucid

ASGAARD (PL) "EyeMDX-tasy" (CD '04/MMP)

Nieciekawie ocenia się polskie zespoły po lekturze "BAD TASTE mag." - kto się natknął na to pismo, ten wie dlaczego, a ja właśnie dopiero co skończyłem czytać powalający #4. Nie łudźcie się jednak, nie będzie teraz żadnego gnojenia ASGAARD, bo, co by nie mówić, po pierwsze, "EyeMDX-tasy" jest bardzo porządnym krążkiem, po drugie, zespół nagrał najlepszą płytę w swojej dotychczasowej karierze, a w dodatku najlepiej brzmiącą. Zawartość muzyczna "EyeMDX-tasy" nie zaskoczy Was jeśli znacie poprzednie płyty ASGAARD. Cały czas jest to rozbudowany aranżacyjnie doom/black metal z zakręconymi, kontrowersyjnymi wokalami Przemka Olbryta (także DEVILISH IMPRESSIONS), które mają tyle samo zwolenników co wrogów. Tak na siłę mógłbym ich określić psychodelicznym bratem DIMMU BORGIR. Brzmi intrygująco, nieprawdaż? Na pewno zauważycie, że ta muzyka jest bardzo teatralna, choć z całą pewnością nie jest to geniusz na miarę NOTRE DAME. Jak dla mnie za dużo tu doom/gothic, a za mało pierdolnięcia prosto między oczy. No, chłopaki, pokażcie w końcu, że macie długie kły i pazury!
Maciek

AVULSED (SPA) "GORESPATTERED SUICIDE" (CD '04/METAL AGE PROD.) Rozmiar: 9240 bajtów

Niestety, AVULSED po raz kolejny nagrał zupełnie przeciętny krążek i chyba w przypadku tego zespołu nie będzie już mowy o jakiejś przełomowej płycie. Hiszpanie nie potrafią ani wymyślić ciekawych riffów, ani ubrać swojej muzyki w potężne, zabijające i perfekcyjne brzmienie. Naturalnie, sprawy nie ratuje też ani grobowy growling Dave'a Rottena, ani mocno okaleczona wersja "Aces Of Spades" wiadomo kogo. Cóż, mamy teraz takie czasy, że jeśli chodzi o death metal, to ludzie zachwycają się grupami pokroju NILE, HATE ETERNAL, czy BEHEMOTH, tak więc muzyka AVULSED nie ma raczej szans powodzenia. Taki death metal w średnich tempach grało się ponad 10 lat temu, a i wtedy "GORESPATTERED SUICIDE" nie odniosłoby sukcesu. Aha, na płycie trafiają się przebłyski (czytaj: ciekawe pomysły), ale to dużo, dużo za mało.
Maciek
Dystrybucja: CONQUER REC.

AZARATH (PL) "DIABOLIC IMPIOUS EVIL" (CD '06/PAGAN) Rozmiar: 10541 bajtów

Co tu pierdolić?! "DIABOLIC IMPIOUS EVIL" to, po prostu, zajebista, intensywna płyta, zawierająca muzę w stylu Sadistic Intent, Evil Incarnate, Drawn And Quartered, Mortem itp., z tym, że lepsza technicznie, szybsza i chyba jeszcze bardziej siarczysta. Coś, co znacie np. z płyt Behemoth, Immolation czy Hate Eternal, ale w bardziej brudnym, chamskim, prostym i satanistycznym wydaniu, a nad tym wszystkim unosi się old-schoolowy duch. W AZARATH podoba mi się to, że zespół tworzą bardzo dobrzy instrumentaliści, ale w muzyce, którą konstruują, umiejętności nie odgrywają głównej roli, liczy się przede wszystkim brutalny klimat, feeling, choć wprawiony słuchacz usłyszy też sporo smaczków... Ogólnie, "D.I.E." to rozwinięcie "Infernal Blasting", ale z lepszym brzmieniem (coraz częściej dochodzę do przekonania, że opłaca się kłaść ślady w Hendrix, aby uzyskać dobry i naturalny wyjściowy materiał, który później można zmiksować np. w Hertz, aby nadać płycie profesjonalnego i dynamicznego brzmienia, vide ostatnie płyty Vesania, czy Elysium). No i nachodzi mnie jeszcze jedna refleksja, że jakby chociaż co dziesiąty perkusista tworzył tak zajebiste riffy jak to robi Inferno, to mielibyśmy zalew rewelacyjnej, metalowej muzy na tym ziemskim padole! Brawo i pełen szacunek!
Maciek

BALATONIZER (I) "OCCLUSED IN OTTUSITY" (CD '04/THIS DARK REIGN/DEVILDOLL)

Ależ ta muzyka (?) jest cholernie intensywna! Dobrze, że ta grindowa nawałnica trwa tylko 25 minut, bo większa dawka byłaby nie do wytrzymania dla ludzkich uszu! Wyobraźcie sobie muzykę niemalże bez zwolnień, tylko automat perkusyjny na najwyższych obrotach, brutalny niczym świńskie pomruki wokal i do tego chore, brutalne i ciężkie gitary. MORTICIAN, mogący służyć za wskazówkę stylu BALATONIZER, to przy nich słabeusze. Ciekawostką dla Was mogą być tutaj również partie klawiszy (!) oraz video-clip do utworu "Muscular Prevarication". Mimo że nie przepadam za takim graniem, to muzyka BALATONIZER przykuła mą uwagę, tak więc z czystym sumieniem mogę Wam ją polecić.
Maciek

BANISHER (PL) "SORROW OF DEATH" (DEMO '05)

BANISHER to kolejny polski zespół grający intensywny death, który czerpie inspiracje z amerykańskiego death metalu. Oczywiście, grupa DEATH wywarła na nich największy wpływ, co słychać zwłaszcza w partiach gitary prowadzącej i pracy basu (podejrzewam, że dla basisty BANISHER guru jest Steve Digiorgio). Bas został bardzo wyeksponowany, w ogóle praca sekcji rytmicznej jest charakterystyczna, co pozwala wyróżnić ich spośród wielu innych zespołów tego typu. W bardziej brutalnych partiach można usłyszeć wpływy także innych zespołów z Florydy, na przykład DEICIDE. Największą wadą tego materiału są monotonne wokale, ale to, a także inne drobne potknięcia, nie przeszkadza postrzegać ich jako zespół o wielkim potencjale, tym bardziej, że już teraz są to bardzo sprawni, a przy tym młodzi muzycy. Potrzebują tylko lepszych pomysłów i poprawić aranżacje.
Maciek

BESTIAR (PL) "LETHAL VENOM" (CDR '05/OLD TEMPLE)

Materiał zaczyna się nawet fajnie - takim wolnym, ciężkim, klasycznym, oldskulowym death metalem w stylu Bolt Thrower itp. Ale już na początku drugiego utworu pojawia się pierwsze, niemiłe zaskoczenie - gdzie jest, do kurwy-nędzy, miażdżący growling?! Zamiast tego, jakiś przeciętny wokal bardziej pasujący do blackmetalowej kapeli! Później jest już tylko gorzej, czyli smętne, usypiające, przeciętne granie. Nawet przyspieszenia nie pomagają, bo nie ma w tym jaj, po prostu. Nuda, jednym słowem. A może za bardzo się podpaliłem czytając reklamy w prasie i parę pozytywnych recenzji?...
Pocieszające jest jednak to, że na żywo prezentują się bardziej ciekawie i piekielnie (widziałem ich nie tak dawno na "Maagal fest" w Warszawie) i że 2 nowe numery, które słyszałem (pochodzące ze świeżutkiej płyty "Inferno Invert" wydanej przez Mad Lion Rec.), są lepsze. Więcej w nich ognia i bluźnierstwa, wokale też uległy poprawie, choć to nadal death metal starej szkoły, a nie żadne nowoczesne, techniczne łamańce "made in USA". Co ja będę dłużej pierdolił, sami sprawdźcie, czy takie granie Wam pasuje.
Maciek

BLACK BLEEDING (B) "THE AWAKENING" (MC '05/NIHILISTIC HOLOCAUST)

BLACK BLEEDING to bardzo fajna kapela, która wykonuje diabelski death metal (nie wiem tylko, czemu Astus z "Panzerfaust 'zine" nie dopatrzył się na tym materiale diabolicznej atmosfery?) w bardzo porządny sposób. Brzmi to jak ostatnie dokonania Behemoth czy brazylijskich lub starych, holenderskich brutanych, death metalowych zespołów, ale z bardziej starym feelingiem. Metalowcy znajdą na "THE AWAKENING" wszystko: blasty, intensywność, chore melodie, trochę mrocznych zwolnień czy potężnych growli. Nie mogę się w tym dopatrzyć żadnych słabych punktów, naprawdę!
Tak że zapamiętajcie tę nazwę, bo BLACK BLEEDING to najlepsza horda z Belgii jaką słyszałem wraz z Aborted i Ancient Rites! A tak przy okazji, Gab, gdzie ty znajdujesz te wszystkie świetne zespoły?!
Maciek

BLASTMASTERS (USA) "BLASTMASTERS" (DEMO '04)

Bardzo się ucieszyłem, gdy otrzymałem od Aantara przesyłkę z demo "BLASTMASTERS". Spodziewałem się zabójczego materiału i chłopaki nie zawiedli mnie ani trochę! Ale to było raczej do przewidzenia, jako że w zespole grają członkowie takich uznanych firm jak np. Diabolic i Pessimist! Udało im się stworzyć doskonały miks "US Death Metalu" (w stylu Hate Eternal, Diabolic itp.) z agresywnym i wściekłym metalem "made in Brasil" (Krisiun, Abhorrence). Ta muza jest bardzo brutalna, gwałtowna, szybka, a przy tym cały czas techniczna. Także wokale są kurewsko dobre, są złe, agresywne, no i przypominają mi samego Davida Vincenta na płycie "Altars Of Madness"!
Szkoda jedynie, że ten materiał składa się tylko z 3 utworów, ale zawsze możecie się zaopatrzyć w ich pełno czasowy album zatytułowany "TWISTED METAL". Mam nadzieję, że jest tak samo dobry jak demo.
Jako że jest to bardzo niedoceniany zespół, to wspierajcie ich, bo to naprawdę obecna czołówka brutalnego death metalu! Oni rzeczywiście są blastmasters!
Maciek

BLOODTHIRST (PL) / EBOLA (PL) "HELL BESTIAL DESECRATION" (CD-R '05/OBSCURE PROD.)

Bardzo udany split, jeden z ciekawszych jakie ostatnio słyszałem! Dobór zespołów pierwszorzędny, oba bowiem hołdują starym czasom i wychodzi im to niemal rewelacyjnie. O ile BLOODTHIRST zatrzymał się na początku lat 80-tych, kiedy to boski KREATOR ukazał światu dwa piekielne bękarty w postaci "ENDLESS PAIN" i "PLEASURE TO KILL", o tyle EBOLA wypuściła się w pogoni za wzorcami za Ocean, gdzie mają takich bluźnierców jak INCANTATION (przede wszystkim), IMMOLATION czy DEICIDE. Wyobraźcie więc sobie siłę rażenia omawianej tu płyty. Nie ma co zbierać, mówię Wam!
BLOODTHIRST w końcu zabrzmiał na dobrym poziomie, choć ten sound jest trochę zbyt syntetyczny, sztuczny. Ale już same kompozycje i pasja w nich zawarta, to perełka. Odnoszę tylko wrażenie, że utwory są zbyt jednostajne i za mało urozmaicone względem siebie. Ale co by nie mówić, jeśli ktoś uwielbia agresywny, brutalny thrash w wykonaniu "German Thrash Metal Army", pokocha i BLOODTHIRST.
U EBOLI progres może nie jest tak zauważalny jak u kolegów z Poznania, ale to w niczym nie przeszkadza, bowiem ich materiał miażdży. Wydaje mi się, że jest bardziej intensywny w porównaniu do demo "DESTROY THE THRONE OF NAZARENE", choć nadal staroświecki i wtórny. Czasami ich muzyka kojarzy mi się z uproszczoną wersją "HUMAN WASTE" SUFFOCATION. Brzmienie jest bardzo podziemne, cholernie gęste i brudne, mi się podoba, ale wielu malkontentów na pewno skrytykuje zespół za takie nagranie.
Dobra, koniec zbędnego pierdolenia. Wyrywajcie ten split i radujcie swe uszy!
Maciek

BORNHOLM (HUN) "…ON THE WAY OF THE HUNTING MOON" (CD '05/MELANCHOLIA)

Węgry nigdy nie były potęgą w metalu, a takie zespoły jak Tormentor i Sear Bliss to za mało, by mówić o fenomenie tamtejszej sceny. BORNHOLM również tego stanu rzeczy nie zmieni, choć jest to porządna kapela. Z tym, że porządnych kapel na tym świecie są miliony...
Bohater recenzji, to horda ślepo zapatrzona w Skandynawię, zarówno pod względem image'u jak i samej muzyki. Dlatego też odnajdziecie tu inspiracje od Satyricon i Bathory (w tych epickich partiach, np. "Acheron") po Dissection i Necrophobic, choć BORNHOLM gra zdecydowanie bardziej zblackowaną muzykę niż ostatnie dwa wymienione zespoły znane ze swych ciągotek do death metalu. Ogólnie, materiał jest bardzo równy i czysty, za mało tu tego brudu i szaleństwa tak typowego dla rasowego black metalu. Poza tym chłopaki bardzo lubią melodie oraz stosowanie partii gitary akustycznej, co nie każdemu może się podobać, ale przez to utwory są bardziej przyswajalne, chwytliwe i łatwiej zapadają w pamięć...
Jak dla mnie jest to poprawny krążek, nic ponadto. A wybór i tak należy do Was.
Maciek

BOTTOM "DEKLARACJA MORDERCÓW" (DEMO 2006)

Hmm, cóż to wpadło w moje małe rączki? Już mówię… Na pewno nie mamy do czynienia z ludźmi, którzy wczoraj założyli zespół, bowiem BOTTOM liczy sobie, moi drodzy, ponad 10 lat. Przez ten okres czasu dużo wydarzyło się w historii zespołu, ktoś odchodzi, kto inny przychodzi, nieważne... "DEKLARACJA MORDERCÓW" jest ich trzecim wydawnictwem, po "Strachness" (1997) i "Hatefull Music Terrorism" (2003). Materiał zarejestrowano w olkuskim ZED STUDIO (m.in. Horrorscope, Thy Disease, Totem) pod nadzorem Tomka Zalewskiego, którego nazwisko staje się z każdą produkcją coraz bardziej znane. Lecz przejdźmy do zawartości tego srebrnego krążka. Chłopcy ze Śląska zaprezentowali 7 numerów o łącznym czasie trwania 15 minut, w których "łoją" solidny hard core, choć nie obce im są rejony innych, także ciężkich brzmień. Gdzieś tu w końcówce utworu "Kamień" obija się o uszy np. Neurosis, a w "Deklaracji" zalatuje klimatem Frontside. Ogólnie, te thrashowe, a nie kiedy nawet punkowe riffy wpadają w ucho... Najtrafniejszą stroną "DEKLARACJI MORDERCÓW" są rytmy w stylu "jump the fuck up" - nóżka sama dyga. Mamy tu też typowe hasła rzucone na sztandary przez wokal ("Jesteśmy dla was…", "To moja droga, moja scena…"), które zapewne idealnie spełnią swoją rolę na gigach. Nie najtrafniejszą stroną są zaś szybkie tempa, odczuwam lekki dyskomfort podczas słuchania bębnów, a w szczególności werbla. Ogólnie, brzmienie materiału oddaje charakter sceny na jakiej znajduje się BOTTOM, jak też jego zawartość tekstowa, co nie oznacza, że jest źle, wręcz przeciwnie - jest bardzo dobrze. Czyli mamy do czynienia z zespołem "zaangażowanym" - zresztą, nazwijcie to jak chcecie. Osobiście, polecam wszystkim muzycznie stęsknionym za drugą połową lat 90-tych. I jeśli lubisz takie bandy jak 1125, Schizma, Toxic Bonkers itp. i nie jest ci obca polska scena niezależna - wciśnij BOTTOM!
PP

BRAQUEMARD (PL) "TABOO" (DEMO '03) braquemard-logo

Szkoda, że chłopaki zawiesili działalność po nagraniu "TABOO". Szkoda, że ten materiał nie ukazał się na jakimś MCD wydanym przez fajną, podziemną wytwórnię, specjalizującą się w brutalnym death metalu. Szkoda, że zespół nie odwiedził ponownie HERTZ Studio (tak jak to miało miejsce w przypadku "PROMOCHAOS" z 2000 roku), tylko udał się do Złota Skała i Kokszoman. Wprawdzie uzyskał tam naturalne, selektywne i ciężkie brzmienie, ale materiałowi brakuje dynamiki, mocy, no i znamion profesjonalizmu. Szkoda, że już, chyba, nie nagrają kolejnego materiału, bo "TABOO" słucha się bardzo dobrze, kawałki są bardziej chwytliwe i mniej chaotyczne w porównaniu z demo '00. Jest brutalność, kombinowanie, drapieżność (gdy Wojtas uruchamia wysokie wokale). I mimo że czasami rozjeżdżają się gitary, mimo że czasami perkusista gra nierówno, to jest to kawał naprawdę solidnego "US death metalu", który warto posiadać.
Maciek

BUTELKA (PL) "BUTELKA" (CD '03/DYWIZJA KOT/BLACK BOTTLE REC.)

Bardzo lubię Kobranockę, bardzo lubię Kazika Na Żywo, bardzo lubię takiego rocka, jakiego gra BUTELKA... Pierwsze dwie nazwy nie pojawiły się tutaj przypadkowo, bowiem na "BUTELCE" grają niektóre chłopaki z Kobranocki, z kolei muzycznie najbliżej im do tego co tworzył Kazik w swym rockowym zespole, gdzieś w okresie "Porozumienia ponad podziałami". Ortodoksyjni metalowcy od razu mogą sobie odpuścić tę recenzję, natomiast bardziej "open-minded" może nawet skuszą się na kupno tej płyty? A powiem Wam, że naprawdę warto! Bo oprócz dużej ilości muzyki i mocnych, prowokujących tekstów, mamy tu aż 6 jajcarskich teledysków, że o obszernej wkładce nie wspomnę. Muzyka jest prosta, ale bardzo czadowa i chwytliwa, momentami chłopaki potrafią nawet nieźle przyłoić ("To mnie wkurwia"). Do tego polityczne, ostre teksty, spora dawka humoru i macie obraz BUTELKI. Słucha się tego bez żadnych problemów, na imprezy jak znalazł! Oczywiście, wiadomo, że lepiej sobie włączyć wspomnianą płytę Staszewskiego czy np. "Niech popłyną łzy" Kobranocki, ale "BUTELKĘ" też powinniście mieć w swych zbiorach - czasem przecież trzeba dać odpocząć uszom po wysłuchaniu Napalm Death czy innego Nasum, nie? Do relaksu ten krążek nadaje się idealnie.
Maciek

capitollium

CAPITOLLIUM (UA) "SYMPHONY OF POSSESSION" (CD '04/OUPIRIC)

CAPITOLLIUM to Ukraiński jednoosobowy projekt, który tworzy symfoniczny black metal, tak więc klawisze i melodie odgrywają tu główną rolę. Moją uwagę zwróciły dobre, mroczne, nie skrzeczące w stylu Cradle Of Filth wokaIe, za to gitary nie są według mnie wystarczająco "złe" jak przystało na black metal, oczywiście. Ale jeśli kręci Was symfoniczny metal nawiązujący do muzyki klasycznej (barok, gotyk etc.), to polubicie i CAPITOLLIUM. A jeżeli dodatkowo nie przeszkadzają Wam programowane bębny i mnóstwo melodii, to śmiało sięgajcie po "SYMPHONY OF POSSESSION".
Maciek

CARNAL RAPTURE (I) "PROMO 2004"

Włosi nie mogą się pochwalić pokaźną liczbą dobrych zespołów, w przeciwieństwie do Polski, na przykład. Na szczęście, do grona dobrych grup dołączyła CARNAL RAPTURE, choć słowo "dołączyła" dziwnie brzmi w kontekście zespołu, który grał już na początku lat 90-tych! Nie wiem co chłopaki wykonywali na "DEMO '93", ale już na "PROMO 1994" wymiatali techniczny death metal w stylu Cynic, Atheist i Death. Również na "PROMO 2004" grają w ten sposób, muzyka nie uległa radykalnej zmianie, mimo że minęło 10 lat, choć odnoszę wrażenie, że poszli troszkę bardziej w stronę jazzu! Ich twórczość stała się jeszcze bardziej progresywna, nieprzewidywalna i zakręcona, ale też wolniejsza i mniej agresywna, a przy tym wszystkim zyskała na oryginalności. Jeśli jednak wciąż kręcą Was wyżej wymienione zespoły, CARNAL RAPTURE również przypadnie Wam do gustu.
Maciek

CARPE NOCTEM (PL) "DREAMS OF MIND OBSCURE" (DEMO '03)

Stare to demo jak świat (utwory pochodzą z lat 2001-2002!), wprawdzie w 2004 roku zespół nagrał jeszcze promo "ANTYBÓG", ale go nie podesłał, więc napiszę parę słów jedynie o "DREAMS OF MIND OBSCURE". Zawartość materiału to klimatyczny black/death z klawiszami, jaki grało się w Polsce parę lat temu (vide Lux Occulta, Neolith, Diachronia, stare Abused Majesty itp). Gdyby nie wokale Michała i parę blastów MiNTaja, to materiał sprawiałby wrażenie strasznie melodyjnego i miękkiego, choć i tak ortodoksi nigdy nie sięgną po nagrania CARPE NOCTEM. Obecnie już się tak nie gra i, szczerze mówiąc, nie dziwię się, że zespół nie odniósł sukcesu, grając taką lekko już archaiczną muzę. Tym bardziej, że nie ma w niej nic specjalnego, oprócz paru momentów. Z tego co wiem, to grupa rozpadła się, tak że moje słowa i tak już nie mają większego znaczenia...
Maciek

Rozmiar: 10112 bajtów

CEASE OF BREEDING (GR) "PROMO 2006"

CEASE OF BREEDING to kolejny zespół podążający ścieżką wytartą przez amerykańskie zespoły brutal death metalowe z wczesnym Suffocation i Cannibal Corpse na czele. Tak więc możecie zapomnieć o oryginalności, za to otrzymacie dobrej jakości produkt. Brzmienie gitar miażdży, fajny, metaliczny bas jest mocno wyeksponowany, za to werbel brzmi okropnie, porównując z resztą instrumentów. W każdym razie, to krótkie, 2-utworowe promo to niezły kawał mięcha i udowadnia, że Grecy są dobrzy nie tylko w black, ale i brutalnym death metalu (np. Sickening Horror, Disembowel, Obsecration).
Maciek

CELEBRATUM (N) "INSTINCTS" (CD '05/METAL AGE PROD.)

CELEBRATUM pochodzi z Norwegii, więc możecie się domyśleć, że wykonują black metal. Z tym, że ich sposób na tę muzykę jest bardziej szwedzki, co oznacza po prostu to, że bliżej im np. do Dark Funeral i Setherial niż do DarkThrone. Niby wszystko jest w porządku, ale ten album nie ujął mnie niczym szczególnym, no, może tylko oprócz wokali Romula, który nie wydobywa z siebie typowego blackowego wrzasku, lecz ciekawy, bestialski głos. Słabe brzmienie materiału (niby chłodne i surowe, czyli takie jak powinno być, ale zbyt suche) na pewno też rzutuje na nienajlepszy odbiór płyty. Maniakom polecam, resztę już prędzej namówiłbym do sięgnięcia po np. włoski Nefarium.
Maciek
Dystrybucja: CONQUER REC.

CHAINS OF FIRE (PL) "GOD OF THUNDER" / HOLY DEATH (PL) "LUCIFORUS INVINCIBLE" (split CD '04/LUCIFORUS ART PROD.)

CHAINS OF FIRE
Bardzo ciekawa muzyka, zróżnicowana, tak pod względem melodii (której tu nie brakuje i jest doskonale dozowana), jak i stylistyki. Mamy tu do czynienia z heavy metalowym trzonem utworów, z wysokim, ochrypniętym wokalem, klawiszowymi wstawkami, średnimi tempami perkusji, dobrymi gitarami (genialne sola!) i harmoniami, a to wszystko ubrane w dźwięki i stylistycznie pomieszane tak, by z każdego zaczerpniętego gatunku wybrać źdźbło i wpasować z wyczuciem w utwór. Sam nie wiem, jak ustosunkować się do takiej muzyki, która mnie osobiście się podoba. Czuć w "GOD OF THUNDER" delikatny wpływ szwedzkiej sceny i tego melodyjnego nastawiania, ale jak wspomniałem, uwypuklonego ze smakiem. Jednak jestem rozczarowany, ponieważ to tylko trzy utwory i czuję cholerny niedosyt. Ciekawa, dobrze nagrana pozycja, warta zwrócenia uwagi! Holy Death
HOLY DEATH
Mamy tu do czynienia z muzyką niejednowymiarową, taką, która prócz tego, że trzyma się jednostajnych temp i dobrych rytmicznych taktów, to pozostaje do końca nieprzewidywalna. Nałożone na siebie wokale, pojawiające się chóry (może bardziej za sprawą klawiszy), gitarowe i klawiszowe popisy, które swoimi melodiami niosą nas daleko, gdzieś głębią wody w stronę zarannej gwiazdy. Te trzy utwory mogą zmienić w Was wiele, bo "LUCIFORUS INVINCIBLE" to materiał, który powinien wzburzyć krew i tak też czyni. Dobre, czytelne nagranie, więc właściwie nie mam za wiele do zarzucenia, może prócz tego, że te melodie są jakby już gdzieś słyszane, ale nie pomyślcie, że są żywcem podrobione, w żadnym razie! Może to, po prostu, ich dobre przekazanie powoduje to, że wchłania się je bardzo gładko i przyjemnie? Spróbujcie zdobyć ten split i posłuchać nowoczesnego heavy metalu, a zrozumiecie, o czym mówię...
Lucid

CHAOSPHERE (PL) "REIGN IN CHAOS" (DEMO '05)

Ależ mnie ten zespół zaskoczył! Nigdy bym nie oczekiwał po młodej, podziemnej kapeli takiego czadu! Kluczem do "sukcesu" okazały się tutaj dobre, chwytliwe riffy Kamila (nie bez powodu dołączył ostatnio do obozu HATE!) oraz zajebisty, lekko rozhisteryzowany wokal BurnArta. Na swoje potrzeby określiłbym ich muzykę jako brutalny thrash starej szkoły, no bo np. riff otwierający "Pray For Death" brzmi niemal jakby wyszedł spod wioseł HORRORSCOPE czy ANNIHILATOR, słychać też mocno inspiracje SLAYER czy niemieckim thrash metalem. Choć muzyka CHAOSPHERE posiada bardzo przejrzyste, dynamiczne brzmienie (znowu kłania się warszawskie DBX), to wciąż jest brutalna i agresywna.
Odkąd usłyszałem to promo, bardzo chłopakom kibicuję i nie ukrywam, że jestem strasznie ciekaw, jakie jest pozostałe 6 utworów nagranych na "REIGN IN CHAOS".
Maciek

CLOSTERKELLER (PL) "REGHINA" (MCD '04/MMP)

Kiedyś płyta CLOSTERKELLER "VIOLET" była dla mnie jednym z najlepszych polskich rockowych krążków, a pamiętna kaseta z IZABELIN STUDIO bardzo często gościła w moim magnetofonie! Późniejsze wydawnictwa już nie były tak wyśmienite, choć nie można im odmówić solidności. Podobnie jest z mini-albumem "REGHINA". To już nie są ich wyżyny kompozytorskie, ale mimo wszystko materiał jest całkiem przyzwoity. Szkoda tylko, że najlepszym utworem na tej płycie jest kompozycja autorstwa najbardziej białego człowieka na Ziemi, czyli Michaela Jacksona (chodzi o "Earth Song"), a nie zespołu. Ale pamiętam, że podobna sytuacja była z grupą MANTEIA, na której demo najlepszym utworem był... "Tak się boję bólu" właśnie CLOSTERKELLER! No, ale wróćmy do zawartości "REGHINY". Tutaj nie ma niespodzianek - to wciąż gotycki, zmetalizowany rock zagrany przez bardzo dobrych instrumentalistów, a nad całością góruje, jak zawsze, charyzmatyczny głos Anji Orthodox. Największe minusy materiału to brak przebojowości (przede wszystkim we własnych utworach, bo covery, których jest tu aż 3 (!), są w porządku) i brzmienie. To ostatnie niby nie jest złe, ale zespoły tej klasy co CLOSTERKELLER nie powinny schodzić poniżej pewnego poziomu, a nie oszukujmy się, New Project Studio do najlepszych w kraju nie należy, i to, niestety, słychać! Cóż, "REGHINA" to po prostu krążek tylko dla najbardziej zagorzałych fanów CLOSTERKELLER, ale na pewno nie będą zawiedzeni, bo oprócz trzech nowych utworów, 1 remixu i 3 coverów otrzymają aż 3 teledyski!
Maciek

CONVENT (PL) "BLESSED AMONGST THE FLOCK" (DEMO '03)

IMMOLATION i MORBID ANGEL - oto wspólny mianownik dla CONVENT. Trochę to dziwi, bo lublinianie grają przecież ponad 15 lat (!) i powinni się już dorobić własnej tożsamości. Póki co, dorobili się jedynie swojego brzmienia (ale to już coś), bo muzyka nie jest w ogóle odkrywcza. Za to wykonanie, bluźnierstwo i pasja zawarte w tych dźwiękach są w 100 % satysfakcjonujące. Mimo że o CONVENT nie mówi się w Polsce zbyt często, to jest to bez wątpienia krajowa czołówka i wraz z takimi zespołami jak np. AZARATH, ANIMA DAMNATA, STILLBORN czy NOMAD stanowią o sile naszego podziemia! Jeśli tylko lubicie brutalny, gęsty, wręcz chaotyczny death metal wysokiej próby, to ten materiał jest dla Was!
Maciek
Promocja i dystrybucja: Inhuman Distribution

CORTEGE (PL) "V-666" (DEMO '04)

CORTEGE konsekwentnie, od samego początku działalności hołduje prostemu death metalowi z przełomu lat 80-tych i 90-tych. Jest to w dzisiejszych czasach sporą rzadkością, bo większość kapel gra np. jak NILE, DEICIDE czy MORBID ANGEL, czyli trochę bardziej zaawansowaną technicznie muzę. Mimo że wychowałem się na takim death metalu, to jednak nagrania CORTEGE w ogóle mnie nie przekonują. I to nie chodzi o surowe brzmienie (bo to nawet pasuje do tych archaicznych dźwięków), ale po prostu o brak dobrych pomysłów, których starczyło zespołowi jedynie na "Desolation". Zdecydowanie chętniej już sięgnąłbym po twórczość krajowych MUTILATION czy VOX INTERIUM, choć tak prawdę mówiąc, to i tak najlepiej posłuchać sobie "oryginałów", czyli na przykład BOLT THROWER, GRAVE czy GOREFEST. Tak jak wspominałem, brzmienie "V-666" jest bardzo surowe, blastów tu też nie uświadczycie, są za to dwie tradycyjne barwy wokalu, czyli niski growl i blackowe skrzeczenie. Mimo ogólnej poprawności, ani nagraniu, ani zespołowi nie wróżę błyskotliwej kariery. Nawet gdyby "V-666" ukazało się jako dodatek do gazety...
Maciek

CROATAN (USA) "THE DRUNKEN MASTERS" (CD '04/PEACE OR DIE)

Na płycie "THE DRUNKEN MASTERS" bardzo wyraźnie słychać, że grupa wywodzi się ze środowiska punkowego. Ich muza jest bardzo prosta, choć z wieloma zmianami tempa, no a dźwięk posiadają iście undergroundowy. Według mnie, najlepszym opisem ich muzyki jest "amatorski noise-punk z żeńskimi wokalami wymieszany ze zwolnieniami i ciężkimi riffami w stylu wczesnego Black Sabbath". Ogólnie, ten krążek nie ma nic wspólnego z METALEM, ale możecie go posłuchać, na przykład gdy będziecie zdrowo najebani. W każdym bądź razie, nie jest to pozycja warta Waszej uwagi.
Maciek

cropment

CROPMENT (CH) "SPIRAL OF VIOLENCE" (CD '04/FASTBEAST ENT.)

CROPMENT to wzorcowy przykład przerostu formy nad treścią. Bardzo ładnie wydany CD (booklet autorstwa Tomka Daniłowicza!), ale już jego zawartość pozostawia wiele do życzenia! Przeciętne pomysły (wzorowane na VADER i CANNIBAL CORPSE), brzmienie bez rewelacji - "nuda, nic się nie dzieje". Myślę, że był to delikatny falstart, zespół powinien dojrzeć, skomponować lepsze utwory i nagrać je tak, aby potężnie brzmiały i kopały dupę!
Maciek

CRUENTUS (PL) "AUDITION OF YOUR MODERN NITEMARE" (DEMO '06)

Zupełnie nie siedzę w takich klimatach, a tym samym nie znam się na tego typu elektronicznych dźwiękach. Ale zespół prosił, to napiszę parę słów. Co niektórzy określiliby tę muzykę jako post black lub awangardowy metal (zwłaszcza w stylu nowego Mortiis czy The Kovenant, choć początek "Strukturized Human Produkt" to wręcz nu-metal). Mnóstwo tu elektroniki, mnóstwo klimatycznego, kosmicznego grania, sporo agresji - ciekawa propozycja dla ludzi o szerokich horyzontach muzycznych. Jak dla mnie, brzmi to wszystko jak jakiś techno metal! Tak więc wątpię, czy przeciętny czytelnik "Burning Abyss" strawi zawartość "AUDITION OF YOUR MODERN NITEMARE". Ale mi się nawet podoba, więc chyba jestem nieprzeciętny he,he.
Maciek

Rozmiar: 7417 bajtów

CRYPTIC (PL) "DEMO 2004"

Dobrze nagrane demo, to połowa sukcesu. I tak jest właśnie w przypadku CRYPTIC. Chłopaki zawitali do Diamond Studio (m.in. Atrophia Red Sun, Retribution) i efekt wyszedł lepiej niż dobry. Druga połowa sukcesu, to wyśmienita muzyka. Tu już jest trochę gorzej, bo CRYPTIC gra jedynie przyzwoity death/thrash, będący mixturą Vader (wokale) z Slayer (niektóre riffy). Przypomina to trochę granie popularne w Polsce na początku lat 90-tych (zespoły z Carnage Records), choć poziom realizacyjny od tamtego czasu znacznie wzrósł. Przyjemnie się tego słucha, ale więcej oczekuję od nowego materiału.
Maciek

CURRICULUM MORTIS (S) "INTO DEATH" (DEMO '03)

Zespół ten po części złożony jest z Fredrika Anderssona (m.in. Amon Amarth) i jak najbardziej jest to zauważalne w muzyce, jaką CURRICULUM MORTIS przedstawia na tym demo w swoich pięciu utworach. Dobra produkcja materiału pozwala wychwycić każdy instrument i doskonale uderza swoim brzmieniem, bezpośrednio trafia do słuchacza, który nie musi się wysilać, by odczytać jakikolwiek instrument. Jednak zawartość muzyczna nie wnosi niczego nowego. Oczywiście, tych, których fascynuje i pociąga nie złożona i bardzo melodyjna muzyka, to demo na pewno zauroczy. Ten "szwedzki kop" ma tu dość jasno wytyczony tor, czyli: melodyjność połączona z dużą dawką dynamiki. Naturalnie zdarzają się i jak najbardziej są akcentowane te wydłużające się i płaczliwe riffy poparte niskim wokalem, co trochę zmienia odbiór całości. Mnie osobiście ta muzyka niczym szczególnym nie zaskoczyła, ale nie mówię, że słucha się jej z jakimś niesmakiem.
Lucid

DAATH (USA) "FUTILITY" (CD '03)

Muzyka DAATH jest zdrowo pokręcona i mocno progresywna. Można by ją zamknąć w szeroko pojętych ramach progresywnego death metalu, ale na pewno każdy z Was usłyszy tu co innego. Ja na przykład dopatrzyłem się przeróżnych wpływów, począwszy od CYNIC i ATHEIST, poprzez późny TIAMAT (początek ósmego utworu), a na TOOL i SYSTEM OF A DOWN kończąc. Sami więc widzicie, że rozrzut jest spory. Najlepiej jednak jest przekonać się samemu, co prezentują sobą ci Amerykanie. Oczywiście, nie oczekujcie łatwych dźwięków, za to mnóstwo ciekawych, brutalnych, agresywnych, a także rockowo-alternatywnych zagrań. Sukcesu komercyjnego im nie wróżę, to na pewno, za to zespół powinien dostać dobre recenzje w prasie. Nie wiem natomiast, co powiedzą fani, bo DAATH gra wymagającą muzę, no i stanowi twardy orzech do zgryzienia.
Maciek

DARTH (D) "BUTTFUCKED BY DESTINY" (CD '03/CRUDE ENT./SOUND OF DECAY)

Dziwię się Piotrkowi, że pakuje kasę, czas i energię w takie zespoły, podczas gdy na wydanie czeka mnóstwo znacznie bardziej wartościowych kapel. No, ale skoro już ta płytka się ukazała, to wypadałoby coś o niej napisać. Tylko nie ma co, jest bowiem tak nudna i nijaka, że aż przykro. Przeciętny do szpiku kości klasyczny death metal zagrany przeważnie w średnich tempach - oto zawartość "BUTTFUCKED BY DESTINY". Dobrze, że płyta trwa tylko 28 minut, bo dawka np. 40-minutowa byłaby już raczej nie do zniesienia. W sumie to nie powinno dziwić, że DARTH nagrał kiepski album, jeśli weźmie się pod uwagę kraj pochodzenia. Nie do dziś bowiem wiadomo, że w Niemczech grać death metalu nie potrafią. Owszem, kiedyś były takie skarby jak MORGOTH, ATROCITY, czy mniej uznane IMMORTALIS i DARK MILLENIUM, ale obecnie jest tam fatalnie. I na pewno DARTH nie zmieni takiego stanu rzeczy. Nie zapamiętujcie tej nazwy.
Maciek

DARZAMAT (PL) "TRANSKARPATIA" (CD '05/MMP)

Już poprzednia płyta DARZAMAT, "Semidevilish", dobrze rokowała i przywróciła fanom nadzieję na znów solidną i stabilną formę grupy. Wszystko wskazywało na to, że zespół w końcu znalazł właściwą drogę. I rzeczywiście, "TRANSKARPATIA" potwierdziła jego klasę i jeszcze bardziej pchnęła go do przodu. Oba materiały są stylistycznie stosunkowo podobne, nadal mamy do czynienia z drapieżnym black/death metalem z wpływami sceny gotyckiej i z dość mocno wyeksponowanym żeńskim głosem Nery. Znowu też nie podoba mi się brzmienie garów - jest zbyt sztuczne, syntetyczne. Zresztą, ogólnie, produkcja materiału jest przereklamowana. Ja wiem, że Los Angered Recording Studios i Andy La Rocque to uznane firmy, ale uważam, że w Polsce zespół uzyskałby równie dobre, jak nie lepsze brzmienie (np. w takich studio jak Hertz, Hendrix czy Zed, do którego, zresztą, DARZAMAT ma blisko). No, ale to taka dygresja. Muzycznie, jak wspomniałem, jest mocno i drapieżnie. DARZAMAT kojarzy mi się trochę z Dimmu Borgir, tylko że główną rolę odgrywają dość ostre gitary, a nie cukierkowe klawisze. I do tego te chore i mroczne wokale Nery, zdecydowanie ciekawsze niż na "Semidevilish". Reasumując, ciekawy album, chwytliwy (ale z całą pewnością Metalowy!) - prezentujący dobry, europejski poziom. Mam tylko cichą nadzieję, że nie jest to jeszcze opus magnum zespołu.
Maciek

DARZAMAT (PL) "SEMIDEVILISH" (CD '04/MMP)

Był kiedyś taki bardzo dobry zespół, który zwał się CHRIST AGONY... Czemuż o nim wspominam? Bowiem DARZAMAT kontynuuje chlubne tradycje tamtej grupy dowodzonej przez (nie)sławnego Cezara. Wprawdzie mam na myśli CHRIST AGONY ze swojego późniejszego, mniej interesującego okresu, ale muzyka DARZAMAT mimo wszystko ma w sobie sporo tamtego charakterystycznego jadu i diaboliczności. Czynnikiem zdecydowanie wyróżniającym DARZAMAT spośród wielu grup dark metalowych jest symfoniczność, dość mocno obecna na "SEMIDEVILISH", ale nie przesadnie wyeksponowana. Cieszę się, że Ślązacy nie stworzyli jakiegoś strasznie cukierkowego materiału, choć dla brutal-maniaków to on też nie jest. To, co psuje ciekawe riffy i pracę gitar, to brzmienie perkusji - strasznie sztuczne i nietypowe dla Mamut Studio (m.in. Frontside). Podejrzewam, że zespół w trakcie sesji nagraniowej dość mocno posiłkował się komputerem, chociaż w jakimś tam stopniu to syntetyczne i klarowne brzmienie bębnów pasuje do takiej muzyki. Nienajgorsze są też wokale Nery, choć nie wiem, czy nie bardziej pasowałby tu męski, czysty śpiew. W ogólnej konfrontacji wygrywają jednak zróżnicowane wokale Flaurosa (z pamiętnego MASTIPHAL). Kończąc, podkreślę, że "SEMIDEVILISH" to ciekawie pomyślany, chwytliwy materiał, najmocniejszy w dyskografii DARZAMAT (i bardzo dobrze!), który wart jest Waszej uwagi. Ciekaw jestem tylko, czy uda się sprawić, aby usłyszała go spora część Europy.
Maciek

DEATH HEAVEN (I) "TECHNO DECOMPOSITION WORLD" (DEMO '04)

Jest to debiut tego włoskiego zespołu, który trwa aż 55 minut! Wydaje mi się, że to trochę za dużo jak na materiał demo, ale na szczęście zawartość nie nudzi. Chłopaki wykonują death metal naznaczony wysokimi umiejętnościami technicznymi i progresywnymi elementami, ale też i pewną dozą brutalności (zwłaszcza w liniach wokalnych). Dlatego też na "TECHNO DECOMPOSITION WORLD" można usłyszeć pewne wpływy zarówno Death, Esqarial, jak i Sinister. Zespół tryska pomysłami, ale nie określiłbym tego demo jako zdumiewające. Tak czy inaczej, jest to bardzo porządne wydawnictwo, a jestem pewien, że Włosi przygotowali już jakieś nowe, bardziej zabójcze kawałki dla was.
Maciek

DECIMATED (PL) "DEATH & ROLL" (DEMO '05)

Tytuł materiału jest dosyć przewrotny i może nieco zmylić, bo luzackiego grania tu nie uświadczycie. Za to mnóstwo tu brutalnego death metalu w amerykańskim stylu, czyli z wpływami zarówno Morbid Angel, jak i Suffocation. Dobre wyszkolenie techniczne, przejrzyste i dynamiczne brzmienie (może nawet za mało brudne?) - to zalety materiału, to może się podobać. Z kolei pomysły (zwłaszcza te zakręcone momenty) jeszcze nie wgniatają w glebę, choć na przykład na tle wszystkich utworów ciekawie zaprezentował się ostatni zatytułowany "The Original Sin" - wolny, ciężki, z klimatem i fajnymi solówkami.
Podejrzewam, że następny materiał może już urwać łeb. Tylko zmieńcie, chłopaki, logo i nie nazywajcie głupio swoich wydawnictw he,he.
Maciek

DEFORMED (PL) "PROJECT TORTURE 005" (CD '05 / DEFORMEATHING/SKULL FUCKED) Deformed

Oj, gdybym chociaż w połowie znał się na grind tak jak na death metalu, i chociaż w jednej czwartej tak jak mój stary kolega Wojtek, wokalista DEFORMED, na waleniu konia, to napisałbym Wam konkretnie, o co chodzi chłopakom. A tak musicie wysłuchać oklepanych sloganów, że "PROJECT TORTURE 005" to materiał pełen chorych pomysłów, typowych, przeciętnych death/grindowych gitar, wokali o różnej barwie (ze wskazaniem na grindowy growl i piski basisity) oraz wielu temp wygrywanych przez dobrze zaprogramowaną maszynę. Zespół nie sili się, by Yamaha RY9 imitowała żywego perkusistę (i chwała im za to), wolą brzmieć bardziej sztucznie, co dodaje materiałowi jeszcze bardziej chorego klimatu. "PROJECT TORTURE 005" naprawdę nie został nagrany przez normalnych kolesi, chociaż może warto było posunąć się jeszcze bardziej w tej swojej ekstremie i nagrać coś jeszcze bardziej odpychającego? Mimo że płyta nie rzuca na kolana, to fajnie się tego słucha. Chwytliwy, chory grind? Tak, jest coś takiego, i gra to polski DEFORMED! Aby zachęcić Was do kupna DODAm, że CD zawiera dodatek multimedialny!
Maciek

DELICTUM INITIALE (PL) "THE CURSE OF THIS WORLD" (DEMO '05)

Recenzenci raczej wychwalają ten materiał, ale dla mnie to tylko typowy, polski, toporny death metal. Gdy zaczynałem swoją przygodę z podziemiem ponad dekadę temu, takich kapel było mnóstwo (m.in. Calvaria, Cortege, Esgaroth), a i dzisiaj trafi się ktoś, kto gra tego typu muzę (wystarczy wymienić Moulded Flesh, Silent Confusion, Dragula, czy Nemrod)! No, może jakość nagrań i poziom wykonawczy są lepsze niż w połowie lat 90-tych, ale niewiele to zmienia. Parę patentów gitarowych jest fajnych (niektóre riffy są mocno melodyjne, zahaczając wręcz o scenę z Goeteborga), dobrze słychać partie basu, ale np. growling jest już strasznie powszedni.
Na pewno następny materiał będzie lepszy, ale nie będę na niego specjalnie wyczekiwał.
Maciek

DELIRIUM X TREMENS (I) "CYBERHUMAN" (MCD '03)

Ten włoski zespół bardzo pozytywnie zaskoczył mnie swoim potężnym, nowoczesnym death/thrash metalem. A tak w ogóle, to jest to stare nagranie, więc aż boję się pomyśleć jak zabójczy będzie ich pełno czasowy debiut płytowy!
"CYBERHUMAN" to bardzo ciężki materiał dzięki mięsistym riffom (zresztą, w ogóle praca gitar jest tutaj bardzo dobra) i dynamiczny, a to już zasługa brzmienia i pracy bębniarza, który punktuje bardzo sprawnie i celnie (po stylu gry wnioskuję, że Thomas musi być pod silnym wpływem Richarda Christy). Wracając do brzmienia, to jest ono czyste, ale naturalne, choć tytuł płytki zasugerował mi, że będę miał do czynienia raczej z zindustrializowaną muzą w stylu FEAR FACTORY itp. Na szczęście chłopaki grają bardziej w stylu swoich ziomali z RESURRECTURIS, a także DEATH i innych amerykańskich, nawet bardziej brutalnych kapel. Mimo że Włosi są bardzo sprawnymi instrumentalistami, nie oczekujcie technicznych fajerwerków czy jakiejś bardzo skomplikowanej muzyki. Wszystko jest tu na właściwym miejscu, w żadnym wypadku nie może być mowy o przeroście formy nad treścią. Jedyne zastrzeżenia, które mam, tyczą się trochę nudnych wokali Alberto, no i nie lubię, gdy DELIRIUM X TREMENS grają zwolnienia, bo zaczynają przynudzać. Reszta jest co najmniej w porządku, tak więc koniecznie miejcie na nich oko!
Maciek

DELUGE (AUS) "DILUVIAL SORCERY" (CD '04/HAMMER & ANVIL WREKORDS)

Symfoniczny black metal z Australii, w przeciwieństwie do tzw. war metalu, wciąż należy do rzadkości. I dobrze, bo wyższości muzyki takich zespołów jak DESTROYER 666, G.O.T.H. czy SADISTIK EXEKUTION nad DELUGE jest niekwestionowana. Jednak debiut Australijczyków nie jest zły. Myślę, że miłośnicy takich kapel jak DISSECTION, CRADLE OF FILTH czy przede wszystkim DIMMU BORGIR w swym późnym okresie będą w miarę usatysfakcjonowani, co nie zmienia faktu, że bardzo wątpię, by DELUGE nagrał kiedykolwiek płytę na poziomie zbliżonym do np. "PURITANICAL EUPHORIC MISANTHROPIA". Zespołowi zdecydowanie brakuje takich umiejętności kompozytorskich i wykonawczych, zdaje się, że nie mają też tej nutki geniuszu, którą słychać i którą bezwzględnie wykorzystali Norwedzy. Jest jednak pewna rzecz, która wyróżnia zdecydowanie "DILUVIAL SORCERY" z pośród podobnych propozycji z Europy, a mianowicie brzmienie. O wiele bardziej naturalne, niż to z FREDMAN czy ABYSS Studio, choć, oczywiście, nie tak profesjonalne... Obserwujcie ich poczynania.
Maciek

DEVILRY (FIN) "MUSLIM GENOCIDE" (EP '06/BREATH OF PESTILENCE)

DEVILRY wykonuje old-schoolowy death metal, no i chłopaki bardzo dobrze wiedzą o co w tym wszystkim chodzi. Ich muza jest bardzo surowa i bluźniercza, a adresowana jest tylko do prawdziwych maniaków. Płytka zaczyna się intro i wolnym riffem, po którym następuje już tylko nieludzki, blackowy wokal, szybkie bębnienie i zabójcza gitara - po prostu, agresja w czystej formie! Jeśli znacie ich muzę ze split EP z Throneum, "MUSLIM GENOCIDE" na pewno was nie rozczaruje.
Tylko dla ortodoksów!
Maciek

Devilyn-ThePast DEVILYN (PL) "THE PAST AGAINST THE FUTURE" (CD '03/MMP)

Niestety, "THE PAST AGAINST THE FUTURE" to "tylko" składak. Jeżeli chodzi o zawartość, to każdy zainteresowany wie już, że znajduje się tu demo z 1994 roku p.t. "THE RULE", "PROMO 2000" z Inferno (BEHEMOTH) za bębnami, cover CARCASS nagrany podczas sesji albumu "ARTEFACT" oraz teledysk do utworu "Reborn in Pain"! Właściwie to jest to płyta tylko dla koneserów, bowiem nowicjuszom nie polecam poznawania DEVILYN od tego właśnie krążka. Nie da się ukryć, że demo zawiera dość surowy i nienajlepiej zrealizowany death metal. Wprawdzie słychać już, że Novy dysponuje potężnym growlem i na (bardzo wyeksponowanym) basie grać potrafi, zwracają na siebie uwagę także wpływy MORBID ANGEL, które towarzyszą zespołowi po dziś dzień. Nagrany dwa lata później debiutancki krążek "ANGER" bije na głowę demosa, więc nie ma co się nad nim dłużej rozwodzić. "PROMO 2000" to popis gęstej gry na instrumentach, bardzo brutalny materiał, który jednak wiele stracił z powodu kiepskiej realizacji. Łatwo zauważyć, jak przez 6 lat zespół rozwinął się kompozytorsko, technicznie i szybkościowo. "Heartwork" to pokłon w stronę boskiego CARCASS, z okresu kiedy to jeszcze grali potężny, perfekcyjny death metal. Oczywiście, wersja DEVILYN nie dorównuje oryginalnej, ale kawałek ten ma swój feeling i stanowi fajny rarytas, miłą odskocznię od rzeźni chłopaków z Tarnowa. Teledysk do "Reborn In Pain" też należy rozpatrywać raczej w kategorii ciekawostek niż dzieł artystycznych, ale i tak jest lepszy od tego co często proponuje nam p. Adam Kuc z SELANI Studio.
Maciek

DIABOLOS (USA) "THE THREE MOTHERS" (MCD '06 / BAPHOMET/RED STREAM)

DIABOLOS zaprezentował tutaj całkiem brutalny i surowy black metal wykonany w skandynawskim i amerykańskim stylu z jakimiś tam wpływami starej szkoły, co idealnie pasuje do profilu wydawniczego BAPHOMET RECORDS. Tak więc jeśli nie przeszkadza wam granie tego typu oraz growlujące wokale Undead Tormenta (które nadawałaby się idealnie do jakiegoś oldskulowego death metalowego zespołu), sprawdźcie tych chłopaków. Ten MCD zawiera tylko 3 kawałki, ale jest tu też bonusowy amatorski zapis utworu z "To Appease The Beast" fest. I powiem wam jeszcze, że im więcej słucham "THE THREE MOTHERS", tym bardziej mi się podoba...
Maciek

THE DOWNWARD CANDIDATE (DK) "DISTORT & CONFUSE" (DEMO '05)

Po THE DOWNWARD CANDIDATE spodziewałem się agresywnego thrashu wymieszanego z melodyjnym death metalem, a otrzymałem popularny obecnie metal core połączony z nu metalem, coś w rodzaju gniewnej wersji takich kapel jak None, Machine Head czy Raunchy. Dźwięk (Berno Studio) czy wyszkolenie techniczne są bez zarzutu, ale, według mnie, ta muzyka jest bardzo mainstreamowa i nie za bardzo pasuje do profilu podziemnego 'zine'a jakim jest "Burning Abyss". No i, szczerze mówiąc, to nie moja specjalność, osobiście preferuję bardziej thrashowe kapele typu Frontside czy Demiricous. W każdym bądź razie, jeśli lubicie nowoczesny metal core/nu metal, sprawdźcie ich, bo wydaje mi się, że THE DOWNWARD CANDIDATE wie o co w tym wszystkim chodzi.
Maciek

DRAGULA (PL) "TRUE PAIN" (DEMO '04)

Po bardzo przeciętnym "DEMO 2001" częstochowska DRAGULA uraczyła nas kolejnym materiałem zatytułowanym "TRUE PAIN". I tym razem zespołowi nie udało się wyrwać mnie z butów, choć muszę przyznać, że się poprawili. Utwory i riffy są ciekawsze, bardziej brutalne, do tego lepsze brzmienie i mocny wokal... Nie jest to z pewnością hiper-szybkie i ultra-techniczne granie w stylu amerykańskich hord np. z Nowego Jorku, za to czuć w tym dominację europejskiej szkoły, gdzie liczy się ciężar, groove i uczucie. Na pewno chłopaki nasłuchali się szwedzkich oraz polskich death metalowych kapel z początku lat 90-tych. Przyjemna rzecz do słuchania, ale nic poza tym...
Maciek

drottnar-photo

DROTTNAR (N) "ANAMORPHOSIS" (MCD '03/MOMENTUM SCANDINAVIA)

Chrześcijański "black" metalowy zespół z Norwegii o nazistowskim image'u! Wietrzę tu jakąś prowokację, ale to i tak nie na moje siły he,he. Muzyka jest bardzo dobra, jako że jest to inteligentny i oryginalny black metal z wpływami zarówno Darkthrone jak i Emperor. Na "ANAMORPHOSIS" bardzo podoba mi się zróżnicowane bębnienie Glenna Linda jak i gitary Bengsta i Karla, ale przekaz DROTTNAR jest nie do przyjęcia! Tak więc jeśli nie przeszkadza Wam ideologia, dajcie im szanse, gdyż "ANAMORPHOSIS" to kawał bardzo dobrego i przemyślanego "black" metalu zagranego głównie w średnich tempach.
Maciek

DUSK (PAK) "JAHILIA" (CD '03/EPIDEMIE) Dusk

Gdyby DREAM THEATER posiadali znacznie słabsze umiejętności i lubili klimatyczne granie, graliby i brzmieli dokładnie tak jak DUSK. Myślę, że dla fanów awangardowego doom będzie to wystarczająca rekomendacja? Muzyka DUSK nie jest jednak mroczna czy ponura, tak więc na przykład fani WINTER czy fińskiego depresyjnego doom metalu mogą się poczuć trochę zawiedzeni. Ta muzyka jest za to bardzo bajkowa, fantazyjna, jednocześnie bardzo interesująca, zaskakująca i orientalna (gdyż zespół pochodzi z Pakistanu), a na przykład taki utwór jak "Decadent Little Girl" to niemal czysty stoner hard rock! Największą zaletą tej płyty jest zdumiewająco dobra praca gitary, ale reszta też jest, oczywiście, w porządku, a wokale Babara są mocne, głębokie i brutalne, tak że bez obaw, nie oczekujcie tanich, gotyckich melodyjek dla cip.
Jedno jest pewne, DUSK to bardzo interesujący duet grający bardzo dobrą, atmosferyczną muzykę wartą Waszych pieniędzy.
Maciek

ECLYPSE (PL) "APPLAUSE: IHVH ELOHIM MET" (CD '04/REDRUM 666) Eclypse

Już po wysłuchaniu pierwszych taktów tej płyty będziecie mieli jasność sytuacji, kto jest dla ECLYPSE mistrzem. Odpowiedź nie będzie oryginalna i może być tylko jedna: MORBID ANGEL. W konsekwencji muzyka tarnowian będzie Wam również przypominać BEHEMOTH, poza tym, wydaje mi się, że chłopaki lubią też IMMOLATION. Tyle o oryginalności, cała reszta jest natomiast bez zarzutu, bowiem poziom wykonawczy jak i brzmieniowy "APPLAUSE: IHVH ELOHIM MET" to europejski standard. Ów dynamiczny i mięsisty sound ECLYPSE uzyskali nigdzie indziej jak w Hertz Studio, więc i w tym temacie wszystko powinno być jasne. Choć znam sporo osób, którym to charakterystyczne, syntetyczne brzmienie nie za bardzo się podoba...
Materiał nie nuży, trwa bowiem 35 minut i wydaje mi się, że jest to odpowiednia dawka death metalowego morderstwa. Całości kolorytu nadaje cover SAMAEL "After The Sepulture", który być może uświadomi młodym słuchaczom, że kiedyś Szwajcarzy potrafili grali naprawdę muzykę z jajami, a nie to obecne gówno.
Maciek

EFFECT MURDER (PL) "IMANUSI" / BLOODPAINT (PL) "BLINDEAD" (SPLIT CD '05/METAL JEERS)

"IMANUSI" to przyzwoity kawałek łojenia. Zresztą, każdy kto zna EFEFCT MURDER wie, czego się można po nich spodziewać. Grupa gra wprawdzie na luzie, z feelingiem, ale do spraw zespołu podchodzą raczej poważnie. Nie wiem jak wy, ale ja odnoszę wrażenie, że ich nowy materiał zawiera znacznie więcej elementów grind/core'a, niż to miało miejsce na "Portrait Of Fanatic" z 2004 roku., który był bardziej death metalowym nagraniem. O ile wtedy rzeźbili technicznie, dość zawile, coś jakby na modłę starego Yattering, tak na "IMANUSI" nowoczesne granie zderzyło się z prostotą starej szkoły grind/core, której najwybitniejszym przedstawicielem jest bodajże "World Downfall" Terrorizer. Wiecie, że nawet wokale Konrada przypominają mi nieodżałowanego Oscara Garcię?! Fajna więc mieszanka udała się chłopakom, ciekaw tylko jestem czy na najnowszym materiale, "Dehumanize", nie poszli jeszcze bardziej w stronę old schoola. No i ciekaw jestem, co pokaże ich nowy wokalista, Stania, bo jego poprzednik radził sobie z materią bardzo dobrze!
Po "IMANUSI" atakuje nas BLOODPAINT ze swoim "BLINDEAD". Jest to kolejna obiecująca młodzież z Białegostoku. Szkoda tylko, że tak mocno zainfekowana twórczością Vader. Owszem, parę zagrywek i wokal Sabasiosa odróżniają BLOODPAINT od ekipy Petera, no i "BLINDEAD" jest brutalniejszym stuffem niż dokonania Vader, ale, niestety, całość jest bardzo zbliżona stylistycznie. Tak że czekam na nowy, bardziej twórczy materiał, bo umiejętności już są.
Maciek

ELEMENT (PL) "PSYCHOPHENOMENON" (DEMO '03)

Porządna dawka death metalu z naleciałościami symfonicznego black metalu, a to za sprawą klawiszy, które pojawiają się w utworach jako tło ozdabiające i nadające utworom nowatorskiego wymiaru. Dobra produkcja studyjna pozwala na wychwycenie wszystkich instrumentów i zagrywek, które przyswajalne są w dość łatwy sposób. Wracając do klawiszy, to są one dość mocno zainspirowane Limbonic Art, budują w każdym utworze znany i powiedziałbym, że nawet ograny rodzaj patosu, który na dłuższą metę zaczyna nudzić. Postawiłbym raczej na ten death metal, w którym muzycy doskonale sobie radzą, a partie klawiszy moim zdaniem są zbędne i w niektórych momentach bardziej przeszkadzają niż urozmaicają. Płyta "PSYCHOPHENOMENON" to dobra pozycja, która powinna zainteresować każdego fana death metalu, ale nie porazi swoją oryginalnością. Na pewno zaś sprowokuje.
Lucid

ELENIUM (PL) "VIA PURITIVA" (DEMO '03)

Nie spodziewałem się aż takiej zmiany po tym zespole. I właściwie nie wiem jak potraktować taki skok w ich muzyce. Z pseudo symfonicznego black metalu przeszli na death, doom, gothic, psycho cyrk metal okraszony kobiecymi wokalami i klawiszowymi "potwornościami". Duża melodyjność i rozbieżność instrumentów dobrze wkomponowana w utwory nie nuży, choć czasem męczą te kobiece wokalizy. Jeśli o mnie chodzi, to zespół powinien się bardziej skrystalizować w stylistyce i wybrać ten najlepszy dla siebie kierunek. Czasem zbyt duże ubarwienie, rozbieżności w utworach i kontrastująca ze sobą melodyjność nie zawsze dobrze się "wchłania", ale ten progres najwidoczniej im sprzyja i w tym materiale można się, po prostu, zanurzyć i przez chwilę oderwać do rzeczywistości. Na chwilę, ponieważ cztery utwory, w tym intro i outro, to stanowczo za mało!
Lucid

ELYSIUM (PL) "FEEDBACK" (CD '03/MMP)
Elysium-cover

"FEEDBACK" to istny majstersztyk! Słucham tego krążka na okrągło i nie mogę wyjść z podziwu nad perfekcyjną produkcją (brawa dla TOWER Studio i Arka Malczewskiego!) oraz umiejętnościami aranżacyjnymi i technicznymi muzyków. Wprawdzie album ten mógłby bez problemu nosić tytuł "SLAUGHTER OF THE SOUL PART II", ale skoro AT THE GATES nie ma już wśród żywych, więc ELYSIUM idealnie wypełniło powstałą po nich lukę. I jest mi tym bardziej miło, że zespół pochodzi z... Polski! W notce informacyjnej rozsyłanej przez wytwórnię przytoczona została także nazwa NEVERMORE! Słabo znam twórczość Amerykanów, ale wydaje mi się, że to porównanie jest dość trafne. No, ale od rzeczy. Pierwszy numer "World Hello Day" po prostu rozrywa na strzępy! Jest agresywny, melodyjny, te niemal thrashowe riffy zabijają, a wokalista zdziera gardło niczym sam Tomas Lindberg! Ciekawe, trochę odmienne elementy pojawiają się na przykład już w połowie wspomnianego utworu czy na początku "Aeolian Choreography". Świadczy to chyba o tym, że chłopaki myślą i nie będą nas "katować" typowym, melodyjnym death metalem non-stop. Wydaje mi się, że to dobry kierunek, by wprowadzać do takiej muzyki jakieś inne rozwiązania (ze swej strony proponuję psychodeliczne klawisze a'la ATROPHIA RED SUN albo progresywne zagrywki w stylu DREAM THEATER). Bo teraz najważniejszym zadaniem, jakie stoi przed ELYSIUM, jest stworzenie takich dźwięków, które ich odróżnią od twórczości ARCH ENEMY, SOILWORK czy w/w AT THE GATES. Nie powinno być z tym problemu, więc jedyne obawy jakie mam, to że albumem "FEEDBACK" zespół postawił sobie poprzeczkę za wysoko!
Maciek

EMETH (B) "RETICULATED" (CD '06/BRUTAL BANDS)

Z każdym rokiem pozycja EMETH wydaje się być coraz mocniejsza i w sumie zasłużenie, bo Belgowie wymiatają bardzo solidny, brutalny i dobry technicznie death metal. Wzorce mają typowo Amerykańskie, wiadomo, dlatego też każdy instrument chodzi jak należy, choć na przykład odnoszę wrażenie, jakby wokalista strasznie się męczył i wysilał (pewnie to wynik tej jego hard core'owej maniery i barwy głosu). Mimo tego, cały materiał brzmi bardzo dobrze, potężnie, intensywnie i nowocześnie (zdecydowanie lepiej niż ich płyta "INSIDIOUS" z 2004 roku, tylko te wokale...). Dużo blastów, choć zwolnień też nie brakuje, do tego trochę chorych patentów - dobra robota, jednym słowem. W sam raz dla amatorów brutalnego death metalu XXI wieku.
Maciek

EMPEROR (N) "SCATTERED ASHES ...A DECADE OF EMPERIAL WRATH" (2CD '03/CANDLELIGHT/PHD)

Niestety, nie jest to nowy, studyjny album EMPEROR, tylko płyta z cyklu "The Best Of...", więc będzie krótko, ponieważ WSZYSCY znają twórczość Norwegów. "Czarny dysk" to typowa zbieranina najlepszych kawałków EMPEROR, przekrój przez ich całą dyskografię, zaś "srebrny dysk" zawiera covery, remixy itp. Bardzo dobrze się tego słucha, ale czy nie lepiej wydać pieniądze na jakieś studyjne dokonania innego zespołu, którego np. nie znacie? Wybór należy do Was.
Maciek

EMPHERIS (PL) / HELLISH (PL) "THE REST ARE REMAINS" (SPLIT MC '06/METALRULEZ)

Chyba chemia w EMPHERIS zadziałała, bo wyszedł im niemal kultowy materiał! Totalnie oldskulowy, utrzymany w skandynawsko-greckim duchu, bardzo prosty, ale przez to i chwytliwy. O ile "Flamethorns" porażał swą surowością i niedociągnięciami, tak tutaj wszystko świetnie trzyma się kupy. Oczywiście, są wpadki, ale czy w latach 80-tych ich nie było? Ogólnie, bardzo fajne granie w maksymalnie starym duchu black metalu, którego zwieńczeniem jest cover DarkThrone!
HELLISH to z kolei projekt (a może zespół?) złożony z muzyków EMPHERIS, BESATT i THRONEUM (!), w którym, oprócz black metalu starej szkoły, położono nacisk na thrash. I wyszła im z tego niezgorsza mieszanka. HELLISH może i nie jest sensacyjnym tworem na podziemnej scenie, ale, po pierwsze, mają bardzo fajną nazwę he,he i, po drugie, nieźle łupią. Przyznam szczerze, że z tego splitu wolę EMPHERIS, ale HELLISH może jeszcze kiedyś bardzo zaskoczyć. Póki co, maniacy starego Destruction, Kreator i Sodom, czyli Nieświętej Trójcy Niemieckiego Thrash Metalu, mogą posłuchać "THE REST ARE REMAINS". Na pewno pojawi się łza w oku na wspomnienie o starych czasach...
Maciek

ENCRIMSON'D (USA) "AGRARIAN MENACE" (CD '04)

Melodyjne pagan black metalowe zespoły z USA wciąż należą do rzadkości! I szczerze mówiąc dobrze, bo tylko w Europie wiedzą jak dobrze grać taką muzykę. ENCRIMSON'D muszą się jeszcze sporo nauczyć od takich zespołów jak np. Profundis czy Abusiveness. Pagan black metal w wykonaniu Amerykanów jest bardzo melodyjny, a w każdy utwór wplecione są partie gitary akustycznej co sprawia, że materiał jest bardzo przewidywalny. Całość jest zróżnicowane wokalnie, ale np. dźwięk pozostawia wiele do życzenia, zwłaszcza bębny są strasznie zrealizowane, momentami giną. Ogólnie, nie jest za dobrze, dlatego więc czekam na nowy, mam nadzieję, że znacznie lepszy materiał.
Maciek

ENTER CHAOS (PL) "AURA SENSE" (CD '04/MMP) Enter Chaos

Wbrew powszechnej opinii, ENTER CHAOS nie gra typowego, szwedzkiego, melodyjnego death metalu. Owszem, jest tu dużo melodyjnych zagrywek, jest dynamika, trochę agresji też, lecz zawartość "AURA SENSE" to zdecydowanie ambitniejsze granie, bardziej złożone i nowoczesne, również troszkę brutalniejsze. Na pewno w przypadku tej grupy nie może być mowy o bezmyślnym kopiowaniu SOILWORK, AT THE GATES czy DARK TRANQUILLITY. Zespól ma własną tożsamość, wyróżniające brzmienie, czyli jest OK. Celowo pomijam kwestię bardzo dobrych, żeńskich wokali, bo o głosie Marty Meger (ex-IMMEMORIAL, KAYZEN) pisano już wiele. Pewnie wielu z Was słyszało debiut ENTER CHAOS zatytułowany "DREAMWORKER" i jesteście ciekawi jak się ma do niego muzyka zawarta na "AURA SENSE". Otóż, brzmieniowo nie ma zbyt wielu różnic, mimo że nowy album powstał w olsztyńskim Studio X, a nie w HERTZu! Myślę, że śmiało można użyć stwierdzenia, że nowy CD jest kontynuacją muzyki z debiutu, choć wyraźnie słychać, że ENTER CHAOS zwolnił i udziwnił swoje utwory. Mi się to podoba!
Maciek

Rozmiar: 10496 bajtów ENTROPIA (PL) "CLOSER" (CD-R '06/METAL JEERS)

Bardzo udany debiut! No, ale jak może być kiepski skoro zespół napierdala niczym Morbid Angel w najlepszych czasach (dużo wpływów "Covenant", a także z wcześniejszych płyt; założę się, że na próbach grają/grali na rozgrzewkę "Rapture"), Angelcorpse czy Summon?! Oczywiście, to jeszcze nie te umiejętności, nie to brzmienie, ale atmosfera szybkiego death/black metalu została tu idealnie uchwycona, choć "za mało Szatana w tekstach" :-). Zaskakuje mnie przede wszystkim swoboda i naturalność z jaką ENTROPIA wypluwa z siebie te brutalne dźwięki oraz klasa wokalisty, tak, że aż naprawdę trudno uwierzyć, iż to młodziutcy debiutanci. Szkoda tylko, że brzmienie "CLOSER" jest troszkę za surowe i nie ma solówek. Z bardziej potężną produkcją byliby na ustach całego podziemia.
Koniecznie zapoznajcie się z zawartością tego demo!
Maciek

ESTUARY (USA) "TO EXIST AND ENDURE" (CD '04/IBEX MOON)

Ależ miłą niespodziankę sprawiło mi ESTUARY! Nie spodziewałem się po tych chłopakach (przepraszam, i jednej pani) takiego wigoru i czadu zagranego z młodzieńczym zapałem. Wprawdzie żałuję, że na płycie jest aż tyle melodyjnych partii nasuwających skojarzenia ze sceną z Goeteborga, ale typowo death metalowe zagrania pozwalają żywić nadzieję, że w przyszłości zespół zdecyduje się na takie właśnie granie. Przez cały czas trwania płyty unoszą się nad tą muzyką opary starej szkoły metalu i siarki, choć sposób odegrania utworów jest bardzo świeży i naturalny. Na uwagę zasługuje również potężny wokal Zdenki - kolejnej kobiety na scenie pozbawionej kompleksów i wprowadzającej w zakłopotanie niejednego faceta. Wytwórnia wspomina też coś o thrash metalowych zagrywkach, ale jak dla mnie to po prostu bardzo dobry death metal z przeogromną ilością melodii, nawet zbyt dużą jak na ten gatunek... Koniecznie zwróćcie uwagę na ESTUARY!
Maciek
Dystrybucja: CONQUER REC.

ETERNAL PAIN (D) "IN PAIN WE TRUST - RELICTS FOR REVENGE" (CD '03)

Płyta ta ma ponad 2 lata, a materiał na niej zawarty jest jeszcze starszy. Ale to nie ma znaczenia, bo i tak muzyka ETERNAL PAIN brzmi jakby pochodziła z lat 80-tych. Pierwsze utwory na tej przekrojowej płycie, ujęte w rozdział pt. "Relicts", to mikstura thrash metalu starej, dobrej, niemieckiej szkoły (KREATOR) z surowym, melodyjnym death metalem rodem ze Szwecji (wczesne DARK TRANQUILLITY i AT THE GATES). Przy piwku i na imprezach słucha się tego świetnie!
Druga część - "Revenge" - jest jeszcze bardziej thrashowa, a oprócz wpływów najlepszych niemieckich zespołów, dopatrzycie się też inklinacji SLAYERa. Generalnie oczekujcie nie za szybkiego, ale porządnego łojenia. Zaopatrzcie się więc w ten krążek i machajcie głową! Może nie jest to najlepsza old-schoolowa płyta, jaką słyszałem ostatnio, ale warto ją mieć.
Maciek

EXTINCT GODS (PL) "DIES NEFASTI" (CD-R '06/SCREAM IN FLAMES) Rozmiar: 7604 bajtów

Namnożyło się nam udanych debiutantów w tym roku, a jednym z nich jest opisywany właśnie EXTINCT GODS pochodzący z Dolnego Śląska. Zespół gra muzykę będącą wypadkową technicznych zapędów w stylu Death i skandynawskiego melodyjnego death metalu plus nutka dobrego, łojącego thrashu. Takie granie jest obecnie w Polsce dosyć popularne (m.in. Redemptor, Requiem), ale niestety żadna z tych grup nie jest na tyle oryginalna, by zwrócić na siebie większą uwagę. Owszem, na "DIES NEFASTI" instrumentaliści pokazali się od bardzo dobrej strony, sporo tu melodyjnych, miłych dla ucha solówek, również brzmienie jest potężne i soczyste (oczywiście, Hertz Studio), ale to trochę za mało. Według mnie potrzeba im więcej własnej tożsamości, aby się wyróżnić i zostać na dłużej zapamiętanym, choć z brakiem oryginalności EXTINCT GODS też może sporo namieszać, bo mają olbrzymi potencjał!
Maciek

EXTINCTION AGENDA (USA) / OPPRESSION (S) "Split tape" (split MC '05/NIHILISTIC HOLOCAUST)

EXTINCTION AGENDA to tylko duet (składający się z członków December Wolves, nawiasem mówiąc), ale to wystarczyło, by rozpętać piekło jak cholera! Oldskulowy brutalny thrash (lub death/thrash, określajcie to jak chcecie) to jest to, co grają te chłopaki. Kawałki tu zamieszczone pochodzą z demo '05 "Extinction Agenda", a zawierają świetne riffy, wokale w stylu Destruction, Sadus czy Incubus i muzykę, która nie jest, na szczęście, kolejnym klonem Slayer, Testament lub Metallica. Chłopaki są pod wpływem pierwszych wymienionych kapel i ta mikstura wyszła im naprawdę super.
OPPRESSION to kolejny zajebisty zespół na tym splicie. Również grają thrash, może mniej brutalny, za to bardziej w stronę speed metalu. Maniera wokalna Niklasa przypomina mi Dark Angel, tak samo jak muzyka, ale można się również dopatrzeć wpływów Nuclear Assault, EvilDead i tym podobnych. Najbardziej zagorzali fani takiej muzy powinni także ściągnąć sobie ich demo '06 "State Of War" (już z nowym wokalistą), bo ono też, kurwa, rządzi!
Hej, Gab, dawaj więcej zespołów jak te!
Maciek

EXULCERATE (USA) "SAMPLES OF SICKNESS" (DEMO '03)

Demo zawiera dwa brutalne i wściekle odegrane utwory, które zespół wydał samodzielnie. Jest to death metal, który, po prostu, miażdży swoją bezpośredniością i szałem. Powiedziałbym, że tak powinien być odegrany death/grind - bez zbędnych i nudnych zwolnień i tych "niby technicznych" popisów, zatrzymań i ponownych wznowień typu "posłuchajcie jacy jesteśmy sprawni". :-) Ten zespół raczy nas naprawdę doskonałym wyczuciem swojej muzyki i tym, jaki powinien być jej przekaz. Dla wszystkich, którzy lubują się w brutalnym graniu, EXULCERATE będzie niczym zimny browar w upalny dzień. Polecam!
Lucid

FAECES (PL) "UMUR" (DEMO '03)

Pierwsze co stawia to demo gdzieś na dole klasyfikacji ogólnej :), to automat perkusyjny i słabe brzmienie. Bardzo matowe gitary, by nie powiedzieć szorstkie, pozbawione głębi i przestrzeni, mają jednak w warstwie melodii wiele do powiedzenia. Ciekawe pomysły, niekiedy proste i wyrosłe na tym, co tworzy fundament death metalu, innymi razy tajemnicze, szalone i nowatorskie, do tego porywające harmonie. Nie bardzo mogę przekonać się do wokalu, jakby się spóźniał lub próbował zatrzymać całość, by przyporządkowała się tej nużącej i mało przekonującej pseudo-deklamacji. Demo "UMUR" to szybka i agresywna dawka muzyki i to nie tylko za sprawą automatu, ponieważ gitary technicznie jak najbardziej dominują. Ogólnie, FAECES ma ciekawe pomysły (zastanawiam się jaki sens ma umieszczanie dialogów z "Rejsu"), ale czuć w tym materiale jakiś plastikowy nalot (może to sprawa nagrania, ale bardziej skłaniałbym się w stronę "perkusji", której rytmy, co tu nie ukrywać, są wątpliwe do odegrania przez człowieka).
Lucid

FALL OF SERENITY (D) "ROYAL KILLING" (CD '04/METAL AGE PROD.)

Kolejny zespół parający się melodyjnym death metalem. Idzie im to zgrabnie, nie słodzą chłopaki za bardzo, ale większość riffów jest tak oklepana, że aż szkoda gadać! O dziwo, gdy próbują grać brutalniejszą muzykę, wychodzi im to bardzo dobrze, a z instrumentów wydobywają się interesujące i potężne dźwięki. Niestety, przez 95% czasu trwania płyty Niemcy "męczą" nas typowym szwedzkim, melodyjnym death metalem. Wszystko jest tutaj poprawne, ale to i tak zdecydowanie za mało, by zaistnieć na dłużej w świadomości słuchaczy.
Maciek
Dystrybucja: CONQUER REC.

FARBEN LEHRE (PL) "BEZ POKORY / MY MASZYNY" (DCD '03/DYWIZJA KOT)
Farben lehre - cover

Album FARBEN LEHRE, składający się z dwóch pierwszych płyt "BEZ POKORY" i "MY MASZYNY" to kolejna "punk classics" reedycja z inicjatywy wytwórni DYWIZJA KOT. Materiał z debiutanckiej płyty "BEZ POKORY" usłyszałem na początku lat 90-tych i nie będę ukrywał, że ich muzyka i teksty urzekły mnie do tego stopnia, że przez pół roku był to mój nr 1 na scenie punk. Numery takie jak "Emigranci" czy "Helikoptery" to pierwsza liga w gatunku. Ostry, wyzywający wokal Wojtka Wojdy na pierwszym planie stanowi jedność z ostrym brzmieniem gitary, a w większości kawałków bębny to tylko tło, rytm do niebanalnych d?więków. Moim skromnym zdaniem to najlepsza płyta w dokonaniu FARBEN LEHRE i po prostu wstyd jej nie znać. Drugi krążek "MY MASZYNY" jest utrzymany w specyficznym dla zespołu brzmieniu, choć nie jest to czego się spodziewałem mając w pamięci debiut. Jak dla mnie może trochę za dużo "solówek". Ogromnym plusem jest to, że zebrane na płycie utwory są bardzo urozmaicone. Jest tu kilka "coverów", które rzucają na kolana tekstowo jak "Nierealne Ogniska" czy "Moja Wiara" - utwory bynajmniej nie do "pogo", ale dla ukojenia duszy i wyciszenia. Ale znajdziecie tu też ekspresyjne i dynamiczne utwory jak "Handel" czy "Akcja Segregacja" - utwór, który zawsze będzie mi się kojarzył z Jarocinem i zajściami na małej scenie. Bez wahania polecam każdemu.
J@

FILII NIGRANTIUM INFERNALIUM (P) "FELLATRIX DISCORDIA PANTOKRATOR" (CD '05/PROCON MEDIA)

FILII NIGRANTIUM INFERNALIUM to twardy orzech do zgryzienia! Ale kto powiedział, że życie recenzenta jest łatwe, he,he?…
Cóż, Portugalczycy zmiksowali tutaj wszystko co się dało, a mianowicie death, thrash, atmospheric, heavy oraz black metal! Na pierwszy rzut oka może się to wydawać niestrawne, ale efekt końcowy jest w porządku, możecie mi wierzyć. Kawałki są melodyjne i chwytliwe, przy tym dziwne i zakręcone, zaś aranżacje oryginalne. Znajdziecie tu też wiele dobrych solówek oraz opętane i krzykliwe wokale (trochę w stylu wokalisty Macabre). Muzycy bardzo dobrze wiedzą do czego służą instrumenty i jak wydobyć z nich dziwne i zarazem oryginalne dźwięki... OK, poddaję się, jako że bardzo trudno jest opisać lub porównać tę muzykę!... Tak że z tej recenzji wystarczy, że zapamiętacie jedną rzecz - FILII NIGRANTIUM INFERNALIUM to bardzo ciekawy zespół!
Maciek

The Firstborn THE FIRSTBORN (P) "THE UNCLENCHING OF FISTS" (CD '05/PROCON MEDIA)

Naprawdę podoba mi się i doceniam muzykę THE FIRSTBORN, bo jest różnorodna, bogata i interesująca. Podstawą jest tu death metal, a chłopaki czasami kojarzą mi się z wczesnym Morbid Angel i Nocturnus! Z drugiej strony, występują tu też progresywne, orientalne, thrashowe, doomowe oraz atmosferyczne partie! Oznacza to po prostu, że mamy tu wszystko, nawet melodyjne power heavy metalowe wokale (bardzo dobre i urozmaicone, nawiasem mówiąc). Efekt finalny jest oryginalny również dzięki tekstom dotyczącym Buddyzmu! W sumie, bardzo dobrze słychać, że THE FIRSTBORN tworzą dobrzy i zdolni muzycy z głowami pełnymi dobrych pomysłów.
Podsumowując, mamy do czynienia z jednym z najlepszych zespołów pochodzących z Portugalii (co z drugiej strony nie jest jakimś nadzwyczajnym wyczynem), ale i tak warto sięgnąć po "THE UNCLENCHING OF FISTS"!
Maciek

FORGOTTEN SOULS (PL) "MAETH" (DEMO '05)

Oto kolejny zespół z Krakowa, który gra klimatyczną muzę (co łatwo wywnioskować ze schematycznej nazwy). Nie wiem czy pamiętacie, ale mniej więcej dekadę temu w tym mieście sporo było takich kapel, grających melodyjny metal (np. Atrophia Red Sun, Cemetery Of Scream, Cold Passion), no, ale później nastała "moda" na black i death... FORGOTTEN SOULS nie podążają za współczesnymi trendami i nawiązują do tamtych czasów, choć ich muzyka na pewno jest bardziej nowoczesna, niż ta z lat 90-tych. Dużo tu kosmicznych klawiszy, zmian tempa, bogatych aranżacji, ciekawych gitar, kombinacji z głosem (na wokalach Olaf, który potwierdził ostatnio swą klasę na "Darkstricken" Sacrum, nota bene, nie jest on już członkiem FORGOTTEN SOULS). Nie jest to nudny materiał, ale też nic ekstra nowatorskiego (np. w Norwegii sporo było podobnych, awangardowych kapel). Wkurza mnie też plastikowe brzmienie, ale cóż zrobić...
Fani gotyku, doom i symfo black metalu mogą sięgnąć po "MAETH", reszta niech sobie da spokój, bo na pewno nie zrozumie tego materiału...
Maciek

THE FROST (CRO) "DAMNED AND FORGOTTEN" (CD '06/KERZAKRAUM)

Jest to kompilacyjna płyta zawierająca oba dema tego chorwackiego, jednoosobowego "zespołu". Oczywiście, nie dostaniecie nic innego jak tylko typowy black metal zagrany na norweska modłę. Jest to trochę mizantropijny i melancholijny materiał (zwłaszcza kawałki pochodzące z "In Conspiracy With Nature" demo '05), ale nie aż tak bardzo jak np. FORGOTTEN TOMB czy FUNERAL MOURNING. Nic nadzwyczajnego, ale też żadne gówno, więc najbardziej zagorzali maniacy mogą dać THE FROST szansę.
Maciek

FROSTHARDR (N) "MAKTESLOS" (MCD '04/MOMENTUM SCANDINAVIA)

FROSTHARDR otrzymałem od MOMENTUM SCANDINAVIA w tej samej przesyłce co DROTTNAR. No i trzeba przyznać, że te dwa zespoły mają wiele wspólnego. Po pierwsze, oba grają kurewsko dobry i inteligentny black metal. Z drugiej strony, te norweskie grupy są chrześcijańskie!
Muzyka FROSTHARDR wydaje mi się odrobinę bardziej interesująca w porównaniu do ich wcześniej wspomnianych kolegów z wytwórni. Czasami to nawet nie jest black metal, no bo na przykład taki "Death - My Relief" to numer bardzo doomowy, wolny i klimatyczny, z growlującymi wokalami - coś dla fanów My Dying Bride i Winter! Tak że jestem niemal pewny, że nie rozczaruje Was ta muzyka.
Cóż, gdybym stosował punktację, dałbym im maksymalną notę za wykonanie i pomysły, ale minimalną za przekonania religijne!
Maciek

Rozmiar: 7596 bajtów

FUNERAL MOURNING (AUS) "DROWN IN SOLITUDE" (CD '06/GOATOWAREX)

FUNERAL MOURNING to jednoosobowy projekt Desolate z australijskiego PESTILENTIAL SHADOWS. Ale gość nie wykonuje tutaj żadnego war metalu, tylko typowy funeral doom wymieszany z black metalem (wokale). Bardzo wolne tempa oraz mroczna i mizantropijna atmosfera to jest to, co możecie tu znaleźć. Muzyka jest monotonna, ale właśnie tak musi to wyglądać. Oczywiście, nie stanowi ona żadnego novum na scenie, było i jest wiele zespołów tego typu (np. potężny fiński UNHOLY), ale i tak jest to niezły materiał. Tak więc jeśli np. myślicie o popełnieniu samobójstwa, po wysłuchaniu "DROWN IN SOLITUDE" zrobicie to na pewno. Myślę, że jest to najlepszą rekomendacją dla tej płyty.
Maciek

FUNERUS (USA) "FESTERING EARTH" (CD '03/IBEX MOON)

Ci Amerykanie zafundowali nam całkiem przyjemną podróż w czasie. No bo inaczej nie można nazwać "FESTERING EARTH", skoro każdy dźwięk jest tu niemal żywcem wzięty albo z "INTO THE GRAVE" GRAVE, albo z płyt BOLT THROWER! Ale nie powiem, fajnie się tego słucha, choć oczywiste jest, że wolę oryginał. Niestety, zarówno dźwięk jaki np. Szwedzi uzyskali swego czasu w Sunlight Studio, jak i wokal Jorgena są nie do podrobienia. Ale i tak spodziewajcie się naprawdę walcowatego, mrocznego, klasycznego death metalu. Jeśli FUNERUS ma na celu oddawać hołd europejskiemu metalowi śmierci z początku lat 90-tych, to robi to rzeczywiście bardzo dobrze. Ale jeśli chłopaki myślą o poważniejszej karierze, to muszą się zdecydowanie bardziej skoncentrować na własnych pomysłach.
Maciek

ghastly-logo GHASTLY (AUS) "A MORBID DEMO" (DEMO '04)

A teraz przenosimy się do dalekiej Australia, gdzie pogrywa sobie old school black metalowy band. Wykonują bardzo starą muzę w stylu Venom i Bathory, słychać też sporo heavy metalowych riffów. Mimo że nie jest to żadna rewelacja, można tego posłuchać od czasu do czasu. Ta muzyka jest bardzo surowa i prosta, brzmi to niemal tak jakby chłopaki dopiero co chwycili za instrumenty, ale podejrzewam, że są szczerzy w tym co robią i nie są jakimiś gośćmi podążającymi za retro trendem. Może się mylę, więc będzie lepiej jeśli sami sprawdzicie chłopaków.
Maciek
P.S. Materiał ten ukazał się w 2005 roku nakładem Asphyxiate Rec. i Goatowa Rex jako split CD z fińskim FLAME.

GOREGAST (D) "VIVA EL ANIMAL" (CD '05)

Wprawdzie grupa ma już na koncie następny krążek, ale co tam, "VIVA EL ANIMAL" to przecież nie taka stara płyta he,he. Nie jest to powalający materiał, to na pewno, ale ciężaru i chwytliwego, groove death/grindowego łupania uświadczycie tu co niemiara. Trafiają się też blasty, czy typowe, mieszane grindowe wokale, więc fani ekstremy też znajdą tu parę interesujących dla ich fragmentów.
Ogólnie, odnoszę wrażenie, że GOREGAST ma dystans do swojej twórczości (vide image, okładka), ale grają nieźle, dlatego przyznałbym im 6 w 10 punktowej skali.
Maciek

GRABNEBELFURSTEN (D) "DYNASTIE - ODER WIE MAN HERRSCHAFT DEFINIERT" (CD '03/KETZER)

Niemiecki Black Metal? Tylko, co takiego niemieckiego tu słychać? Zgadza się, że jeśli chodzi o thrash, to Niemcy w tym gatunku przodowali, ale ich black metal jakoś mało mnie przekonuje. Tak już poważniej, to materiał składa się z sześciu utworów - wszystkie "odśpiewane" są w języku ojczystym, choć jest to mało zauważalne albo tak sprytnie zinterpretowane. Muzyka zawarta na "DYNASTIE..." to próba połączenia lub naśladowania Dark Funeral, z tym, że nie każdemu takie próby grania brutalnie, a jednocześnie melodyjnie wychodzą na dobre. W tym wypadku muszę oddać prym zespołowi i choć może nie jest on wybitnie oryginalny, to ich agresywna i buńczuczna muzyka sprawia, że serce zaczyna mocniej bić, choć jest pewne "ale"! Otóż zespół jest bardzo konsekwentny jeśli chodzi o tempa, a te, co tu ukrywać, są szybkie i przepełnione surowością, prócz krótkich zwolnień, które jak dla mnie nie są mocną stroną zespołu i brzmią mało surowo i przekonująco (za bardzo na pierwszy plan wychodzą gitary), oscylują gdzieś wokół death a nawet thrash metalu i trochę nużą schematycznością. Nagranie jest, jak na niemieckie warunki, słabe, może przydałby się mastering, który wyrównałby rejestry instrumentów i wprowadził trochę ładu w odbiorze muzyki? Ogólnie, muzyki na "DYNASTIE..." słucha się bez jakiegoś wysiłku, tzn. jest ona prosta i, jak wspomniałem, mało oryginalna. Może czasem na dobre wychodzi szukanie własnych korzeni?
Lucid

GRAVEWURM (USA) / SUICIDAL WINDS (S) "FROM CONFLICT TO CONQUEST" (split CD '06/TIME BEFORE TIME) Rozmiar: 9776 bajtów

Otrzymałem ten split w jednej przesyłce razem z SLUGATHOR, no i muszę przyznać, że materiał Finów o wiele bardziej do mnie przemówił. Ale obiektywnie trzeba też stwierdzić, że GRAVEWURM i SUICIDAL WINDS grają zupełnie odmienną muzykę i nie bardzo można te wszystkie 3 kapele ze sobą porównywać. Muzyka jaka znalazła się na tym splicie jest znacznie bardziej prosta i surowa, patrząc na "Circle Of Death", tak że z pewnością znajdą się i tacy, którzy bardziej pokochają "FROM CONFLICT TO CONQUEST". GRAVEWURM to prymitywny, podziemny do szpiku kości death metal ze zwolnieniami i blackowymi wokalami czy wpływami (wczesny SAMAEL?), który, odnosząc do ich jedynego wcześniejszego materiału jaki posiadam, czyli "CARNIVOROUS MONARCHY" z 2003 roku, jest mniej thrashowy i agresywny, a zawiera trochę więcej partii totalnego doom. Niezła rzecz.
SUICIDAL WINDS to zespół, który podobnie jak GRAVEWURM, nagrał już wiele materiałów na przeróżne splity, kasety itp. Niestety, "FROM CONFLICT TO CONUQER" jest moim pierwszym zetknięciem z muzyką Szwedów, a sam zespół wywarł bardzo pozytywne wrażenie. Ale jak mogło być inaczej, skoro grają staromodny agresywny thrash/black?! No, HYPNOSIA to może nie jest, ale jeśli przepadacie np. za ich rodakami BESTIAL MOCKERY, starym SODOM, a przede wszystkim za australijskim war metalem w stylu GOSPEL OF THE HORNS, to będziecie w domu. Ostre granie w szybkich tempach, obskurny wokal, zero kompromisu, a na deser ciekawostka, cover OZ "Turn The Cross Upside Down"!
Warto mieć!
Maciek

THE HAG (PL) "DEPREDATIONS" (DEMO '04) Rozmiar: 2136 bajtów

THE HAG to wrzód na dupie każdego recenzenta, bo ich Muzyki nie da się ani dobrze opisać, ani nawet porównać. Chłopaki z Opola postanowili grać Muzę bardzo trudną w odbiorze, niezmiernie ambitną, będącą wynikiem ich olbrzymich i różnorodnych dźwiękowych fascynacji. Dlatego też usłyszycie tu granie awangardowe, progresywne, psychodeliczne, industrialne, doomowe, blackowe, rockowe - po prostu, niemal wszystko. O ile nie sięgam po tego typu twory często, tak "DEPREDATIONS" słucham z niekłamaną przyjemnością i wciąż odkrywam coś nowego. Oprócz przemyślanych, złożonych kompozycji (ewidentnie tworzonych pod wpływem różnorakich używek) i zajebiście pracującego i brzmiącego basu, na uwagę zasługują tu również bardzo dobre, urozmaicone wokale (które kojarzą mi się z Houkiem z okresu "Transmission Into Your Heart") oraz brzmienie - wprawdzie półprofesjonalne, ale jakoś tak dziwnie, niemal idealnie pasujące do takiej Muzyki. Tak że życzę wszystkim, aby w Polsce powstawało więcej takich ambitnych wrzodów i żeby docierały one do jak największej liczby słuchaczy...
Maciek

HELL-BORN (PL) "LEGACY OF THE NEPHILIM" (CD '03/CONQUER) hell-born

Zapewne wielu z Was ma w swoich zbiorach, bądź słyszało, wcześniejsze wydawnictwa tej formacji, czyli "HELL-BORN", "HELLBLAST" czy chociaż "THE CALL OF MEGGIDO"? Jeśli mam rację, to doskonale wiecie czego można się spodziewać po tej wyborowej (zbieżność nazw nie jest przypadkowa he,he) hordzie z Pomorza. Tak, death/black tych starych (ups, sorry, chłopaki!) wyjadaczy to esencja tego, co w prawdziwym metalu dla prawdziwych mężczyzn najlepsze. Mało kto potrafi z taką klasą połączyć te gatunki i utworzyć z tego spójny i cuchnący na kilometr siarką metal. Zaryzykuję stwierdzenie, że muzyce HELL-BORN najbliżej do szwedzkiego death metalu starej szkoły. Ale mam tu na myśli takie kapele jak VOMITORY, czy stare HYPOCRISY. W porównaniu z "THE CALL OF MEGGIDO", "LEGACY OF TEH NEPHILIM" zawiera sporo bardziej ciekawe i mniej marszowe pomysły oraz lepsze brzmienie, tak że wyrywajcie tę płytę niezwłocznie! O dziwo, charakterystycznie syntetyczny sound HERTZ Studio nieźle pasuje do tych diabolicznych dźwięków. Myślę, że właśnie dzięki takim kapelom jak bohater tej recenzji, czy WITCHMASTER, ANIMA DAMNATA, THRONEUM, BESTIAL RAIDS oraz wytwórniom typu AGONIA, PAGAN, CONQUER i METAL MIND (żartowałem! he,he) jest nadzieja, że polskie podziemie ma się i będzie się miało dobrze!
Maciek

HELLGOAT "MOONLIGHT RITUAL" (USA) / LEGIONS OF ASTAROTH (USA) "THE MOON BLEEDS RED UPON THE EARTH" (split CD '05/VILE ART)

Na początek spieszę z wyjaśnieniami, że dostałem spieprzoną kopię, gdzie słychać tylko trzaski. Ale mimo to spróbuję napisać parę słów.
HELLGOAT przypomina mi LAMENT CONFIGURATION recenzowany gdzieś poniżej. Ten sam prymitywny, surowy i obskurny black metal w norweskim stylu. Ale to nie powinno być zaskoczeniem, jako że w składzie są ci sami muzycy. W każdym bądź razie, ten materiał również nie jest godny uwagi.
Podobnie jest z LEGIONS OF ASTAROTH. Ale tu chociaż podobają mi się te mizantropijne wokale. Za to stopy dudnią okropnie! Co nie zmienia faktu, że to i tak najlepszy zespół z VILE ART.
Maciek
Label contact: grindfreak9198@aol.com

Rozmiar: 2684 bajtów HELLSPAWN (PL) "DEMO 2005"

HELLSPAWN to kolejni uczniowie i naśladowcy wielkich Behemoth i Hate Eternal! Chłopaki są jeszcze młodzi, a już dysponują niezłymi umiejętnościami, no i są bardzo ale to bardzo obiecujący. Oczywiście, będzie im bardzo trudno (wydaje się to wręcz niemożliwe) nagrać kiedykolwiek tak dobry album jak np. "Demigod" czy "I, Monarch", ale kto wie… Jak na demo, brzmienie jest w porządku, chociaż stopy są za bardzo wysunięte do przodu. Materiał jest krótki, gdyż trwa zaledwie 15 minut, ale to wystarczająca dawka jak na taki brutalny i kurewsko intensywny death metal.
Rozwijajcie się tak dalej, chłopaki!
Maciek

HELLSTORM (I) "THE LEGION OF THE STORM" (CD '03)

Oto mamy do czynienia z jednym z najlepszych zespołów z Italii! I o dziwo nie wykonują żadnego power metalu czy black, ale agresywny, dynamiczny, oldschoolowy thrash! I to z jakim jajem! Oczywiście, muzycy HELLSTORM czerpią garściami z europejskich zespołów i zdecydowanie bliżej im do DESTRUCTION, KREATOR, niż do zespołów z Bay Area, choć jeśli chodzi o amerykańskie zespoły, to echa SLAYER i DARK ANGEL też gdzieś tu pobrzmiewają. Muzyka HELLSTORM brzmi tak naturalnie i image chłopaków jest tak przekonywujący, że nie podejrzewam ich o pójście za modą na retro-metal. Tak że nie osądzajcie ich w ten sposób, tylko w ciemno kupujcie ten bardzo dobry album.
Maciek

HERITAGE (PL) "DETERMINATIVE" (DEMO '06) Rozmiar: 31108 bajtów

Niby wszystkie dźwięki jakie znalazły się na "DETERMINATIVE" już gdzieś słyszałem, ale jeśli miałbym wymienić konkretne wpływy HERITAGE, to miałbym spory problem. Choć, szczerze mówiąc, ich twórczość tak jakoś najbardziej kojarzy mi się z Sinister. To ten typ czystego, klasycznego death metalu zagranego w średnich tempach z mocnym, gitarowym riffem. HERITAGE od Holendrów odróżnia jednak półprofesjonalne brzmienie oraz skrzeczące wokale, które pojawiają się na tym demo co jakiś czas, nadając mu czarciego posmaku. Ogólnie, żadna rewelacja ale mi, wychowanemu na death metalu z przełomu lat 80-tych i 90-tych, ten materiał wchodzi bez popitki. Dla odżycia wspomnień jak najbardziej polecam.
Maciek

HERMH (PL) "EDEN'S FIRE" (digiCD '06/PAGAN) Rozmiar: 36548 bajtów

O "EDEN'S FIRE" napisano i powiedziano już wszystko, więc ta recenzja właściwie nic nowego nie wniesie. Niemniej jednak CD na stercie jest i trzeba coś o nim skrobnąć. A jest co pisać, bo to bogata płyta. Ale po kolei...
Jeśli znacie zawartość poprzedniego wydawnictwa, MCD "BEFORE THE EDEN - AWAITING THE FIRE", to zawartość "EDEN'S FIRE" was nie zaskoczy. To wciąż ten sam symfoniczny black/death metal. Piekielnie intensywny, inteligentny, dynamiczny i jak na black metal - brutalny. Grupie udało się znaleźć niszę, w której czują się dobrze i chyba nie będą już szukać swojej drogi, tak jak to miało miejsce w początkowym okresie, kiedy to każde ich demo zawierało sporo zmian w stosunku do poprzedniego. Teraz zespół sprawia wrażenie świadomego, pewnego swoich sił i możliwości, wiedzącego czego chce i jak to zrealizować. Nie bez znaczenie jest też tu fakt, że do składu Bart dokooptował dobrych, sprawnych, obytych z deskami scenicznym i studiem nagraniowym muzyków Abused Majesty, Via Mistica czy Asgaard. Dzięki nim mógł stworzyć płytę, której przenigdy nie nagrałby np. ze składem "ANGELDEMON"... No właśnie, przywołałem tytuł płyty z 1997 roku i ci, którzy się na niej zatrzymali, będą zdrowo zaskoczeni. Tamto nagranie to jednak nie ta siła i moc, nie ta brutalność i nie ten dźwięk. Owszem, płyta zawiera parę solidnych, drapieżnych kompozycji (np. "Wolfish Flower"), ale przy "EDEN'S FIRE" brzmi jak demo, a nie drugi longplay ("ECHO" nie liczę, bo to przecież tylko zbiór demówek). Nowe, zdecydowanie ostrzejsze oblicze HERMH z pewnością będzie bardziej pasowało dość ortodoksyjnym, polskim słuchaczom.
Jak łatwo wywnioskować, "Ogień Edenu" przypadł mi do gustu, choć mam pewne problemy z tym gęstym soundem. Dobrze, że jednak chłopaki weszli do HERTZa, bo w mniej profesjonalnym studio wyszedłbym z tego po prostu chaos. Podoba mi się mroczna gra klawiszy oraz krwisty teledysk, który możecie zobaczyć jedynie na wydaniu digipack! Skarciłbym za to Socarisa za zbytnie pokazywanie fascynacji gitarowymi riffami Ihsahna i Samotha. Ale mam nadzieję, że przy następnym długograju już się z tego wyleczy.
Dla black/death metalowców, którym nie przeszkadzają klawisze, ta płyta to mus!
Maciek

HESPERUS DIMENSION (PL) "MENTAL ELECTRICITY" (DEMO '05)

Co starsi czytelnicy i maniacy undergroundu pewnie kojarzą postać Nahalda, który ma mocno niechlubną przeszłość. Ale jeśli zapomnieć o jego wybrykach i posłuchać tego, co stworzył na "MENTAL ELECTRICITY", to jawi się nam bardzo dojrzały twórca. HESPERUS DIMENSION to post black metalowy zespół z Polski, który ma perfekcyjnie opanowane granie w tym właśnie, norweskim stylu (nazw chyba nie ma sensu przytaczać?), charakteryzujące się świetnymi, złowieszczymi wokalami, programowaną perkusją, agresywnymi riffami oraz syntezatorami tak używanymi, by wytwarzać kosmiczną, chorą atmosferę. Mimo że na co dzień nie zasłuchuję się w takich dźwiękach (choć, oczywiście, mam w swoich zbiorach płyty Arcturus, The Kovenant itp.), to przyznaję, że "MENTAL ELECTRICITY" przykuło mą uwagę.
HESPERUS DIMENSION, CRUENTUS, XANTHE... coś chyba zaczyna się dziać w polskim, awangardowym graniu!
Maciek

HORRORSCOPE (PL) "LIVE COLLISION" (CD-R '03/DEATH CORE LEGION)

Łatwo wywnioskujecie z tytułu tego wydawnictwa, że zawiera ono materiał nagrany na żywo. Rzadko daje się usłyszeć tak nagrane podziemne koncerty, zwłaszcza w naszym kraju, choć np. płyta TRAUMY ("CRASH TEST") pokazała, że sytuacja z inżynierami dźwięku w Polsce zmienia się na lepsze. Większość numerów na "LIVE COLLISION" pochodzi z ich debiutanckiego krążka "PICTURES OF PAIN", jest tu też "Wrong Side Of The Road" (do którego nagrany został przeciętny video clip) oraz dwa covery. O ile "Night Crawler" JUDAS PRIEST nie da się zagrać lepiej od oryginału, a zwłaszcza zaśpiewać, o tyle "King Of The Kill" ANNIHILATOR wyszedł zespołowi całkiem przyzwoicie. Nie bez znaczenia była tu za pewne fascynacja twórczością Kanadyjczyków, która słyszalna jest w każdym dźwięku muzyki HORRORSCOPE. I właściwie mam tylko ten jeden zarzut do ich muzyki - brak własnej tożsamości. Liczę jednak, że z czasem grupa będzie się oddalać od gitarowych riffów Watersa i zacznie proponować coś własnego. Słuchając "LIVE COLLISION" zwróćcie uwagę na bardzo dobry warsztat muzyków oraz na fakt, że obecnie bębny obsługuje tam Piotr, znany Wam zapewne z wydawnictw... brutal death metalowego NOMAD! No cóż, na razie zasłuchujcie się w koncertowe wydanie ostrego thrash metalu HORRORSCOPE, oczekując na nowy album, który ukaże się jeszcze w tym roku nakładem podziemnej wytwórni SCREAM IN FLAMES!
Maciek

HORRORSCOPE (PL) "THE CRUSHING DESIGN" (PROMO '04)

No,no, HORRORSCOPE wyczarował nam naprawdę dobry album! Tak rasowego, mocnego i amerykańskiego do szpiku kości thrash metalu nie słyszałem od dawna, zwłaszcza w tym kraju. No i do tego wyśmienite brzmienie rodem z ZED Studio (www.zedstudio.republika.pl/enter.html) - palce lizać! Po pierwszym przesłuchaniu tego promo daje się zauważyć bardzo równy poziom wszystkich pięciu utworów - to cieszy. Wydaje mi się, że słychać też mniej wpływów ANNIHILATOR, choć nadal muzyka Kanadyjczyków jest najbardziej zauważalna w dźwiękach tworzonych przez HORRORSCOPE. Co niektórzy dopatrzą się tez wpływów TESTAMENT (z późniejszego okresu), zwłaszcza w wokalach. Są tylko dwie rzeczy, których mi brakuje na tej płycie: rzucających na ziemię wokali (wiem, wiem, taki Halford rodzi się raz na 100 lat) oraz częstszych finezyjnych i bogatych przejść na perkusji. Ale pewnie poprawi się to wraz z następną płytą. Mimo to i tak jest to jeden z najlepszych metalowych zespołów w tym kraju!
Maciek

HORRORSCOPE (PL) "EVOKING DEMONS" (CD '06/MMP) Rozmiar: 8565 bajtów

HORRORSCOPE się nie bał i znów przyjebał! "EVOKING DEMONS" to wprawdzie tylko kontynuacja "THE CRUSHING DESIGN" i choć zespół nie poczynił nie wiadomo jak znacznych postępów, to i tak jest to jedno z lepszych polskich wydawnictw tego roku w Polsce, a jeśli chodzi o thrash metal to bez wątpienia numer 1. Zespół nadal porusza się w tej samej formule, co poprzednio, tylko jeszcze bardziej ulepszył brzmienie (co wydawało się prawie niemożliwe), no a poza tym słychać, że z każdym wydawnictwem gra coraz pewniej i mocniej. Nadal jest to bardzo spójny, potężny i motoryczny materiał, rzekłbym, że to nawet taki "Painkiller" Thrash Metalu he,he. O innych wpływach (czasami na przykład w solówkach słychać, że gitarzyści wychowali się na heavy metalu) czy np. nienagannej technice nie ma co wspominać, bo są oczywiste oraz i tak przewijają się w każdej recenzji (np. odsyłam do moich dotyczących "THE CRUSHING DESIGN" czy "LIVE COLLISION"). Może "EVOKING DEMONS" to nie jest najoryginalniejsza rzecz pod słońcem, ale i tak słychać, że to rasowy zespół, i że to właśnie HORRORSCOPE. Bardziej niż polecam!
Maciek

HRIMTHURS (AUS) "WAR OF THE AGES" (pro-DCD-R '04)

Jest to ciekawe wydawnictwo. Bardzo, bardzo długie (dwupłytowe, ponad 110 minut muzyki!), skomponowane i nagrane tylko przez jednego muzyka. Dysk 1 zawiera w głównej mierze skandynawski black metal wzbogacony o monumentalne i doom metalowe partie z ciężko brzmiącymi (jak na ten gatunek) gitarami (!). Tak że na pewno nie jest to typowy dla jednosobowych projektów mizantropijny black metal. Ta muzyka jest bardziej bogata, poza tym zawiera nawet renesansowe dźwięki (zwłaszcza na dysku 2). Tak że określmy ją jako atmosferyczny black, dobra? Tak więc jeśli lubicie ten rodzaj metalu, śmiało sięgnijcie po "WAR OF THE AGES".
Maciek

HYPERION (UKR) "THROUGH CENTURIES" (CD '05/DEATHGASM) Hyperion

Rzadko się zdarza usłyszeć ukraiński death metal, a jeszcze rzadziej wydany przez amerykańską wytwórnię! HYPERION się poszczęściło i wpadli w łapy podziemnej, ale dość prężnej Deathgasm Records. Co urzekło Amerykanów? Nie wiem, bowiem technicznych, brutalnych zespołów mają u siebie w bród, w dodatku znacznie lepiej brzmiących. Ale jest coś, co wyróżnia HYPERION spośród innych grup, a mianowicie spora obecność syntezatora, choć na "THROUGH CENTURIES" brzmi tak, jakby pochodził z jakiejś gotycko-black metalowej płyty, a nie z rzeźniczego krążka. Niestety, chłopaki nie są w stanie wytworzyć tak magicznych i zajebistych dźwięków jak to udało się np. Nocturnus, Corvus czy Atrophia Red Sun. Innym czynnikiem odróżniającym HYPERION jest duża dawka melodii jak na tak brutalną muzykę. Zdarzają się nawet momenty zahaczające o szwedzki "death" metal albo brutalny black, ale ogólnie dominuje death metal, w dodatku z takim fajnym, oldskulowym feelingiem (coś w stylu Immolation)! Cóż, na pewno HYPERION się wyróżnia i wydaje mi się, że lepiej sięgnąć po "THROUGH CENTURIES" niż po tysięczny klon Cannibal Corpse czy Morbid Angel.
Maciek

ILLNATH (DK) "CAST INTO FIELDS OF EVIL PLEASURE" (CD '03/WORLDCHAOS PROD.)

Dość mam już tych wszystkich klonów CRADLE OF FILTH i DIMMU BORGIR! Większość muzyków nie dość, że kopiuje bezmyślnie muzykę, to jeszcze używa charakterystycznej maniery wokalnej Dani'ego. Tym sposobem nie da się uciec od porównań i zarzutów. Na obronę ILLNATH mam jedynie to, że zespół nagrał całkiem solidny materiał, ubrany w bardzo ładne brzmienie (to duński zespół, więc nie powinno to dziwić) i grafikę. A że dysponują dobrymi umiejętnościami, to słucha się tego dodatkowo bez najmniejszych problemów, wręcz z przyjemnością. Więcej inwencji twórczej i będzie z Was kiedyś I-ligowy melodyjny, black metalowy zespół!
Maciek

IN SPITE OF (PL) "FISTS OF FURY" (CD '03/BLACK BOTTLE REC.)
In Spite Of - cover

"FISTS OF FURY" to drugi materiał w dorobku IN SPITE OF. Zespół jest bardziej znany na scenie hard core/punk, niż na deskach metalowej sceny. I.S.O. tworzą muzycy znanej już SCHIZMY i SOLITARY. Materiał zamieszczony na owej płytce to "NY hard core" na wysokim poziomie. Ostatnia trasa SCHIZMY po Japonii zdecydowanie odcisnęła piętno na zawartości krążka. Okładka wyraźnie o tym świadczy: japońskie litery, smoki oraz Bruce Lee, któremu płyta jest zadedykowana. Sama zawartość muzyczna również nie odbiega od tych "skośnookich" regionów. Całość otwiera kilkusekundowe intro, jakieś krzyki "karateków" itp., gdzie po chwili uderza nas pięść muzycznej furii. Nie wiem czy jest sens rozpisywać się nad każdym z utworów, gdyż jest to solidnie, ciekawie zaaranżowane granie, które nie nudzi i dodam, że jazda samochodem przy tej muzyce jest naprawdę hard core'owa. Gwarantuję, że wszyscy, którzy lubią takie granie i zapoznają się z dokonaniem I.S.O. nie będą zawiedzeni. Jedyne co psuje całość muzyczną to znany cover z lat 80-tych "Kung-Fu Fighting", który kiepsko finalizuje całość płyty. Zdaje sobie sprawę, że ten utwór miał dodać większego klimatu, ale zrobił co innego... ale i tak kupuję całość :).
PP
Dystrybucja: DYWIZJA KOT

INFANTICIDE (CZ) "TIME HAS SPOKEN" (DEMO '03)

Po wysłuchaniu "TIME HAS SPOKEN" naszła mnie jedna refleksja - INFANTICIDE tworzą muzycy o otwartych horyzontach. Słychać to w sposobie gry każdego instrumentu oraz w samych kompozycjach, które, mimo że tworzone na kanwie death metalu, to daleko odbiegają od tego, co ogólnie przyjęło się nazywać "metalem śmierci". Z kolei określanie ich zespołem grającym progresywny death też jest lekkim przegięciem, bo daleko im na przykład do twórczości i zawiłości takiego Atheist czy Cynic. Myślę, że Czesi najbliżej są tego co tworzył zespół Death w ostatnich latach swojej działalności, choć wiadomo, że to nie ta liga, no i duże uproszczenie sprawy zarazem. Bo jednak utwory INFANTICIDE są inne, mniej techniczne, bardziej surowe, choć też dużo się w nich dzieje. Nawet pokusiłbym się o stwierdzenie, że grupa tworzy dość oryginalną muzykę, a zespół Death wymieniłem jako po prostu jedną z ich wielu inspiracji. O tym, że INFANTICIDE to nietuzinkowy zespół dobitnie świadczy rozbieżność utworów jakie znalazły się na "TIME HAS SPOKEN", od agresywnego i ostrego "Like A Burning Stones" z 1995 roku, poprzez mało metalowy, epicki i długaśny "Trilogy", pochodzący z debiutanckiej płyty wydanej w 1998, aż po najnowsze, dość nowocześnie zaaranżowane utwory typu "Hail To All" czy tytułowy. Ciekawa grupa.
Maciek

INHUMATE (F) "LIFE" (CD '04/GRIND YOUR SOUL) Rozmiar: 5657 bajtów

Aż 4 lata minęły odkąd ukazał się ich ostatni długograj, ale pamiętajcie, że to w stu procentach niezależny zespół, z tych w rodzaju "zrób to sam". Za to zawsze wypuszczają profesjonalny produkt. Ale o tym pewnie większość z Was wie, bo INHUMATE to już szanowana i popularna w podziemiu grupa.
Cóż, kolejne wydawnictwo i otrzymujemy kolejną porcję przyzwoitego death/grindu w stylu Napalm Death itp. Czasem pojawiają się nawet elementy hard core'a (na przykład początek "Sickness Is The Law"), a taki "For Lust" zaczyna się punkowymi rytmami (!), ale to są śladowe ilości i tylko czynią ten cały materiał bardziej zróżnicowanym. Brzmienie jest klarowne, dynamiczne, po prostu profesjonalne i jeśli znacie płytę "GROWTH", to wiecie czego można oczekiwać od jej następcy - nic innego jak tylko brutalnego death/grind core'owego szaleństwa.
Maciek

Rozmiar: 27385 bajtów INSEMINATOR (PL) "DEATHTHRASH COMA - ROTTEN INSEMINATION" (MC '06 / METAL RULEZ/STRIGOI)

Pojawił się ten INSEMINATOR nie wiadomo skąd i od razu rozjebał mnie w drobny mak! Toż to najlepszy old schoolowy zespół w tym kraju, obok WITCHMASTER i THRONEUM! Takiego czadowego i chwytliwego thrash/black/death metalu w życiu nie spodziewałbym się od tak młodego stażem zespołu, a tu proszę! A jak usłyszycie "Tormentor" Kreatora w ich wykonaniu, to wam buty spadną. Miód! Brzmienie też zajebiście pasuje do tej muzyki, choć wolę to z "Death Thrash" demo (strona A) niż z płytki "Into Rotten Coma We Drift" (strona B). To drugie jest już za dobre jak na tak old schoolowe granie he,he.
Jak dla mnie ten zespół to rewelacja ostatnich miesięcy, zaś METAL RULEZ, mająca tak dobre hordy jak właśnie INSEMINATOR, MORD'A'STIGMATA czy SOULLESS PROFANATION, może bez kompleksu zacząć rywalizować z takimi polskimi wytwórniami jak Agonia, Pagan czy Time Before Time! Oczywiście, jakością muzyki, nie zasięgiem...
Maciek

INTERIOR (PL) "PROMO ONLY" (DEMO '05)

INTERIOR to reprezentant, nazwijmy to, polskiej drugiej fali old-schoolowego grania. Wprawdzie bardzo obiecujący, ale to jeszcze nie ten poziom co Witchmaster, Hell-Born, czy nawet Bloodthirst. Grupa wykonuje agresywny, brutalny i motoryczny thrash metal, ale czeka ich jeszcze sporo pracy, by rzucić słuchaczy na kolana. A już na pewno nie z takim brzmieniem garów, które jest, po prostu, karygodne! Nie rozumiem też, po jaką cholerę zespół sięgnął po grindowe, bulgoczące wokale, które tu w ogóle nie pasują, ten krótki materiał przecież i bez tego jest wystarczająco brutalny!
Jeśli potraficie wyobrazić sobie staromodną, prostą i surową odmianę Horrorscope i wydaje Wam się, że to może być ciekawe, to namawiam do sięgnięcia po "PROMO ONLY".
Maciek

Isolated ISOLATED (PL) "DEMONSS CONCLAVE" (MCD '05)

Odkąd pamiętam, ISOLATED był pod dużym wpływem Vader, Cannibal Corpse itp. Także i tym razem, gdy posłuchacie np. riffu otwierającego kawałek "Armageddon Fire", usłyszycie gitary w stylu Vader. Na szczęście, reszta materiału nie jest już takim klonem. Oczywiście, nie spodziewajcie się jakiejś nowatorskiej muzy, a raczej porządnego, brutalnego, bluźnierczego death metalu z matowym growlingiem i zbyt dużą ingerencją komputera w realizację bębnów, ale, szczerze mówiąc, już do tego przywykłem.
Cóż, fani "US death metalu" powinni nie mieć z tym materiałem problemów. Ale ja wciąż czekam na ich "opus magnum", co nie zmienia faktu, że "DEMONSS CONCLAVE" to i tak najlepszy materiał ISOLATED w ich całej dotychczasowej karierze.
Maciek

Kinetic KINETIC (GR) "SOUL | EMOTION | FLESH" (DEMO '03)

KINETIC są w porządku, grają dojrzały thrash metal w amerykańskim stylu (OVERKILL, polski HORRORSCOPE) wymieszany z bardziej progresywnymi motywami a'la późny DEATH. Robią to dobrze, ale nie podobają mi się tu przeciętne wokale i sztuczna praca perkusji (która brzmi jak automat). Reszta jest w porządku i podejrzewam, że jest dobrym przedsmakiem ich późniejszej płyty noszącej tytuł "THE CHAINS THAT BIND US" (niestety, nie znam jej zawartości) wydanej pod koniec 2004 roku przez SLEASZY-RIDER REC. Tak więc, jeśli lubicie dobre riffy oraz ostry i agresywny thrash/death metal, KINETIC jest dla Was.
Maciek

KLOAK (DK) "A TRUE BOHEMIAN REVOLUTIONARY" (CD '03/DRUG[S]/MIGHTY MUSIC) Kloak

Na początku chciałbym przeprosić wytwórnię i zespół, że tyle musieli czekać na tę recenzję. Ale uważam, że lepiej było napisać ją po dwóch latach, niż być nie w porządku i nie napisać nic.
Muzycznie KLOAK prezentuje się bardzo dobrze, pod warunkiem, że macie otwarte głowy. Wykonują oni bowiem ambitną, oryginalną odmianę nu-metalu ze sporą dozą psychodelii. Dużo w tym późnej SEPULTURY, ale, tak jak wspominałem, podanej w specyficznym, duńskim sosie. Mimo że zdecydowanie wolę SEPULTURĘ z pierwszych 4 płyt, to muzyka KLOAK podoba mi się. Choć przyznaję, że do jej wysłuchania trzeba mieć odpowiedni nastrój, i najlepiej jakby w pokoju było ciemno i głośno. Na uwagę zasługuje tu wszystko, od wykonania i brzmienia począwszy, a na złożonych i łamanych kompozycjach kończąc. Gdzieś spotkałem się z określeniem, że KLOAK dobrze pasowałby do profilu wydawniczego RELAPSE. Myślę, że jest w tym dużo racji, więc sami domyślacie się, że "A TRUE BOHEMIAN REVOLUTIONARY" to nieźle popieprzona płyta. Ale naprawdę dobra.
Maciek

KRIEGSMASCHINE (PL) "DEVOTEE" (DEMO II '03)

Ten surowy, bezkompromisowy black metal muzycznie kojarzy mi się z takimi zespołami jak m.in.: DarkThrone (surowość, prostota), Dark Funeral (szybkość, melodyjność i podobna ekspresja wokalna) - tak najprościej można by określić demo "DEVOTEE". Bardzo dobra praca perkusji, lecz muzycznie jest zbyt prosto i mało przekonująco. Zdaje mi się, jakbym słuchał jakiegoś koszmarnego miksu muzyki, która bardziej kojarzy mi się z nieudolnym podkradaniem niż inspirowaniem. To, co jeszcze stawia to nagranie w negatywnym świetle, to jakość nagrania, która jest słaba, choć czytelna, to jednak nie na miarę obecnych czasów, nawet jak na demo. Miejmy nadzieje, że panowie w przyszłości zainwestują w studio, popracują na brzmieniem gitar, perkusji i wtedy w pełni przedstawią swe umiejętności i muzyczne walory swej twórczości.
Lucid

KRIEGSMASCHINE (PL) "THE FLAME THAT BURNS INSIDE" (split 7" w/ SZRON '03/GARAZEL)

Death, black, rock'n'roll połączony w punkowy brud. Zniekształcone brzmienie tak gitar jak i wokalu, proste i mało przekonujące riffy, które na pewno czegoś nowatorskiego nie wykazują. Melodie oparte na kilku dźwiękach brzmią raczej banalnie niż harmonijnie i mrocznie. Jednymi słowy, dużo krzyku i rozmytego chaosu podanego i przedstawianego w słabej formie i jakości. "Po co rzucać się w przepaść skoro tam już od dawna stoi dom?". Nie zrobiła na mnie ta produkcja żadnego wrażenia, może następnym razem...
Lucid

LAMENT CONFIGURATION (USA) "DEMONIC INCANTATIONS" (CD '05/VILE ART)

Co za prymitywny, surowy i ponury black metal! Co za ubogie, podziemne i obskurne brzmienie! Co za bzyczące gitary oraz nieudolne sola! No cóż, DarkThrone robi to znacznie, znacznie lepiej, więc nie traćcie swojej forsy na "Demonic Incantations". Jeśli to jest kult, to czym jest w takim razie DarkThone?!
Maciek

LANDSCAPE OF SOULS (PL) "STRANGE DREAM" (DEMO '04)

Tak grało się jakieś 10-15 lat temu, a wszystko zaczął The Gathering oraz Paradise Lost. W ślad za nimi pojawiły się w Polsce jak grzyby po deszczu kapele, które też chciały grać potężny doom/death/gothic. Wystarczy wymienić Cemetery Of Scream, Eternal Deformity, Sirrah, Mordor, Sacriversum czy Wintershadows. Na świecie również namnożyło się naśladowców w rodzaju Crematory, Silent Stream Of Godless Elegy, Thalarion, wczesny Amorphis i wiele innych. Nie wiem czemu, ale takie granie cieszyło się dużym powodzeniem, zarówno maniax jak i wytwórni, choć wiadomo było, że żadna z tych grup nie nagra czegoś na miarę "Always..." czy "Gothic". Nie ukrywam, że nie darzyłem sympatią tych wszystkich młodych zespołów, no, może z wyjątkiem Sirrah, S.S.G.E. i Atrophia Red Sun, bo próbowały wnieść coś nowego i świeżego...
LANDSCAPE OF SOULS to także w zupełności odgrzewane danie, ale w dzisiejszych czasach taki doom/death z klawiszami i dobrym growlingiem to rzadkość, a dla starszych "metalofców", to niezła okazja do przypomnienia sobie jak kiedyś się (niestety) grało w tym kraju. I mam tylko nadzieję, że to nie żaden nowy retro-trend...
Maciek

LOITS (EST) "EI KAHETSE MIDAGI" (DIGI-CD '03/7 GATES OF HELL)

Dobrze wyprodukowane nagranie, selektywne i czyste. Muzykę najprościej byłoby określić black metalem, ale bardziej za wokal i prostotę riffów, które melodyjnością nie tworzą zawiłych i technicznych serpentyn. Brzmienie gitar jest twarde, ale nie do końca rozlane i charakterystyczne dla black metalu. LOITS ma w swoim instrumentarium także klawisze raczej skupiające się na wstępach utworów i na podkreśleniu melodii gitar, które, jak wspomniałem, nie porażają jakąś techniczną zmysłowością. Ogólnie muzyki na "EI KAHETSE MIDAGI" słucha się bez większego zniesmacznienia i wchłania się ją bardzo dobrze. Jednak albumem roku tego bym nie nazwał, ponieważ zespół nie grzeszy specjalną oryginalnością, ale jak wspomniałem na początku: realizacja płyty jest bardzo dobra. Na pewno każdego fana wciągnie, lecz czy oczaruje na dłuższą metę? Radziłbym przekonać się o tym samemu.
Lucid

Lord

LORD (F) "HELL'S FUCKING METAL" (CD '04/WEIRD TRUTH)

LORD pochodzi z Francji i gra kurwa świetny, thrashujący black metal w stylu wczesnego Venom, Kreator, Sodom, Destruction (wokale) i tego typu rzeczy. Ale to jest właśnie to czego się spodziewałem po WEIRD TRUTH PRODUCTIONS, gdyż ta japońska wytwórnia specjalizuje się w old schoolowym metalu i wypuściła już na świat niejedną dobrą płytę (jako przykład wystarczy podać chociażby "Old Death's Lair" Throneum!). Muzyka LORD jest prosta i utrzymana w duchu zarówno metalu lat 80-tych jak i Norweskiego black. Tak że koniecznie sprawcie sobie ten krążek, jest to naprawdę kawał porządnego METALU!
Maciek

LOSS (USA) "LIFE WITHOUT HOPE… …DEATH WITHOUT REASON" (CD '05/DEATHGASM)

Trzeba być głuchym, żeby nie słyszeć, że LOSS jest pod wielkim wpływem europejskiego wolnego i mrocznego doom metalu. Tak więc jeśli dalibyście się zabić za wczesne My Dying Bride i Paradise Lost albo za fińskie kapele typu Unholy czu Thergothon, to pocięlibyście się dla LOSS. Wokale są w porządku, bo są niskie i brutalne, zaś muza jest bardzo wolna i klimatyczna, ale nie tak depresyjna i mizantropijna jak w/w fińskich grup. Na płycie znajdziecie 3 podstawowe utwory (z demo '04) oraz 2 kawałki live, które są trochę szybsze od utworów głównych, a jednym z nich jest cover KATATONIA (bogowie!) "Brave" "zaśpiewany" przez Lorda Imperiala z Krieg! Tak czy siak, "LIFE WITHOUT HOPE…" to porządny kawałek mrocznego doom.
Maciek

LUNATIC GODS (SK) "MYTHUS" (CD '04/HROM / MC '06/MAD LION) Rozmiar: 9352 bajtów

Czesi mają ROOT i FORGOTTEN SILENCE, a Słowacy mają LUNATIC GODS. Co łączy te wszystkie zespoły oprócz wspólnej historii Czechosłowacji? Bardzo prosta sprawa - NIESZABLONOWOŚĆ! Każda płyta Słowaków to istny kocioł, do którego wrzucone są elementy zarówno death metalu, doom, jak i thrash czy muzyki progresywnej. Dla wielu będzie to niestrawne, popieprzone, a dla co bardziej odpornych muzyka LUNATIC GODS będzie stanowić niesamowite źródło wszelakich pozytywnych doznań. "MYTHUS" to poprawnie zrealizowana płyta (słynne Exponent Studio), zawierająca dobrze zagraną muzykę, bogato zaaranżowaną, z całym mnóstwem pomysłów (zrodzonych w 99% w umyśle lidera zespołu, Hiraxa) i dziwnych, trochę za mało profesjonalnych, wokali (jeden to surowy ryk, drugi to czytelny, mocny śpiew, trzeci autorstwa gościnnie udzielającej się Grety). Aby zrealizować swe pomysły w studio, Hirax potrzebował dodatkowo 6 muzyków oraz 7 gości (dziw, że się nie pozabijali w trakcie sesji nagraniowej he,he), więc może to Wam uświadomi, jak złożoną i zagmatwaną płytą jest "MYTHUS". Niczego tu nie brakuje, jest melodia, klimat, finezja, jest też agresja i brutalność. Wystarczy tylko otworzyć się na takie granie, dlatego odważnym będę ten album polecał!
Maciek

MANDATORY (D) "...WHERE THEY BLEED" (MCD '06/ASPHYXIATE) Rozmiar: 7383 bajtów

Im więcej słucham tego materiału, tym bardziej mi się on podoba. Ale początkowe wrażenie było: "Co jest do cholery?! Przecież oni się trochę cofnęli!". Tak, po "CURSE OF THE UNDEAD", który zawierał old-schoolowy death metal w europejskim i amerykańskim stylu, zespół nagrał całkowicie szwedzki materiał na modłę Grave, wczesnego Edge Of Sanity i tym podobnych (nawet "Intro" przypomina trochę początek "In A Dream" Tiamat). Ale po wielu przesłuchaniach dotarło do mnie, że te nagrania też kopią dupsko, mimo że są bardziej wolne i mniej brutalne. Wokale nie są już tak bardzo w stylu Martina Van Drunena, jak to było na "CURSE…", ale wciąż mi się podobają. Jest też parę zajebistych, chwytliwych i melodyjnych riffów, no a ciężkie brzmienie całości świetnie pasuje do tej muzy, tak że ten krążek na pewno was usatysfakcjonuje.
Cóż, MANDATORY razem z np. SLUGATHOR, HORRID czy INCARNATED reprezentuje silną ligę zespołów, które podążają drogą klasycznego, szwedzkiego death metalu. Tylko że żadna z przed chwilą wymienionych kapel nie pochodzi ze Szwecji, he!
Maciek

Mandatory - cover MANDATORY (D) "CURSE OF THE UNDEAD" (MCD '05)

Yeah! "CURSE OF THE UNDEAD" zawiera PURE OLD SCHOOL DEATH METAL w swej najlepszej postaci. Fani ASPHYX, BOLT THROWER oraz starych MORGOTH i PESTILENCE będą bardziej niż szczęśliwi podczas obcowania z "CURSE OF THE UNDEAD", gdyż jest to prawdziwa death metalowa uczta dla prawdziwych maniax! Oczywiście, nie oczekujcie niczego innego jak "tylko" ciężkich, zabójczych gitarowych riffów, miażdżących wokali w stylu Martina Van Drunena oraz świetnych zwolnień. Podczas słuchania tych nagrań będziecie machać banią cały czas, zapewniam Was. No i nie zapomnijcie podkręcić "volume" na full! Dobra, starczy tego. Z tej recenzji zapamiętajcie tylko, że jest to zajebisty stuff, którego nie możecie zignorować, no chyba że jesteście cipami!
Maciek

P.S. Chłopaki właśnie zrealizowali kolejne MCD zatytułowane "...WHERE THEY BLEED"! "CURSE OF THE UNDEAD" mnie zabiło, więc spodziewam się, że "...WHERE..." zamorduje mnie podwójnie. Nie macie wyjścia, odwiedzajcie stronę MANDATORY i kupujcie ich nagrania, inaczej dosięgnie Was "klątwa niemartwych"!


MANSION OF SOUL DRAIN, THE (S) "NEON GOD" (CD '04)

THE MANSION OF SOUL DRAIN to typowy zespół jakie promuje RISESTAR - dobry ale nie wybijający się ponad przeciętność. Nie ma w tej muzyce nic, co by was rzuciło na glebę! Poza tym, znacie te dźwięki z płyt setek innych wykonawców. Materiał zagrany jest w stylu starego Trail Of Tears, Cemetery Of Scream i tego typu kapel. Na szczęście, Szwedzi nie są najwolniejszym bandem na ziemi gdyż preferują średnie tempa. Zespół wykorzystuje dwa standardowe męskie wokale, tj. nie za głęboki growling i czysty śpiew (coś w stylu Petera Steela), a także jeden delikatny głos żeński.
Jednym słowem, mamy do czynienia z bardzo przeciętnym, europejskim doom/gothic metalem adresowanym chyba tylko dla oddanych fanów gatunku.
Maciek
Promotion: www.risestar.cl

MAY RESULT (SRB/YU) "SVETOGRDJE (THE BLASPHEMY)" (CD '04/ROCK EXPRESS) Rozmiar: 5666 bajtów

Serbski MAY RESULT tuła się po podziemiu od ponad 10-ciu lat, tak że chłopaki nauczyli się już grać black metal. W ich przypadku jest to norweska szkoła, którą reprezentują np. stara GEHENNA, AETERNUS czy HADES. Nawet sound kojarzyć się może z produkcjami z Grieghallen. Jak więc łatwo się domyśleć, jest to black metal, któremu nie obce są dość brutalne riffy (stąd często określa się ich mianem zespołu black/death), jak i specyficzny, monumentalny klimat, melodie czy też klawisze. Kompozycje są długie, trochę epickie (np. otwierająca "Navia"), utrzymane raczej w wolnych i średnich tempach, ale chłopaki potrafią też momentami przyspieszyć i przyłoić ("Mesec je sad sa nama", "Svetogrdje"). Jak widzicie, tytuły i teksty są w języku serbskim, co dodaje albumowi trochę egzotyki.
Przyzwoita to płyta, ale 72 minuty to za duża dawka jak na jeden raz, no i za mało oryginalna. Choć i tak stanowi niezłą alternatywę dla popularnego obecnie ultra-szybkiego grania a'la Marduk.
Maciek

MELTING FLESH (COL) "GOOD ADDICTION BUTCHERY" (CD '04/DAN'S CRYPT) Rozmiar: 46872 bajtów

Nazwa zespołu, tytuł płyty i okładka od razu wyjaśniają o co chodzi Kolumbijczykom. Tak, macie rację, chłopaki wymiatają brutalny death metal, taki w stylu CANNIBAL CORPSE i SUFFOCATION. Dają radę, powiem Wam, i to zdecydowanie lepiej niż koledzy z wytwórni, czyli SACRIFICIO. Wszystko jest tu przepisowe, czyli zmiany tempa, blasty, potężne, gardłowe wokale, nawet brzmienie nie jest złe. W dodatku MELTING FLESH, mimo że gra bardzo amerykańską muzę, robi to tak, że słychać, iż nie są ze Stanów. Można wyczuć w nich tę iskrę, którą posiadają zespoły z Ameryki Południowej. Nie wiem, na czym to polega. Może to kwestia brzmienia, może wykonania? Podsumowując, ten CD to dobra pozycja, ale tylko dla dorosłych i tylko dla maniaków muzycznej rzeźni.
Maciek

MEMEBRIS (PL) "COLD BREATH FROM GRAVE" (DEMO '03)

Oto kolejny zespół, który pozazdrościł sławy i pieniędzy zespołom z północnej Europy grającym chwytliwy, komercyjny black metal. Niestety, wykonanie, pomysły i brzmienie są jeszcze dalekie od profesjonalizmu np. Dimmu Borgir, ale być może kiedyś łomżanom dane będzie nagrać przyzwoitą płytę. Póki co, nagrali demo jakich wiele, zawierające tylko kilka interesujących zagrań, reszta to stosunkowo szybki black, trochę rozwinięty, brutalny, a jednocześnie mocno melodyjny. W niektórych momentach chłopaki przywodzą na myśl nawet zespoły z Goeteborga. Nie jest to jakieś gówniane demo, tak więc nie przekreślałbym szans tego zespołu, ale na pewno czeka ich jeszcze dużo pracy w sali prób, no i zbierania kasy, aby nagrać kolejny materiał w naprawdę dobrych warunkach i w ciągu wielu godzin.
Maciek

MESS AGE (PL) "REJECTED BURDEN" (CD '05/MMP) Mess Age

Mam mieszane uczucia co do MESS AGE, chyba zresztą podobnie, jak wielu innych maniaków, którzy zetknęli się z tym zespołem. Twórczość grupy znam od pierwszych kaset demo i odkąd sięgam pamięcią, zawsze kojarzyli mi się z takim typowo polskim, topornym thrash/death metalem. Nie ma co ukrywać, w dużym stopniu było to zasługą kiepskich, zupełnie nie przekonywujących pomysłów oraz wokali...
"REJECTED BURDEN" to już z kolei ich trzeci długograj i muszę przyznać, że tym razem przypadli do gustu. Ale nie było tak łatwo od samego początku i płytę słuchałem kilkanaście razy (co raczej mi się nie zdarza), zanim ją strawiłem! Poziom wykonawczy oraz brzmienie (Studio Radia Gdańsk, a za konsoletą Piotr Łukaszewski, oczywiście) - to sprawy, które są co najmniej w porządku i nie ma co się nad nimi rozwodzić. Pomysły i aranżacje też się zdecydowanie poprawiły, słychać, że zespół cały czas dojrzewa i udoskonala ten swój nowoczesny thrash/death, w którym wpływy późnej Sepultury miesząją się z Machine Head, skandynawskim melodyjnym graniem, a czasem nawet z nu-metalem! Natomiast w dalszym ciągu nie bardzo mogę się przekonać do wokalu Rafała - mam tu na myśli ten jego matowy growl, który sprawia wrażenie bardzo wymuszonego. Mimo to, warto dać chłopakom szansę i zapoznać się z "REJECTED BURDEN". Z pewnością jest to ich najlepszy krążek, ale chciałbym, żeby na następnych był widoczny jeszcze większy postęp.
Maciek

METHOD (PL) "STALKER" (DEMO '04) Method

Jeśli ktoś nie lubi nowoczesnego thrash metalu, może od razu przejść do kolejnych recenzji, jako że METHOD to idealny reprezentant przed chwilą wspomnianego stylu. A jak mowa o nowoczesnym thrash metalu, to wiadomo, że po źródło inspiracji trzeba się udać do Stanów Zjednoczonych. METHOD preferuje jednak mało agresywne granie, raczej utrzymane w średnich i wolnych tempach, za to poparte bardzo mocną i solidną pracą sekcji rytmicznej oraz świetnymi solówkami, a to wszystko jest takie bez napinania się, bez zbędnych fajerwerków. Do tego Cola (Al Sirat) nagrał na płycie bardzo przyzwoite wokale, choć Maciek Taff (Neolithic, Rootwater, ex-Geisha Goner) zrobiłby to na pewno lepiej. Parę riffów na "STALKER" naprawdę się zespołowi udało, pozostałe, niestety, nie wgniatają w ziemię. Na wyróżnienie zasługuje też naturalne brzmienie, bardzo dobrze pasujące do takiego grania. Coś mi się kołacze po głowie, że zespołem był kiedyś zainteresowany Mariusz Kmiołek (Empire Rec.), ale jakoś nie doszło do sfinalizowania całej sprawy i płyta METHOD nie ujrzała światła dziennego. Szkoda, bo to jest (była?) bardzo porządna grupa...
Maciek

METHODUST (USA) "THE NUMBING VICTORY" (DEMO-CD '05)

Trochę męcząca ta muzyka, ale w sumie nie jest źle. Wprawdzie METHODUST kombinuje z wieloma stylami takimi jak np. death, black, doom, ale ogólnie można by ich nazwać kapelą old-schoolową. "THE NUMBING VICTORY" to brudne, surowe nagranie, ale ma swój klimat. Gitary grają stosunkowo melodyjnie jak na ten rodzaj muzyki, często zwalniają, perkusja wybija różne rytmy, a do tego wszystkiego mamy wykrzykiwane, obskurne wokale. Dla jednych będzie to kult, dla innych kupa. Tak jak mówiłem, mnie ta muzyka trochę znużyła (mimo że trwa jedynie 19 minut), ale może ktoś z Was dostrzeże w tym piekielny ogień...
Obiecujący początek, choć według mnie zespół albo powinien zacząć grać bardziej ekstremalnie, albo całkowicie pójść w kierunku grobowego metalu (takiego na przykład w stylu Winter).
Maciek

Midwinter

MIDWINTER (D) "ASTRAL MIRRORS" (CD '03)

MIDWINTER wykonuje komercyjny, melodyjny i atmosferyczny black metal. Miły dla ucha, chwytliwy, ale nie wystarczająco kopiący dupę, poza tym natkniecie się tu na heavy metalowe riffy (posłuchajcie chociażby "Dreamscape Revelations") i epickie refreny ("Golden Age")! Materiał zrealizowano dobrze, wokale też są w porządku jak i umiejętności muzyków, choć dobre trzymanie instrumentów to nie wszystko - trzeba także zwrócić na siebie, poprzez muzykę, uwagę słuchacza, a to nie jest wcale takie proste. Wyraźnie słychać, że MIDWINTER to wszechstronny zespół i to przemawia na ich korzyść. Ale wciąż jest dla mnie niewiadomą, czy są wystarczająco dobrzy i mocni, by osiągnąć światowy sukces.
Maciek
Promotion: www.risestar.cl

MOONLIGHT (PL) "MOONLIGHT" (CD '03/MMP)

Chyba powoli rodzi się moda na ponowne nagrywanie starych utworów i wydawanie ich na jednej płycie (np. TESTAMENT "FIRST STRIKE STILL DEADLY"). MOONLIGHT nagrał swój debiut w nowych aranżacjach po upływie 10-ciu lat; oczywiście, w międzyczasie nie obyło się bez zmian składu i poszukiwań własnego brzmienia...
Podoba mi się ten materiał, jest bardzo spokojny, rockowy, no i zawiera dobre wokale. Ta muzyka jest transowa i bardzo eklektyczna, wręcz brzmi tak, jakby wzięto ją z jakiegoś trip-hopowego albumu. Myślę, że może w równym stopniu relaksować, jak i budzić niepokój. Nigdy bym nie przypuszczał, że jakiś polski klimatyczny zespół spodoba mi się tak jak ten, wiec pokuszę się o stwierdzenie, że jest to jedna z najlepszych atmosferycznych płyt jaką wydał MMP. Zaserwujcie sobie owe 31 minut mistycznej podróży!
Maciek

morbius

MORBIUS (USA) "SOJOURNS THROUGH THE SEPTIAC" (CD '05 / STORMS OF STEEL/NON COMPOS MENTIS)

Jeśli chodzi o muzykę, to jest to archaiczny, ale urozmaicony death metal, coś powiedzmy na przykład w stylu brutalnego DECEASED. Zaś wokalnie słychać bardzo wyraźne inspiracje brytyjskimi kapelami typu CRADLE OF FILTH i BAL-SAGOTH (!), co w death metalu jest raczej ewenementem. Ogólnie, surowizna i jakieś takie mało przekonujące granie, ale biorąc pod uwagę, że powstało w 1999 roku (!), to można dziś oczekiwać po MORBIUS znacznie lepszego łojenia.
Mus tylko dla zagorzałych maniaków starego death metalu.
Maciek

MORBUS MORTIFER (PL) "INFERNAL HATRED" (DEMO '05)

"INFERNAL HATRED" - to tylko 11 minut, ale za to rzeź jakich mało. Intensywny, brutalny death metal delikatnie zabarwiony black z bardzo dobrym growlingiem - oto, co otrzymacie! Tak w ogóle, to zespół znalazł bardzo adekwatny tytuł do zawartości, bo, rzeczywiście, uświadczycie tu istne piekło i nienawiść. Konkluzja może być tylko jedna: mając takie bluźniercze hordy jak właśnie MORBUS MORTIFER, HELLSPAWN, DECEPTION, AZARATH, ENTROPIA, czy SOULLESS PROFANATION jestem spokojny o przyszłość polskiego death metalu, który, tak prawdę mówiąc, zawsze miał się nieźle i trzymał wysoki poziom.
Maciek

Rozmiar: 6009 bajtów

MORD'A'STIGMATA (PL) "DIAGONAL DIVIDING HUMANITY" (CD-R '06/METAL RULEZ)

Jeśli Morbid Angel grałby death metal w bardziej awangardowy, blackowy i progresywny sposób, to brzmieliby dokładnie tak jak MORD'A'STIGMATA! Czyż nie jest to wystarczająca rekomendacja? Naturalnie, Polacy nie są tak dobrymi muzykami i tak dalej, ale ich muzyka jest bardziej świeża i ciekawa niż np. ostatnie dokonania zespołu Trey'a Azagthotha. Również wokale i solówki wykonane są w inny sposób, tak że nie można tutaj mówić o klonie Amerykanów, chociaż riffy (zwłaszcza w wolnych momentach) są podobne. Tak więc jeśli uważacie się za otwartych fanów death metalu a'la Morbid Angel, "Zos Kia Kultus" Behemotha, a zarazem awangardowego metalu z syntezatorem, zdecydowanie powinniście sprawdzić "DIAGONAL DIVIDING HUMANITY"!
Maciek
P.S. Dla zachęty dodam jeszcze, że jedną z zalet płytki jest fakt, że możecie tu wysłuchać ich dziwną wersję "Firestarter" The Prodigy!

MORIOR ERGO SUM (SPA) "INHERITORS OF AVERNUS" (CD '04/DAN'S CRYPT)

Widzę, że Dan, oprócz wydawania death metalu, wziął się też za sympho black. Ale wytłoczenie CD MORIOR ERGO SUM nie było chyba trafionym pomysłem. Owszem, jest tu dużo ciekawych zagrań i urozmaiceń, pokazujących, że Hiszpanie są dość wszechstronnymi muzykami i kompozytorami (choć słychać, że niezbyt doświadczonymi). Niemniej jednak, "INHERITORS OF AVERNUS" to zwykły krążek w swojej klasie, który przejdzie bez echa, no bo na rozgłos, po prostu, nie zasługuje. Oczywiście, fanom mrocznej muzyki, szukającym nowych doznań i zespołów nie będę zabraniał kupna tej płyty, ale na ich miejscu wydałbym kasę na coś innego, na przykład na nasze LUNA AD NOCTUM czy DARZAMAT.
Maciek

MUSTAN KUUN LAPSET (FIN) "KAUNIINHAUTA" (CD '03/NORTHERN SOUND)

Połączenie black i death metalu, tego bardziej melodyjnego i zróżnicowanego z naleciałościami gothic rock - tak mniej więcej przedstawia się płyta "KAUNIINHAUTA". Muzyka ta nie jest tak do końca techniczna i słucha się jej raczej łatwo, a w konstrukcji riffów jak i samej melodii bardzo wyczuwalne jest poszukiwanie przez muzyków archaizmu. Wpływ szwedzkiej sceny, tej wcześniejszej, także jest słyszalny, ale nie brak w tym nagraniu nowatorskiego poszukiwania własnego charakteru muzyki. Ten poniekąd monumentalny patos płyty wprowadza w zamyślenie i nastraja zadumą… Jeśli pokusiłbym się o porównania, to brzmieniowo słychać wczesne płyty MESSIAH i może przez ten sound nie potrafię doszukać się (skonkretyzować) żadnej innej kapeli, choć muzyka, riffy wydają się znajome. Nagranie jest czytelne, przy użyciu szerokiej gamy instrumentów (m.in. skrzypce i klawisze). Podsumowując, płytę tę mogę śmiało polecić tym, którzy lubują się w melodyjnych i urozmaiconych dźwiękach.
Lucid

Rozmiar: 16117 bajtów MOULDED FLESH (PL) "USE AND ABUSE" (DEMO '05)

MOULDED FLESH gra już parę ładnych latek, ale z taką muzyką komercyjnego sukcesu im nie wróżę. Zresztą, nie o to chyba chodzi tym wesołkom, bo słychać, że chłopakom w głowie jedynie dobra zabawa i pochlaj (i słusznie! he,he). O ile demo "INDULGENCE" z 2001 roku zawierało przeciętny, tak sobie brzmiący klasyczny death metal, tak na "USE AND ABUSE" grupa zaprezentowała death/thrash, nadal toporny, ale już ubrany w bardziej przyzwoite brzmienie. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że zespół wybrał się aż na drugi koniec Polski, by nagrać ten materiał w SELANI! Idę o zakład, że w południowej Polsce znaleźli by równie dobre studio, choć przyznaję, że brzmienie jakie uzyskali jest pełniejsze i bardziej naturalne niż to, które SELANI wypuszczało masowo na świat w latach swoje świetności, czyli w drugiej połowie ubiegłej dekady...
Ktoś nazwał ich muzykę "imprezowym death metalem" i myślę, że jest to trafne określenie. Tak więc dla poprawy humoru "USE AND ABUSE" jest jak najbardziej wskazane. Przykro mi, ale poza tym nie widzę jakiś większych zalet tej produkcji.
Maciek
P.S. Zespół ma już na koncie kolejne wydawnictwo. Tym razem jest to CD "IN THE HANDS OF EVIL" wydany przez amerykańską DEUS MORTUUS PROD., ale sądząc po dwóch kawałkach umieszczonych na stronie www, nie ma co oczekiwać rewelacji ani drastycznych zmian czy postępów.

MUTILATION (PL) "POSSESSED BY REALITY" (CD '03/EMPIRE REC.)
Mutilation

Zajebicie jest sobie przypomnieć stary, dobry angielski death metal! Tylko dlaczego przywołują go... Polacy?! Przecież niewytrawny słuchacz mógłby pomyleć, że "POSSESSED BY REALITY" to płyta nagrana przez członków BENEDICTION i BOLT THROWER! Ale miejmy nadzieję, że nikt nie będzie traktował MUTILATION jako uboczny projekt wyżej wymienionych, tylko jako poważny zespół z poważnymi aspiracjami. A że wcale nieoryginalny, to tylko taki "szczególik" he,he. MUTILATION nie bierze jeńców, tylko prze konsekwentnie do przodu. Ku zadowoleniu wielu z Was nie będzie tu zawrotnych temp perkusji czy tysiąca gitarowych riffów w jednym numerze. Jest to solidny, prosty death metal. Brutalności nadaje mu brzmienie (mimo że bardzo klarowne) i potężny wokal Sławka, który wyraźnie wzoruje się na Dave'ie Ingramie i Karlu Willettsie. Materiał ten trwa zaledwie 30 minut, ale przynajmniej jest treściwy i nie ma prawa Was zanudzić. Mnie wchodzi bez mydła, ale musze stwierdzić, że na dłuższą metę nie sprawdzi się takie granie, jeśli zespół nadal będzie tak ślepo zapatrzony w angielski death metal starej szkoły.
Maciek

"NAJŚWIĘTSZY NAPLETEK CHRYSTUSA 'zine #4"

Na okładce chłopaki z brazylijskiego SEXTRASH, a w środku same polskie kapele z lat 80-tych, wiec jak może być źle?! "NNCh 'zine" to właściwie jedyne tego typu pismo w tym chorym kraju, takie, w którym wspomina się stare, dobre, polskie, METALOWE zespoły! W tym numerze znajdziecie rozmowy z Smirnoff, Open Fire, Gilotyna, Lastwar, Aggressor, Convent, Piotrkiem "Kreatorem" Siedleckim, Putrified Mushrooms, Hellias, "Suck My Dick 'zine" i Yancarzem (m.in. Agressive Violence, Egzekuthor). Jedne lepsze, drugie gorsze, ale na pewno każdy weteran znajdzie tu coś dla siebie. Ja znalazłem, dlatego BARDZO polecam, choć, niestety, pismo ma wadę: nie jest objętościowo obszerne, więc czyta się je podczas jednego posiedzenia w kiblu. Ale to dobrze, bo pozostał duży niedosyt.
Maciek
Wojtek Lis, ul. Dekutowskiego 16/39, 39-400 Tarnobrzeg, nnchzine@interia.pl

NECROMORPH (D) "INPUTCOLLAPSE" (MCD '04/HELLVILLE)

Fajnie się tego słucha! Takie proste, death metalowe łupanie w starym stylu - coś pomiędzy szwedzką (Grave), brytyjską (Bolt Thrower), a niemiecką szkołą (stary Morgoth). Dość często pojawiają się też brutalne, szybkie partie czy grindowe riffy i wokale, więc można tu mówić o różnorodności, chociaż muszę przyznać, że materiał brzmi dość spójnie. Tak że zagorzali fani topornego, ciężkiego death metalu są "more than welcome". Ta 22 minutowa dawka powinna być w sam raz dla nich.
Maciek

NECROPSY (PL) "STRAIGHT HATE" (DEMO '03)

Dzięki uprzejmości Pachela z CRUDE ENT. miałem okazję wysłuchać demo tej kapeli. I bardzo się z tego cieszę, bo to co usłyszałem, bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Dlatego że nikomu nieznany, młody zespół z Rzeszowa wymiata taki brutalny death z elementami grind, że aż miło. Cholernie intensywny, z bardzo dobrą pracą perkusji, z potężnymi wokalami (zespół wyraźnie zastrzega, że "no vocal harmonizers or pitch shifters used") i niezłym, jak na demo, brzmieniem, ale przecież od dawna wiadomo, że w SPAART Studio potrafią nagrywać metal. Maniacy amerykańskiego i kanadyjskiego brutal death będą się ślinić słuchając "STRAIGHT HATE", zapewniam!
Maciek

NEFARIUM (I) "PRAESIDIUM" (CD '05/DOWNFALL)

Aarrgghh! Nie spodziewałem się takiej zajebistej muzy po włoskim NEFARIUM! Chłopaki nagrali bowiem cholernie szybki black metal w najlepszym stylu Setherial, Dark Funeral i tym podobnych. Na "PRAESIDIUM" zespół zaprezentował dobre, nie za skrzeczące wokale, brutalne, czasami melodyjne riffy oraz potężne bębny (mocno wyeksponowane, dynamiczne, z triggerowanymi stopami) - blasty napieprzają tutaj przez 99,9 % czasu trwania! Jak łatwo wywnioskować, po NEFARIUM można oczekiwać niczego innego jak ekstremalnego, szybkiego black metalu na wysokim poziomie tylko dla prawdziwych i ekstremalnych słuchaczy. Tak więc wspierajcie grupę, gdyż naprawdę na to zasługują, tak samo jak zasługują na lepszą promocję. Zapamiętajcie tę nazwę - NEFARIUM!
Maciek

NEOLITH (PL) "IMMORTAL" (CD '04/THE FLAMING ARTS)

Muszę przyznać, że "IMMORTAL" słusznie zbiera pozytywne recenzje. Główna zasługa takiego stanu rzeczy leży w doskonałej pracy gitarzystów, którzy momentami powodują, że mam wrażenie jakbym słuchał nawet jakiegoś progresywnego death metalu! Ale bez obaw, muzyka NEOLITH jest bardzo przystępna, choć jak się domyślacie nie brakuje jej ambicji i inteligencji. Nie oszukujmy się, od czasów ostatniej płyty, czyli wydanej w 1998 roku (!) "I.N.R.I.", oblicze NEOLITH uległo drastycznej zmianie. Zapomnijcie o smętnym, doom metalowym graniu - teraz dopiero pokazali pazury i to jakie! Ciekaw jestem, na ile wpływ na taki obrót sprawy miały osoby U. i Krissa z LUX OCCULTY. Nie ważne... A teraz z innej beczki. Czy uwierzycie mi, że na ulotkach wytwórni pojawiło się hasło właściwie określające wykonywany styl muzyki, a nie jakieś wyssane z palca frazesy? Tak, czasami się to zdarza. Białorusini określili metal NEOLITH mianem "wyjątkowy death/black" i trzeba przyznać, że byli bardzo bliscy prawdy - rzeczywiście jest to miks głównie tych dwóch gatunków, zaaranżowany w bardzo urozmaicony i dojrzały sposób, mnóstwo pomysłów, zmian tempa, "akcji" i do tego niezłe teksty.
Wyjątkowo nie będę się dziś silił na porównania, gdyż musicie sięgnąć po "IMMORTAL" bez żadnych "sugestii" i skosztować tych dźwięków - naprawdę są przednie. I choć brzmienie nie jest perfekcyjne (a szkoda), nie powinno Wam to zakłócić odbioru. Tak więc miłego odsłuchu życzę.
Maciek

NeWBReeD (PL) "LOST" (CD-R '03/DIMENSION "69" PROD.)

Przepraszam zespół, że ich debiutanckie demo tyle czekało na recenzję i się jej nie doczekało, ale w międzyczasie grupa nagrała dwa pełnoczasowe materiały i nie jest ono już w ogóle reprezentatywne. Tak prawdę mówiąc, to "SOLITARY" było gniotem, więc dobrze się stało jak się stało i teraz spokojnie mogę się zająć bardzo interesującym "LOST". Pierwsze co się rzuca w oczy, to skromne, ale staranne wydanie oraz właściwie podejście do promocji (drukowane ulotki etc.). A muzyka, to już zupełnie inny rozdział. Samo określenie ich dźwięków jako "total progressive death metal" może wprawiać w zakłopotanie, no bo gdzie tu np. ta totalność? Chyba, że NeWBReeD miało na myśli to, że ich kawałki są totalnie dziwne (w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Death metal, to też przesadzone określenie, bo parę przyspieszeń i growling jeszcze o niczym nie świadczy, więcej tu już doom metalu, rocka i jazzu (!). Nie mniej jednak "LOST" to bardzo intrygujący materiał. Przede wszystkim cholernie progresywny - mam wrażenie jakby Ci młodzieńcy wychowali się na KING CRIMSON, a nie na METALLICE, co wydaje się w dzisiejszych czasach niemal niedorzeczne! Wokale Tomka, to też bardzo odważne podejście do sprawy - są bardzo różnorodne i absolutnie nie można przejść obok nich obojętnie. To bardzo utalentowany chłopak i za parę lat może być "I-ligowym gardłem Rzeczpospolitej". Jego brat, Stanisław, obsługujący gary też poczynił duże postępy. Jazzowe granie jest u niego na porządku dziennym, do tego ten niespodziewany solowy popis w utworze tytułowym (wprawdzie nie oszałamiający, ale takie improwizacje zdarzają się bardzo rzadko i to tylko na koncertach). Bez dwóch zdań, razem z basistą tworzą bardzo oryginalny tandem na naszej metalowej scenie. Cóż, nie ulega wątpliwości, że NeWBReeD zaproponowało bardzo oryginalny i dojrzały, choć trudny w odbiorze materiał. Nie osiągnie on komercyjnego sukcesu, ale chłopakom chyba bardziej chodzi o uznanie dla ich ambitnej twórczości niż zyski. Cena: tylko 10 PLN!
Maciek

NIGHTLY GALE (PL) "ILLUSION OF EVIL" (CD '05)

Z tej recenzji nie dowiecie się niczego nowego, czego nie napisali inni pismacy przede mną, ale warto zwrócić uwagę na "ILLUSION OF EVIL" jeszcze raz. Po pierwsze, jest to chyba jedyny zespół w tym kraju, który gra funeral doom metal - gatunek do tej pory zarezerwowany dla depresyjnych Finów i Angoli. Po drugie, wykonują go bardzo dobrze, inteligentnie, nie boją się eksperymentów z wokalami czy z innymi gatunkami (black, muzyka progresywna) oraz korzystania z nietypowego dla metalu instrumentarium itd. Fanów Unholy chyba nie będę musiał namawiać do sięgnięcia po tę płytę, zaś maniaków My Dying Bride uprzedzam, że NIGHTLY GALE jest znacznie bardziej chore, awangardowe, mroczne i nie mniej depresyjne. Jeśli słyszeliście poprzedni krążek zabrzan, "...AND JESUS WEPT", wiecie, czego się można po tych szaleńcach spodziewać, choć uprzedzę lojalnie, że "ILLUSION OF EVIL" to jeszcze bardziej progresywny i dojrzały materiał, w dodatku lepiej zrealizowany.
Maciek

NIHILISTIKRYPT (EST) "REQUIRED SACRIFICES" (DEMO-CD '05) Nihilistikrypt

Mam bardzo mieszane uczucie jeśli chodzi o Estończyków z NIHILISTIKRYPT. Z jednej strony zespół chciałby chyba grać brutalny death metal niczym Cannibal Corpse, z drugiej strony ma ciągoty w kierunku bardziej agresywnego i melodyjnego grania w stylu Death, a nawet progresywno-technicznego. Mój znajomy, Gab z "Nihilistic Holocaust", porównał ich do wczesnych Atrocity i Disharmonic Orchestra i miał, kurdę, chłop sporo racji!
Muzycy, zwłaszcza gitarzyści, silą się na oryginalne pomysły, ale nie wychodzi im z tego nic miażdżącego ani powalającego, raczej coś intrygującego. Na pewno na uwagę zasługuje podejście zespołu do promocji (profesjonalna wkładka, CD-R z nadrukiem, zdjęcie, duży drukowany flyer etc.) i wydawania swoich nagrań, ale to za mało. Najważniejsza jest muzyka, a ta sprawia wrażenie niezdecydowanej, rozbieżnej. Tak jakby muzykami targały sprzeczne emocje i idee odnośnie wspólnego grania. Słychać, że mają możliwości, wiedzą też jak promować swój metal, potrzebują tylko stworzyć bardziej skonsolidowany i potężny materiał, mniej pokręcony. Może im się to uda z nowym bębniarzem, Zombie?...
Maciek

NOMENMORTIS (SK) "PROMO 2003"

Trzy utwory brutalnego grind core'a składają się na to promo, na którym muzyka nawet czasami zapędza się gdzieś w rejony starego death metalu. Cóż można powiedzieć o muzyce, która nosi słuchacza po całym mieszkaniu? Dużo zmian tempa, opętańcza szybkość na przemian ze średnimi i walcowatymi. Słychać, że muzykom nie brak doświadczenia, nie małego ogrania, a tym bardziej znajomości sceny grind i death. Jedynym mankamentem tej muzyki i najsłabszym punktem jest wokal, który, moim zdaniem, nie współgra z całością i jednocześnie tamuje brutalność i skonkretyzowanie riffów. Jest nierówno "śpiewany", niepotrzebnie przyspiesza w momentach, gdzie powinien zaznaczyć melodyjność danego fragmentu, tym bardziej, że takie bezmyślne darcie ryja nie jest ani brutalne, ani też nowatorskie - po prostu tępe i prostackie. Wg mnie zmiana wokalisty lub sposobu interpretacji wokalnej tylko wyjdzie zespołowi na dobre
Lucid

NON OPUS DEI (PL) "THE QUINTESSENCE" (CD '06/PAGAN) Rozmiar: 9757 bajtów

NON OPUS DEI niemal od początku swojej kariery serwuje awangardowy black metal, kurewsko mroczny i inteligentny. Nie wiem, z jakim odzewem fanów spotyka się ta, niełatwa przecież w odbiorze, muzyka, ale np. recenzenci nie szczędzą grupie pochwał. "THE QUINTESSENCE" to kontynuacja "VI: THE SATANACHISTS CREDO", choć słychać różnice w brzmieniu (to na nowej płycie sprawia wrażenie mniej dynamicznego, za to bardziej surowego i gęstego) i w wokalach (na poprzednim krążku Klimorh troszkę więcej eksperymentował ze śpiewem). Album rozpoczyna się w stylu starego Moonspell, by później przerodzić się w skandynawskie dźwięki, wyróżniające się jednak oryginalnością. Sporo tu kombinowania i dramaturgii, czy nietypowych zagrań gitarzysty. Tak więc na nudę nie powinniście narzekać, choć nie brak tu i transowych fragmentów. Nie ma też na tym materiale zbyt wielu szybkich partii, pełnych furii, za to znajdziecie mnóstwo marszowego, atmosferycznego grania, choć można dopatrzyć się w tym jakiejś swoistej agresji.
Ogólnie, płyta zaadresowana jest do myślących fanów black metalu. A zresztą, co ja się będę tutaj produkował - obejrzyjcie dwa teledyski, które można ściągnąć ze strony zespołu bądź wytwórni i już będziecie mieli, mniej więcej, wyobrażenie o muzyce olsztynian.
Maciek

NONE (PL) "BLACKSTAR" (CD '03/MMP)
None

Powiem szczerze, że do ich nowej płyty podchodziłem z pewną rezerwą. Dla mnie nigdy nic ciekawego nie wnosili do muzyki i zawsze unikałem kontaktu z ich muzycznymi dokonaniami. NONE było polską, wierną kopią tego, co Max Cavalera tworzył kiedyś w SEPULTURZE, a dziś kontynuuje w SOULFLY. Zdanie zmieniłem po przesłuchaniu ich nowej płyty, ale nie do końca. "BLACKSTAR" jest już trzecim krążkiem w dorobku grupy po "PROCREATION" i debiutanckim "NO ONE". Goście z NONE dalej kroczą tą ścieżką, którą wytarli na samym początku swej działalności, z tą różnicą, że oprócz echa Maxa słychać także wpływy Roba Flynna z MACHINE HEAD. To połączenie wychodzi im całkiem ciekawie, co słychać już w pierwszym utworze, tytułowym zresztą, bardzo przypominającym to, co działo się na płycie "BURNING RED" wspomnianego już MACHINE HEAD. Takich utworów jest zresztą na "BLACKSTAR" więcej. Chwilami przychodzi na myśl niezapomniany ALICE IN CHAINS, a to dzięki refrenom w "Get Into My Mind" i "Hard On My Way". Generalnie, utwory są utrzymane w tym samym klimacie, czyli skocznie, ciężko i melodyjnie. Czasem pojawia się jakaś elektronika ("M.A.S."), która dodaje specyficznego charakteru i smaczku. Najciekawszym dla mnie utworem na płycie jest "Burning Land", który otwiera wiolonczela. Od razu nasuwa się skojarzenie z APOCALYPTICĄ. Ogólnie, "Czarnej Gwiazdy" słucha się bardzo dobrze, czego na pewno zasługą jest brzmienie jakie uzyskano w studiu "Q" w Pile. Jak wspominałem, zdanie zmieniłem, gdyż NONE zawitało do kliniki, gdzie poddano ich "detoksykacji Maxa", tak że w końcu zaczęli mieszać w innych rejonach muzycznych, dodając także dużo od siebie. Mam nadzieję, że kolejna płyta NONE pokaże ich prawdziwą twarz już bez dodatków w postaci panów Cavalery i Flynna. Dodam również, że do zespołu doszedł nowy człowiek, co na pewno wpłynęło na ich kierunek i styl muzyczny.
PP

Rozmiar: 10919 bajtów NORTH (PL) "NA POLACH BITEW" (CD '06/PAGAN)

Że NORTH to stara i zasłużona horda, pewnie każdy z Was wie. Że grają szybki pagan black metal, też pewnie wiecie. Tak że łatwo się też domyślić, iż "NA POLACH BITEW" to porządny krążek. Nie nowatorski, nie zaskakujący, ale zawierający po prostu solidne, pogańskie granie z polskimi wokalami. Całość ma surowe brzmienie (dlatego tym bardziej słychać, że perkusja była mocno robiona na komputerze (triggery itd.); swoją drogą ciekaw jestem jak perkusista dałby sobie radę na koncercie), ale zespół np. nie stroni od wibrujących solówek (!), przez co materiał zyskał na atrakcyjności i nie sprawia wrażenia bardzo monotonnego. W sumie, jest to zbliżone do tego, co NORTH zaprezentował już na poprzedniej płycie zatytułowanej "KORONA".
"NA POLACH BITEW" to może i smakowity kąsek, ale tylko dla fanów takiego nieskomplikowanego, black metalowego łojenia.
Maciek

NORTHWAIL (PL) "GENESIS" (DEMO '04)

Nie jestem ani miłośnikiem, ani znawcą black metalu, ale pierwszy oficjalny materiał NORTHWAIL nawet mnie nie zniechęcił, mimo wielu niedociągnięć. Ale po kolei. Z pewnością słychać, że zespół ma aspiracje tworzyć urozmaicone utwory (liczne zwolnienia, zmiany klimatu, ciekawie wplecione partie skrzypiec!), ale brakuje im umiejętności. Tyczy się to zwłaszcza bębniarza, którego przejścia i zagrywki są bardzo... skromne. Myślę jednak, że za parę lat będą w stanie nagrać coś na miarę np. "BLACK ALTAR", bo o perełkę pokroju "INHUMAN RITUAL MASSMURDER" THUNDERBOLT raczej bym ich nie posądzał. Tak jak przed chwilą pisałem, materiał ten jest stosunkowo urozmaicony, choć sporo w tym jeszcze niepotrzebnych dźwięków, by nie powiedzieć przypadkowych. Ogólnie jest nieźle, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że to początki. Jest w tej muzyce coś intrygującego, mimo że przy pierwszym zetknięciu wydaje się ona bardzo przeciętna. Jak ktoś jest kolekcjonerem i lubi black metal w polsko-norweskim stylu, to zachęcam do kupna. Pozostałym sugeruję oczekiwanie na nowy, miejmy nadzieję, że dużo lepszy materiał.
Maciek

NYCTICORAX (LV) "UMBRA MORTIS" (CD '04)

Słabo. Albowiem "UMBRA MORTIS" zawiera baardzo przeciętny black metal z mnóstwem trywialnych rozwiązań. Nawet wokale w ojczystym języku nie dodają materiałowi egzotyki, tylko obnażają jego małość. Słyszałem parę nowych numerów, wydają się trochę lepsze, ale to jeszcze dużo, dużo za mało.
Cóż, kiepsko znam łotewską scenę, ale np. Neglected Fields i Skyforger w porównaniu z NYCTICORAX wydają się być geniuszami i bogami zarazem. Dlatego unikajcie tego ostatniego zespołu, za to sięgnijcie po takie krążki jak np. "Splenetic" czy "Thunderfoge"!
Maciek

OBLITERATE (SK) "TANGLED WAYS" (CD '03/EXTREMIST)

OBLITERATE to nic innego jak tylko klon NAPALM DEATH. Jako że Anglicy grali różną muzykę w ciągu swej długiej kariery, podpowiem Wam, że muzyka OBLITERATE najbliższa jest erze "Utopia Banished" (czyli pomostowi pomiędzy starym grind core'owym stylem a nowym, nowoczesnym death/grindem). oczywiście, wolę oryginał, ale jeśli NAPALM DEATH jest dla Was zbyt komercyjny, OBLITERATE będzie ich świetnym podziemnym odpowiednikiem. Na "TANGLED WAYS" podoba mi się ten żywy sound, nie jest tak sztuczny jak na większości obecnych produkcji. Ale na przykład ostatni kawałek zatytułowany "Skin" to taki zindustrializowany remix coveru TESTIMONY, który brzmi jak świetny MEATHOOK SEED!
To wszystko co jestem w stanie napisać o tej słowackiej grupie. Jeśli nie przeszkadza Wam zupełny brak oryginalności, możecie nabyć ten krążek.
Maciek

OBSCURE (PL) "ANTICHRISTIAN CRUSADE" (DEMO '03) Obscure

Takie granie, to w Polsce wciąż rzadkość. OBSCURE para się bowiem melodyjnym death/black metalem z ukierunkowaniem na Skandynawię, oczywiście. Na pewno nie oczekujcie geniuszu na miarę Dissection, Necrophobic czy Grotesque, ale to mniej więcej te rejony. Kompozycje urozmaicone, wokale przepisowe (bo są "evil" he,he), brzmienie podziemne, ale fajne, choć co bardziej wymagającym może przeszkadzać automat perkusyjny (na szczęście, na "ANTICHRISTIAN CRUSADE" tak bardzo nie razi). Całość trwa jedynie 10 minut, przez co zostawia niedosyt, czego nie mogę na przykład powiedzieć o recenzowanym przed chwilą Spiral Madness. O zespole jest jednak od jakiegoś czasu bardzo cicho i obawiam się, że prędko nie doczekamy się następcy omawianego materiału.
Maciek

ONE STEP BEYOND (AUS) "LIFE IMITATES ART" (CD '02)

Już sama nazwa zespołu jak i tytuł zapowiada, że będziemy mieli do czynienia z czymś innym... Stoner rock i ENTOMBED (trzeci utwór) są podwaliną najbardziej widoczną na tej płycie, choć właściwie o każdym utworze można by pisać z osobna. Słychać, że muzycy nie zakotwiczyli swoich inspiracji w jednym gatunku, ponieważ przeplatają się tu także takie style jak death metal, psychodelia, punk rock, grind, trochę gotyk, reggae z patetycznym i znikomym black metalem! Uzupełniające się nawzajem niski i wysoki wokal, wręcz wariackie gitary, perkusja, która potrafi bez przeszkód odnaleźć się w blastach jak i jazzowych zagrywkach (choć jest zaprogramowana, to odczucie sztuczności jest niezauważalne) i jeszcze bas, który wzmacnia całe to szaleństwo - tak po części scharakteryzowałbym tę płytę, ale uwierzcie mi, z każdym jej przesłuchiwaniem mógłbym opisać ją inaczej. Nie można odebrać muzykom umiejętności, pomysłowości i kreatywności. Nagranie jest dobre, czytelne i selektywne. Nie jest to muzyka jednowymiarowa i taka, którą wiesz, w którą szufladę wsadzić, ponieważ, jak wspomniałem na początku, każdy z utworów to inny styl muzyki i zupełnie inne na niego spojrzenie. I czy każdemu z was takie podejście do grania muzyki odpowiada? Radzę przekonać się o tym osobiście!
Lucid

Orakle ORAKLE (F) "UNI AUX CIMES" (CD '05 / MELANCHOLIA/TWILIGHT VERTRIEB)

ORAKLE pochodzi z Francji i tworzy interesujący rodzaj black (?) metalu określanego ostatnimi czasy jako post-black. Podczas obcowania z "UNI AUX CIMES" natkniecie się na wiele wściekłych, brutalnych i agresywnych partii, jak również na zwolnienia oraz symfoniczne czy nawet nowoczesne, progresywne pomysły. Te ostanie podobają mi się tutaj najbardziej, ale, oczywiście, jeśli miałbym wybierać, to chętniej sięgnąłbym już po Emperor, Dimmu Borgir, Arcturus, czy, nie szukając daleko, Anorexia Nervosa. Ale jeśli jesteście bardzo otwarci na taką formę black metalu i nie przeszkadzają Wam pojawiające się czasami czyste wokale, to polubicie i ORAKLE, bo to naprawdę obiecujący i utalentowany zespół.
Interesującą kwestią jest też fakt, że ORAKLE to tylko trzyosobowa grupa, ale ich muzyka sprawia wrażenie bardzo złożonej i bogatej aranżacyjnie. Tak że moje gratulacje!
Maciek

PANDEMIA (CZ) "RIVEN" (CD '05 / RAWFORCE/METAL AGE) Rozmiar: 6711 bajtów

Parę ładnych lat temu o PANDEMIA mówiło się sporo, głównie dzięki solidnej muzyce i niezłej promocji ze strony zespołu i LOST DISCIPLE REC. Ale odnoszę wrażenie, że ich ostatni krążek przeszedł bez większego echa, bo zaniedbano trochę promocję i tym samym album nie został należycie doceniony. Wielka szkoda, bo "RIVEN" to, jak dotąd, ich najlepsze i najbardziej dojrzałe osiągnięcie, a w moim osobistym rankingu PANDEMIA to najlepszy death metalowy akt w Czechach! Grupa preferuje bardzo porządne, szybkie, a przy tym inteligentne granie w stylu Vader, Morbid Angel czy Hate Eternal, urozmaicone sporą ilością dość mrocznych zwolnień. Od wysokiego poziomu płyty odstaje jedynie dość przeciętny wokal i mało soczyste brzmienie. Poza tym, nie widzę słabych punktów! Aha, muza ta nie wpada w ucho od razu, raczej wymaga wielu przesłuchań, by docenić jej wszystkie walory, o czym najlepiej przekonajcie się sami, kupując płytę chociażby od PAGAN REC.
Maciek

panzerchrist-roomservice PANZERCHRIST (DK) "ROOM SERVICE" (CD '03/MIGHTY MUSIC)

Co mogę napisać o muzyce, która właściwie według mnie nie potrzebuje żadnej rekomendacji i reklamy? Death metal na wysokim, światowym poziomie! Po wysłuchaniu ostatnich dokonań moich ulubionych zespołów, które są na tzw. górnej półce każdego szanującego się maniaka metalu, i nie tylko, (nazwy są nieistotne, każdy wie co jest znane) byłem cholernie rozczarowany. Co z tego, że niektóre tuzy powróciły po latach milczenia, skoro właściwie nic się nie zmieniły i niczego nowego i twórczego w muzyce nie odkryły, wciąż są takie same i myślę, że tylko chęć jakiegoś zysku i powiedzmy obecny trend na tę muzykę zmusiły ich do powrotu. Słuchając zaś PANZERCHRIST aż łezka się w oku kręci - to potężne brzmienie, przemyślane aranżacje utworów, "gryzące" się gitary, harmonie, potężna perkusja i wokal! Chyba każdy z Was zna Illdisposed? To właśnie ten sam głos Bo Summera! Słuchając płyty "ROOM SERVICE" mam wrażenie jakbym powrócił do lat 90-tych, zabrał stamtąd wszystko co najlepsze, przekształcił w myśli i postęp obecnych czasów i poił swój zachłanny, nienasycony agresją i potęgą słuch do utraty przytomności. Tym bardziej, że takie zespoły i płyty dodają mi sił po rozczarowaniach, znużeniach i wręcz obrzydzeniach obecną sceną i ciągłym sprzedawaniem swojej duszy za sukces i sławę. Tylko w imię czego? Bardzo gorąco polecam! Pozycja najwyższych lotów!
Lucid

PANZERFAUST (PL) "GRAND NUCLEAR DESOLATION" (DEMO '04)

Jak zespół nazywa się PANZERFAUST, za tytuł nagrania przyjął sobie "GRAND NUCLEAR DESOLATION", w składzie ma muzyków SHEMHAMFORASH i do tego pochodzi z Wrocławia, to nie mogą to być cioty! I tak też jest w rzeczywistości - ten PANZERFAUST (bo jest sporo grup o tej nazwie) to prawdziwe piekło i armagedon na Ziemi połączone z nienawiścią do ludzi i pochwałą Osamy bin Ladena! W dodatku opatrzone brzmieniem automatu, które dodaje muzyce jeszcze większego chłodu i industrialnego posmaku. Wokale wyrzygują z siebie niepoprawne politycznie treści, automat wyrzuca szybkie rytmy bez opamiętania, a z gitar wydobywa się tylko zniszczenie i smród siarki. Prosta to muzyka, mocno zainspirowana sceną norweską (stąd też obecność coveru Mayhem "Funeral Fog"), ale swój cel osiągnęła - po 26 minutach obcowania z tym materiałem nie wiele ze mnie zostało, zwłaszcza z moich uszu. Polecam!
Maciek

PARA WINO (PL) "W DUPĘ AMERYKAŃSKĄ REKLAMĘ NA POLSKIEJ ZIEMI" (DCD '03/DYWIZJA KOT)

PARA WINO jako "POLISH PUNK CLASSIC" he,he. To chyba pomyłka, bo przecież sam PARA WINO odcina się od nurtu PUNK, zawsze powtarza, że nie jest punkiem. Jeśli chodzi o twórczość, to może jest to, co faktycznie mając 11 lat mógłbym nazwać "punk rockiem", ale mając ich dużo więcej oraz szerszy obraz całości, stwierdzam, że jedynie pana Pasikowskiego mógłby zainteresować ten materiał dla nieletnich, których przecież kręcą teksty typu: "za mało 'kurwa', kurwa!". To tyle,
J@ Punk
P.S. Jeśli masz 4 lata i kręcone włosy - naprawdę polecam.

PARA WINO (PL) "KOLĘDY ALTERNATYWNE" (CD '03/DYWIZJA KOT)

Nie ja jeden nie wyobrażam sobie punków z irokezami, zatwardziałych anarchistów, przy wspólnym stole śpiewających kolędy ("BÓG NIE ŻYJE, BOGA NIE MA"). No cóż, twórczość taka a nie inna, proste rytmy, choć PARA WINO zawiódł, że nie poprzerabiał tekstów kolęd, nie ubrał ich w gęstą sieć wulgaryzmów, których przecież tak bardzo lubi używać (np. "chuj się rodzi, noc truchleje, Józef Maryję leje, rządzą kurwy i złodzieje"). Ja, ortodoksyjny punk, polecam. Polecam jako ciekawostkę.
J@

PARRICIDE / PATOLOGICUM / DEFORMED "CUT YOUR HEAD BEFORE THEY DO" (3-way split CD '03/SURGICAL DIATHESIS/CRUDE ENT.)

Ciekawe to wydawnictwo, gdyż przedstawia na żywo (zarówno w wersji audio jak i video) trzy dobre, bardzo brutalne zespoły z krajowego podwórka (po 6 utworów każdej hordy) i co najważniejsze, każdy wymiata na swój sposób. Zapiski koncertów video należy traktować bardziej jako ciekawostkę, gdyż brzmienie i obraz nie są rewelacyjne, natomiast w odtwarzaczu CD słucha się już grup bardzo dobrze. Twórczość tych trzech zespołów jest Wam zapewne dobrze znana, gdyż wszystkie z nich dobrze wiedzą, jak się promować i robią to bardzo skutecznie.
PARRICIDE łoją w bardzo konsekwentny sposób swój brutalny death metal, głównie z płyty "ILLTREAT" (włącznie z nieźle wykonanym coverem CANNIBAL CORPSE "Hammer Smashed Face"), bowiem z "KINGDOM OF DOWNFALL" mamy tu tylko "Resurrection To Come" i "Daddy's Death".
PATOLOGICUM też nie dali dupy. Tutaj nie ma zlituj się, dlatego zespół nie oszczędza publiczności, tylko morduje ich swoim prostym grindem. Mamy tu parę numerów z CD "HECATOMB OF ABERRATION" oraz parę nowych (?).
DEFORMED niemal w całości przedstawił swoje demo "EVERYTHING IS A FUN TORTURE". Po nich na pewno wiecie, czego się spodziewać. Brutalność, swoista chwytliwość, no i automat, który pewnie już na zawsze stanie się czwartym członkiem (he,he) zespołu.
Co mogę jeszcze dodać? Chyba tylko tyle, że warto mieć ten split w swojej kolekcji.
Maciek

PATHOGEN (AUS) "BLOODLINE" (CD '05/PRIME CUTS MUSIC)

Nazwa grupy wskazywałaby na to, że będziemy mieli do czynienia z zespołem grind. Ale nic bardziej mylnego, bowiem PATHOGEN gra... melodyjny death w najlepszym skandynawskim stylu! Z jednej strony nie powinno to dziwić tych, którzy znają profil wydawniczy PRIME CUTS MUSIC - wytwórni, która promuje australijską scenę, a zwłaszcza zespoły grające właśnie melodyjno-agresywny death/thrash. Z drugiej strony trzeba przyznać, że Australijczycy dobrze sobie radzą, ba, w niektórych momentach są bardziej europejscy i profesjonalni niż wiele tutejszych grup. Dobrych umiejętności też im nie można odmówić, tak samo jak produkcji - czytelnej i dynamicznej. Nurtuje mnie tylko jedno pytania - czy ktoś potrzebuje kolejnego, tysięcznego zespołu poprawnie grającego melodyjny death/thrash?
Maciek

PATOLOGICUM (PL) "HECATOMB OF ABERRATION" (CD '03/CRUDE ENT./SOUND OF DECAY)

Fajna kapelka z tego PATOLOGICUM. Oczywiście, pod warunkiem, że kocha się grind. Geneza PATOLOGICUM jest prosta - paru znajomych muzyków się spotkało i postanowili założyć nowy zespół, mający pokazać światu, jak się powinno grać brutalną muzykę. Byli to członkowie ABYSS (!), EPITOME oraz Pachel (CRUDE ENT. i tysiące innych zajęć he,he). Nie wiem, na ile poważne jest ich podejście do sprawy, ale, mówiąc szczerze, wali mnie to. Liczy się przecież efekt finalny, a "HECATOMB OF ABERRATION" to bardzo przyzwoita młócka. Wydaje mi się, że chłopakom fajnie udało się połączyć twórczość MORTICIAN z tym, co prezentuje np. wiele tego typu zespołów z Czech. Choć w recenzjach napotkałem się tez z innymi porównaniami np. do DEAD INFECTION, REGURGITATE, czy PYREXIA! Tak że sami widzicie, że mamy tu mix wpływów anglosaskich i słowiańskich. Odrębną sprawą są wokale Pachela, które są mocno zezwierzęcone i dość urozmaicone, choć niektórych takie pochrząkiwania mogą drażnić bądź bawić. Ich sprawa. Tak jak już wspominałem, miłośnicy brutalności w czystej postaci powinni spróbować się zmierzyć z PATOLOGICUM (i podejrzewam, że tak też już uczynili), natomiast reszta niech sobie da spokój. Jest przecież tyle piękniejszych i delikatniejszych grup na świecie...
Maciek

PEST (S) "BLASPHEMY IS MY THRONE" (CD '03/BLOODSTONE ENTERTAINMENT) pest

Jak zapewne dobrze wiecie, Black Metal to nie moja brocha. Mimo to, spodobała mi się muzyka PEST. Wprawdzie to typowy skandynawski Black Metal w swej najczystszej postaci, ponury i surowy, zagrany w najlepszej tradycji DarkThrone i Burzum, choć bardziej w średnich i wolnych tempach, ale oczywiście można też usłyszeć szybsze bicia. Dźwięk i wokale też są w porządku, więc tym bardziej powinno się Wam podobać. Poza tym, zagrali parę zajebistych riffów, na przykład ten otwierający "Circle Of Damnation's Five". Mimo że jest on trochę black/thrashowy, wydaje mi się, że zespół powinien podążać właśnie w takim kierunku.
Szczerze mówiąc, "BLASPHEMY IS MY THRONE" to bardzo stary materiał i nie wiem na ile zespół się rozwinął od czasów tamtej sesji, ale przypuszczam, że wciąż kopią chrześcijańskie dupska tym swoim Black Metalem. Oczywiście, PEST to nie jakiś wybitny zespół, ale naprawdę solidny. Tak więc sprawdźcie ich i Czcijcie Go!
Maciek

PESTILENTIAL SHADOWS (AUS) "CURSED" (CD '06/GOATOWAREX)

PESTILENTIAL SHADOWS pochodzi z Australii i wykonuje black metal w Skandynawskim stylu. A oznacza to, po prostu, szybki, agresywny i trochę mizantropijny materiał. Wadą płyty jest automat perkusyjny, poza tym produkcja spełnia standardy dla surowego napierdolu. To raczej prosta muza, ale jest wystarczająco mroczna, by zwrócić waszą uwagę. Tak szczerze mówiąc, to FUNERAL MOURNING zrobiło na mnie większe wrażenie, ale ich muza to przecież inna para kaloszy...
Maciek

PHAETON (PL) "OMNIPRESENCE OF XAOS" (DEMO '04)

Mimo bardzo porządnego wykonania i technicznego zaawansowania, zauważyłem, że materiał ten nie wzbudza wśród recenzentów entuzjazmu. Ale kiedyś Pestilence tez się oberwało za "Spheres", jest też dużo fanów Death, którzy wielbią "Leprosy" nad "Human" i ja ich rozumiem. Tak, złożone i trudne w odbiorze materiały muszą się liczyć z niezrozumieniem. Ale chyba najważniejsze, żeby muzyka sprawiała frajdę przede wszystkim zespołowi, prawda? A tak niewątpliwie jest w przypadku PHAETON...
Jeśli jara was progresywny death metal w stylu późnego Death, Misanthrope, Sadist czy polskich Tenebris, Praespe to polubicie "OMNIPRESENCE OF XAOS". Wbrew temu, co może sugerować tytuł, ta muzyka nie jest chaotyczna. Za to jest techniczna, z bardzo ciekawymi solówkami, z niezłymi partiami bębnów i ze sporą ilością klimatycznych dźwięków (nie ma tu takiej agresji jak np. na płytach Sceptic). No, może jedynie growle odstają od reszty i są bardzo przeciętne, ale nie ma płyty bez wad.
Cóż, jeśli nie odstraszyły was powyższe nazwy, piszcie do nich po to demo.
Maciek
Saymoon, Wyspiańskiego 8A, 76-150 Darłowo, phaetonband@wp.pl

PHOSPHOROS (PL) "MENTAL TECHNOLOGY OF SCIENTIFIC SELF-ILLUMINATION" (DEMO '06)

Materiał ten ponownie zawiera demo '05 "S-S-C THEORY ov THEOMORPHY" plus 2 nowe kawałki. Ogólnie, ogień, mówię wam! Jest to wysokich lotów black/death metal, bardzo dobrze zaaranżowany i wykonany, który wprawdzie może sprawiać wrażenie skomplikowanego i nieco zakręconego, ale jak dla mnie jest bardzo przystępny i chwytliwy. Mało mamy w kraju takich kapel, parę lat temu podobnie grał Behemoth na "Pandemonic Incantations", obecnie chyba też tylko kilka zespołów. Choć na Zachodzie częściej można spotkać takie granie...
"MENTAL TECHNOLOGY..." zawiera chyba wszystko, co powinno zawierać porządne demo z taką muzyką: dobre, blackowe wokale (+ bardziej czyste śpiewy i chóry!), szybkie, średnie i wolne tempa, mocne riffy, rozbudowane solówki, awangardowe przerywniki, inteligentne teksty i dozę oryginalności. Tak że zapamiętajcie i wspierajcie tę nazwę - PHOSPHOROS! No i koniecznie zdobądźcie to demo, bo to 30 minut naprawdę ambitnej, dojrzałej i dobrej muzyki. Bardziej niż godne polecenia!
Maciek
Jerzy Stachów, ul. Kościuszki 5, 48-385 Otmuchów, phosphoros4@tlen.pl

Porphyria PORPHYRIA (PL) "MAYHEMIC BLAST" (split CD w/ SOULLESS '04/REDRUM 666)

Nie jest to nadzwyczajny materiał, raczej przeciętna death/grindowa rzeźnia. Na płytce usłyszycie średniej jakości brzmienie, bardzo szybkie, lecz zagrane bez polotu, tempa perkusji (która nota bene brzmi bardzo sztucznie), typowy grindowy growling i... tyle. Aha, zapomniałem o "Stalement" - coverze NAPALM DEATH, zespołu, który zdaje się być wyznacznikiem tego co lubi i wykonuje PORPHYRIA, zwłaszcza jeśli chodzi o najszybsze i najbardziej brutalne momenty.
Cóż, sensacji to oni swym debiutem nie wywołali, ale nadzieje rokują. Ich muzyka potrzebuje tylko nabrać dojrzałości, wyrafinowania, przydałoby się też poprawić brzmienie i urozmaicić kompozycje. W każdym bądź razie będę ich miał na oku.
Maciek

"POSSESSED TORMENTOR 'zine #1"

Każdemu życzyłbym tak udanego debiutanckiego numeru! W środku możecie znaleźć: fajne pogawędki (np. z chłopakami z Necroscope 'zine, Goat Tyrant/Complete Necro 'zine, Tomkiem - cdr/dvd traderem, Forefather i innymi zespołami), mnóstwo krótkich, ale konkretnych recenzji (także koncertowych bootlegów, filmów porno, no i klasyków metalu!) - głównie oldskulowy stuff, argh! Bardzo dużo miejsca poświęcone jest blackmetalowym wydawnictwom, co nie bardzo mnie zadowala, ale dużo jest też Death Metalu, więc w sumie jest OK. Obok każdej recenzji umieszczone jest logo zespołu, co przypomina mi wielki kiedyś "Holocaust mag", ale dajmy spokój, każdy z nas ma jakieś wzorce. Mocno polecam (ale tylko jeśli znacie angielski)!
Maciek
c/o Paweł Wójtowicz, Mozarta 16, 80-166 Gdańsk, Knokkelmann1@yahoo.com.au

POST-MORTEM (F) "MANKIND AUTOPSY" (MCD '01)

Materiał dotarł do mnie ze sporym opóźnieniem, dodatkowo przeleżał swoje na półce, tak że niech was nie zdziwi data ukazania się tego MCD. Na szczęście, nic nie straciliście, bo POST-MORTEM gra średniej jakości death metal do jakiego przyzwyczaiła nas większość kapel z Francji. Wystarczy wymienić takie nazwy jak APOPLEXY czy DISGUST. Owszem, "MAKIND AUTOPSY" zawiera rzetelne europejsko-amerykańskie granie, dobrze brzmiące, momentami nawet chwytliwe, tak że nóżka sama zaczyna przytupywać, ale nic poza tym.
Maciek

PRAESEPE (PL) "NGC 2632 V M44" (DEMO '06)

"NGC 2632 V M44" to materiał mocno naznaczony piętnem braci Wołonciej z NEWBREED. Stanley zrealizował go bowiem w swoim domowym 213 Studio, dodatkowo zagrał partie klawiszy, basu (w jednym kawałku) oraz 2 sola, zaś jego brat, Tomasz, nagrał na "NGC 2632 V M44" wszystkie wokale. Na szczęście, nie miało to istotnego wpływu na muzyczne oblicze PRAESEPE i dlatego, zamiast dźwięków a'la OPETH (jakie serwuje właśnie NEWBREED), otrzymacie bardziej moce granie. PRAESEPE zdecydowanie za wzór do naśladowania i źródło inspiracji upodobał sobie techniczny, progresywny death metal z "kosmicznym klimatem" jaki kiedyś grały takie wyśmienite zespoły jak CYNIC, ATHEIST, czy późny PESTILENCE. Zresztą, znajdziecie tu nienajgorzej wykonany cover Holendrów, genialny już klasyk "Land Of Tears" (o ile mnie pamięć nie myli, mierzył się już z nim na koncertach SCEPTIC). A więc wiadomo, "NGC 2632 V M44" to całe mnóstwo: ciekawych pomysłów, zmian tempa, przeróżnych partii gitar (zarówno agresywnych jak ciężkich, a także spokojnych, progresywnych), zakręconych solówek, jazzowych patentów. Na szczęście, nie jest to tylko zlepek przypadkowych idei i mimo swej całej zawiłości słucha się tego nad wyraz dobrze, chyba grupie udało się stworzyć coś przystępnego, choć, nie oszukujmy się, mało wyrafinowany słuchacz i tak będzie miał z tą muzyką pewien problem...
Jak dla mnie, bardzo interesujący band, który gorąco polecam fanom metalu o otwartych umysłach.
Maciek

PROFUNDIS (PL) "NOKTURN" (DEMO '05)

Ale, kurwa, zajebisty materiał! Nigdy bym nie przypuszczał, że jakiś polski debiutant grający pagan black/death metal, zrobi na mnie takie wrażenie! Jeśli lubicie szybkie, intensywne ale urozmaicone blackowe granie, z dość melodyjnymi gitarami (choć np. na początku utworu tytułowego są one bardzo brutalne, wręcz death metalowe) i nie przeszkadzają Wam polskie wokalizy, to obiecuję, że PROFUNDIS wejdzie Wam bez popitki. Przy okazji przypomniało mi się dobre CHRIST AGONY i inne tego typu rzeczy, ale bez obaw, jest w "NOKTURN" dużo świeżości (mimo że utwory pochodzą z lat 1997-2000!) i swoistego charakteru. Nie jest to jakiś bezmyślny klon ekipy Cezara czy kapel typu DISSECTION i ABUSSIVENESS, do których się ich często porównuje. Tak że pełna rekomendacja!
Maciek

PROGRESSIVE DEATH PROCEDURE (GB) "PROGRESSIVE DEATH PROCEDURE" (DEMO '03)

Pierwsze skojarzenia, jakie mi się nasuwają podczas słuchania tych pięciu utworów, to duży wpływ zespołu DEATH. I to chyba dobrze, bo nie jest to jakieś bezczelne powielanie, tylko duży, dość widoczny wpływ. W muzyce P.D.P. pojawiają się też niewielkie wpływy szwedzkiej sceny (np. IN FLAMES). Skład zespołu także napawa pewną zadumą i wprawia w małe zakłopotanie, bo członkowie zespołu deklarują angielskie pochodzenie, a ich nazwiska są jak najbardziej greckie i może sam ten fakt dodaje ich muzyce dość dziwnego posmaku death metalu, który skłania się raczej w stronę melodyjności i średnich temp. Nagranie dość dobre, ale mi nie "podchodzi" niski wokal - może jest zbyt wysunięty do przodu? Także brzmienie perkusji mogłoby być lepsze, bardziej głębokie, bo stopy brzmią fatalnie, tamy powinny brzmieć, a raczej bardziej przypominać brzmienie perkusji. Muzyka P.D.P. nie jest jakimś wielkim odkryciem i jak na mój gust za mało w niej jadu i agresji. Melodie są zbyt ograne i przy dłuższym obcowaniu z tym demo może nawet zemdlić. Uważam, że czasy świetności melodyjnej sceny rodem z Północy mamy za sobą, ale skoro kogoś nadal ona fascynuje, to powinien po nią sięgnąć. Mnie osobiście muzyka tego zespołu w żaden zachwyt nie wprawiła.
Lucid

QUINTA ESSENTIA (USA) "NEUTRALITY FOR DEFINED CHAOS" (CD '06/DEATHGASM) Rozmiar: 9868 bajtów

QUINTA ESSENTIA to dla mnie całkowicie nieznany zespół, ale chłopaki wywarli jak najbardziej pozytywne wrażenie. Połączyli bowiem death i black metal w unikalny i inteligentny sposób tak, aby wyszła z tego mroczna, ale zarazem techniczna muzyka. Nie ma zbyt wiele kapel grających w ten sposób, oprócz kilku w USA (na myśl przychodzi mi teraz jedynie Aurora Borealis). No cóż, wyobraźcie sobie Death z środkowego okresu działalności wymieszany z skandynawskim black metalem (np. Emperor czy Dark Funeral w szybkich partiach) - musi to być trochę dziwne połączenie, nie sądzicie? Dodajcie do tego mnóstwo dobrych, interesujących i zróżnicowanych solówek i jesteście w domu. Podejrzewam, że nawet niektórzy fani old schoolowego grania mogliby to polubić, bo jest tu trochę starego feelingu, ale generalnie ta muzyka potrzebuje czasu, wielu przesłuchań, potrzebuje dojrzeć w słuchaczu. Nie jest to łatwy materiał, to na pewno, ale przyszłość należy właśnie do takich zespołów jak QUINTA ESSENTIA.
Maciek

RABBATH AMMON (JOR) "RABBATH AMMON" (DEMO '05)

Dziś zrecenzowałem tyle zespołów, które stosują automat perkusyjny, że naprawdę mam już dość. Dlaczego nikt nie chce grać na bębnach?! Tylko te gitary i gitary… Hej, ludzie, bycie frontmanem to wcale nie jest łatwe zajęcie!… Ale do rzeczy, RABBATH AMMON pochodzi z Jordanu i chyba jest to najbardziej interesujący fakt związany z tym zespołem, ponieważ ich muzyka jest dla przykładu bardzo przeciętna. To mikstura black metalu z melodyjnymi elementami pochodzącymi zarówno z death jak i thrash metalu, ale efekt finalny jest zbyt melodyjny i nie wystarczająco zły, jak na mój muzyczny gust. Nawet cover Rotting Christ ("The Sign Of Evil Existence", który, jak wiecie, otwiera płytę "Thy Mighty Contract") nie ratuje tego wydawnictwa. Choć muszę stwierdzić, że te dwa zespoły mają trochę wspólnego. Oczywiście, RABBATH AMMON nigdy nie nagra tak wspaniałych płyt będących perfekcyjną mieszanką mroku i melodii jak to zrobili Grecy w przeszłości, ale kto wie, może pewnego dnia nas zaskoczą…
Maciek

RAVENCULT (GR) "COSMIC CHAOS" (DEMO-CD '03)

"COSMIC CHAOS" zawiera black metal ukazany w postaci czterech utworów. Nie pozbawiona nowatorskiego podejścia muzyka, brutalna, agresywna, przywodząca na myśl swymi melodiami i zagrywkami stary thrash, a czasami i death metal. Dobra, czytelna produkcja - właściwie nie można jej wiele zarzucić. Tak samo jest z muzyką, która swym wyrazem skłania do powrotu do dobrych czasów thrash metalu, znakomicie połączonego z dzisiejszym black metalem. Ale jest mały mankament, który psuje ogólną klasyfikację :). Według mnie całość kładzie takie granie jak w czwartym utworze - Panowie, to do Was nie pasuje i wręcz niweczy obraz trzech wcześniejszych agresywnych, motorycznych i opętańczych utworów! Pewne rzeczy na pewno powinny ulec przemyśleniom i zmianom, także wybór właściwej drogi muzycznej. Moim zdaniem, nie w każdej muzyce jest miejsce na eksperymentowanie. Powodzenia w dalszym rozwoju muzycznym.
Cena: 5$.
Lucid

REALM OF CARNIVORA (EST) "VERISED RELVAD" (CD '03/KETZER/ONSLAUGHTER) realm of carnivora

Bardzo prymitywny black metal z wpływami thrashu i nie wiem czego jeszcze, bo dawno nie słyszałem takiego chłamu. Może to takie posunięcie w stronę muzyki DARKTHRONE, a raczej sposobu jej grania? Jednak bardzo nieudane i wręcz żenujące. Nie wiem, jak można grać tak prostacko, bez jakiejkolwiek werwy, nie mówiąc o muzycznej głębi. Solówki są tak banalne, jakby wykonywał je ktoś dopiero co uczący się gry na gitarze. Mamy do czynienia z muzyką utrzymaną w raczej średnio-wolnych klimatach, w której chyba większy nacisk kładzie się na intra i przedutworowe wstawki niż na same utwory. Jeśli skłaniałbym się do porównań, to taki BURZUM byłby tu najodpowiedniejszy, choć Varg zrobił jakąś tam furorę w latach 90-tych, ale w XXI wieku takie granie mało kogo zachwyci, by nie powiedzieć zachęci do kupna tego CD. Dodam, że płyta zawiera dziewięć utworów w tym intro i outro, jakość nagrania jest raczej średnia, gitary brzmią kiepsko, wręcz "rażą" w uszy. Niczym mnie ta muzyka nie zachwyciła, ot taki "wlazł kotek na płotek" itd. Tylko dla wytrwałych oraz fanów BURZUM. Osobiście odradzam!
Lucid

REDEMPTOR (PL) "NONE POINTLESS BALANCE" (DEMO '05) Redemptor

Jeśli ktoś gra techniczny death metal, skojarzenia z DEATH i ich wpływy są nieuniknione. Tak, Chuck Schuldiner spłodził tysiące bękartów, a REDEMPTOR jest właśnie jednym z nich. Z tym że grupa należy do tych najmłodszych dzieci, bardziej brutalnych (ze względu na wokale i blasty), a mniej agresywnych. Można nawet powiedzieć, że ich korzenie to nie tylko grupa DEATH, ale w ogóle "US Death Metal".
Sporo tu melodii, często mających mało wspólnego z metalem, ale chłopaki nie boją się też czasem i porządnie przyłoić, pojawia się również klang (a jakże). Za to na pewno nie pasuje do tej muzyki ten surowy głos i dlatego warto by pomyśleć nad jakimiś wokalnymi urozmaiceniami. Z kolei bardzo podobają mi się solówki - miód dla uszu!
Poza tym, ciekaw jestem, czy chłopaki są w stanie odtworzyć te wszystkie dźwięki w takim samym stopniu na żywo. "Piję" tu głownie do perkusisty, bo wyraźnie słychać, że bębny były "robione", ale w HERTZ Studio to standard (a tak naprawdę, to obecnie w 90% studiów nagrań). Podejrzane jest też brzmienie gitar, takie charczące. Nie wiem tylko, czy to celowe, czy po prostu mieli chujowy wzmacniacz.
Mimo tego wszystkiego, REDEMPTOR to mocny punkt naszego podziemia.
Maciek

RESURRECTURIS (I) "THE CUCKOO CLOCKS OF HELL" (CD '04/MONDONGO CANIBALE))

Bardzo mnie ucieszyło, że Carlo Strappa, mimo braku spektakularnych sukcesów, nadal pcha ten wózek zwany RESURRECTURIS już od ponad 10 lat. Co bardziej uważni czytelnicy "BURNING ABYSS" powinni dobrze znać ten zespół, zaś tym mniej uważnym powiem, że Włosi grają bardzo dobrze wyważoną mieszankę death i nowoczesnego brutal thrash metalu. Na "THE CUCKOO CLOCKS OF HELL" aż roi się od inspiracji i przeróżnych wpływów, a niemal każdy riff przypomina zagranie innej kapeli, choćby np. CARCASS czy SEPULTURY. Mimo tego, słucha się tej płyty świetnie, tym bardziej, że album nieźle brzmi (choć np. perkusja aż za dynamicznie i sterylnie) i jest mocno urozmaicony, także w warstwie wokalnej. Nie jest to jakaś bardzo skomplikowana, trudna w odbiorze muzyka, na pewno jest bardziej przyswajalna niż poprzednia płyta "Nocturnal", dodatkową zaletą na korzyść "The Cuckoo..." jest obecność żywego, sprawnego bębniarza, tak że ogólne wrażenie jest bardzo pozytywne. Polecam!
Maciek

REVELATION OF DOOM (PL) "UNHOLY GOATFUCK" (CD '06/TIME BEFORE TIME) unholy goatfuck

To zabawne, ale właśnie szukałem e-maila do REVELATION OF DOOM, aby wymienić się nagraniami, kiedy nagle dotarła przesyłka od Kaosa (ex-Hate)! A w niej?...
No,no,no, wszystko wskazuje na to, ze Polska staje się powoli potęgą jeśli chodzi o old schoolowy death/black metal! Mamy przecież Witchmaster, Throneum, Hell-Born, Stillborn, Azarath, Bestial Raids, Blasphemy Rites, thrashowy Bloodthirst, no a teraz doszedł nam jeszcze REVELATION OF DOOM i od razu uplasował się na szczycie! Kluczem do sukcesu okazała się różnorodność - mamy tu bowiem zarówno zajebsite blasty, jak i thrashowe "umpa, umpa", a także potężne zwolnienia i granie w stylu Hellhammer/Celtic Frost. Nie bez znaczenia jest też bardzo dobry warsztat muzyków, a do całości z kolei dobrze pasuje barwa wokalu Longinusa (Shrapnel, ex-Dispulse), choć w tej materii przydałoby się trochę więcej urozmaiceń, a wiem, że chłopak ma możliwości. Zaś sam sound materiału jest za nowoczesny, zespół nie brzmi tak jak z lat 80-tych. Ale może o to im chodziło?
W każdym bądź razie musicie to mieć!
Maciek

RZEŹNIA (PL) "MATHEMATIC GRIND" (CD '03/SELFMADEGOD)

Nie wiem czemu moi "redakcyjni koledzy" z niechęcią odnoszą się do tego zespołu. Nie jest on mistrzem brutalnego grania, to fakt, ale trochę ekstremy uwalniają, choć trzeba obiektywnie przyznać, że "MATHEMATIC GRIND" to najsłabsza propozycja z wszystkich wydawnictw SELFMADEGOD RECORDS. Zagorzali fani grind core'a na pewno mają już tę płytę, a pozostali mogą sobie spokojnie darować. Wprawdzie słychać tu wpływy bardzo wczesnego CARCASS czy NAPALM DEATH, czyli starej, dobrej angielskiej szkoły, ale to nie wystarczy, by zachwycić się tym krążkiem. Być może końcowe wrażenie psują dodatkowo sample i jakieś "śmieszno-psychodeliczne" zagrywki?
Maciek

SACRIFICIO (PUERTO RICO) "FIN DE LA FÉ" (CD '04/DAN'S CRYPT)

Nie potrafię zrozumieć SACRIFICIO. A to dlatego, że momentami słychać, iż stać ich na sporo, mają zajebiste zagrywki, by po chwili wykonać taką amatorską chałę, że aż wstyd. Ogólnie, zespół porusza się w stylistyce brutalnego death metalu a'la SUFFOCATION, choć z większą dozą melodii. Myślę, że to stwierdzenie mówi wszystko i powinno Wam wystarczyć. Dla niewtajemniczonych dodam, że chodzi o brutalny death metal z licznymi, ciężkimi zwolnieniami, bardzo niskim growlem i grobową atmosferą. Niestety, tak jak przed chwilą wspominałem, poziom wykonawczy i aranżacyjny waha się tu jak psychika polskiej reprezentacji siatkarskiej, czyli bardzo często i dużo. Na pewno SACRIFICIO czeka jeszcze dużo pracy, ale nie są na straconej pozycji.
Maciek

SACRIVERSUM (PL) "MOZARTIA" (CD '03/MMP)

Nie oszukujmy się, "BECKETTIA" to nie był udany krążek i chyba słusznie przeszedł bez echa. Tym bardziej, że "SOTERIA" postawiła poprzeczkę stosunkowo wysoko. Dlatego też ukazanie się "MOZARTII" nie wzbudziło we mnie żadnych pozytywnych emocji. Ku memu zdziwieniu, ich nowa płyta okazała się być trafioną, tyle tylko, że może nie dokładnie w 10-tkę... Zespół znów zaczął komponować dobre kawałki, a wokal Rema staje się, ku mojej uciesze, z czasem coraz mocniejszy - nie pogardziłby nim żaden szanujący się zespół brutal death metalowy! Wprawdzie ortodoksi i tak oleją ten album, no bo dużo klawiszy, żeńskie wokale, ładniutkie melodie i sola, ale ci, którzy tolerują melodyjny doom i death metal, będą naprawdę zadowoleni. Niestety, SACRIVERSUM nigdy nie miało szczęścia do dobrych wokalistek. O ile Alexandrę dało się jeszcze słuchać, tak głos Kate w ogóle mi nie pasuje - po prostu, drażni mnie. Myślę, że warto by pomyśleć o kimś dysponującym znacznie ciekawszą barwą, lepszym warsztatem i stylem. A propos zmian, to w SACRIVERSUM zaszły bardzo istotne - pojawili się nowy gitarzysta, perkusista i kobieta obsługująca klawisze! Świeża krew ewidentnie dobrze wpłynęła na muzykę łodzian. Wartym podkreślenia jest fakt, że Remo i s-ka wciąż grają dynamiczny doom/death, a nie jakieś nudne, łzawe smuty w stylu wczesnej ANATHEMY. Tak że nie zrażajcie się nazwą ich stylu, bo to naprawdę energiczna muzyka z jajem. Oczywiście, "MOZARTIA" to kolejny koncept album i skojarzenia oraz wpływy muzyki klasycznej są tu jak najbardziej na miejscu. No cóż, skoro genialny SIRRAH nie istnieje, ATROPHIA RED SUN zaczęła grać progresywny death metal, więc zostało nam tylko SACRIVERSUM. Choć i tak nie zmienię zdania, że "SOTERIA" to ich najlepszy album!
Maciek

SAMMOHAN (FIN) "SAINT OF BLASPHEMY" (DEMO '05)

SAMMOHAN wykonuje surowy, oldskulowy heavy metal. Lubię ten rodzaj łomotu i takich jego reprezentantów jak np. amerykański Twisted Tower Dire czy kanadyjski wczesny Exciter. Ale SAMMOHAN gra w znacznie bardziej prymitywny sposób, no i pozostaje pod wpływami black i thrash metalu. Chłopaki muszą się jeszcze wiele nauczyć, zwłaszcza wokalista, którego wokal jest okropny. Brzmienie z kolei jest bardzo surowe, a ten mocno wyeksponowany metaliczny bas przypomina mi Irons.
Nie jest to zły materiał, ale muszą jeszcze dużo popracować, według mnie.
Maciek

Saratan SARATAN (PL) "INFECTED WITH LIFE" (DEMO '06)

"INFECTED WITH LIFE" to kolejna niespodzianka od polskiego, debiutującego zespołu. Tym razem jest to czysty thrash metal, który na pewno Wam się spodoba. Ich muzyka jest bardzo motoryczna, ostra, a wokale surowe, takie trochę w stylu Paula Arakari z Exumer na płycie "Rising From The Sea", tak że może nie wszyscy z Was będą w stanie je zaakceptować. Wielką zaletą tego materiału jest bardzo dobre brzmienie uzyskane w ZED Studio (m.in. Horrorscope, Totem, Thy Disease), zwłaszcza gary brzmią potężnie. Wadą jest zaś, moim zdaniem, brak różnorodności pomiędzy utworami, choć pamiętajcie, że to tylko debiut.
Fani Slayer, Testament, Overkill, Annihilator, Horrorscope i paru innych europejskich thrash metalowych zespołów naprawdę powinni sprawdzić SARATAN!
Maciek

SATHANAS (USA) "FLESH FOR THE DEVIL" (MCD '07/PAGAN) Rozmiar: 7081 bajtów

SATHANAS to zespół, który gra ten swój tradycyjny death/black metal w ten sam sposób już od wielu, wielu lat. Oczywiście, można dopatrzyć się jakichś różnic porównując na przykład z ich takimi starymi wydawnictwami jak "Armies Of Charon". Przykładowo, bębnienie nie jest aż tak bardzo mozolne jak kiedyś i pojawiły się growle. Ale muzyka SATHANAS pozostała wciąż prosta i ułożona, mam tu na myśli, że nie jest tak chaotyczna jak np. norweski black czy amerykański, złożony, brutalny death metal. Jest ona bardziej zbliżona do dźwięków, które proponuje chociażby Acheron czy Crucifier, jeśli wiecie co mam na myśli, i powiem wam, że mi się podoba. Zwłaszcza niektóre refreny ("Invocation") czy riffy ("Reign Of The Antichrist"), które są całkiem chwytliwe. A na deser cover kanadyjskiego SLAUGHTER - czy trzeba czegoś więcej?!
Tylko dla zagorzałych fanów oldskula! Kupujcie tę płytkę i machajcie łbem dla SZAT(H)ANA(S)!
Maciek

SEASICK (D) "BESTIE MENSCH" (CD '98 wydanie własne/reedycja '03 PWP)

Spodziewałem się niezłego gówna, a tu całkiem fajny, stosunkowo szybki i brutalny hard core/thrash metal w starym stylu z wieloma elementami punka itp. Niektóre riffy przywodzą mi na myśl zagrania Holy Moses czy starej Sepultury, ale całość jest znacznie bardziej surowa. Wpływ na to miała nie tylko bardzo prosta muzyka, ale także brzmienie i wokale - bardzo przeciętne, takie trochę "szczekane". Jako bonus dostaniecie "DEMO '95" - trochę bardziej melodyjne, a w niektórych momentach pobrzmiewa nawet kultowe AUTOPSY, co z pewnością jest czystym przypadkiem...
Na pewno nie jest to jakiś wyborny oldskulowy stuff, ale da się tego słuchać.
Maciek

SERPENT SOUL (D) "BEYOND HUMANITY" (DEMO '04) Serpent Soul

Nie jest to jakiś powalający materiał, dlatego SERPENT SOUL przepadnie w tłumie podobnych zespołów. W sumie jest to nie najgorszy, dość chwytliwy europejski death/thrash z dużą ilości melodii. Ale pamiętajcie, to nie żaden nowomodny metal core, raczej coś w stylu wczesnych Desultory, Sentenced i późnego Carcass! A czasami usłyszycie również wpływy samego Iron Maiden (niektóre partie w "Revenge")! Materiał opatrzono w przejrzyste ale surowe brzmieniem, tak że od razu zorientujecie się, że macie do czynienia z podziemnym zespołem. Wokale są brutalne ale czytelne (trochę w stylu Barney'a z Napalm Death), a melodie nie są tak przesłodzone jak w przypadku zespołów z Goeteborga, dzięki "Bogu".
Mimo że "BEYOND HUMANITY" nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia, myślę, że mogą nas czymś zaskoczyć w przyszłości.
Maciek
Promotion: www.risestar.cl

SERPENTIA (PL) "DARK FIELDS OF PAIN" (CD '03/MMP)
Serpentia-front cover

No, no, naprawdę chylę czoła przed krakowską sceną - SCEPTIC, CRIONICS, ATROPHIA RED SUN, THY DISEASE, ANAL STENCH, no a teraz jeszcze ta SERPENTIA! Warszawa, mimo że jest znacznie większym miastem, nie może się pochwalić tyloma uznanymi zespołami! W czym więc tkwi fenomen Krakowa? Nie wiem... Wiem natomiast, że SERPENTIA nagrała całkiem udany debiut. Od czasu kiepskiego demo "...AND THE ANGELS DESCENDED THE EARTH" zespół poczynił ogromne postępy, ale najbardziej zdecydowanie poprawiły się: brzmienie, aranże i umiejętności. Nie bez znaczenia były tu zapewne zmiany w składzie - nowy wokalista i perkusista (który bębnił kiedyś w COLD PASSION). Ten ostatni pokazał się z naprawdę dobrej strony, prezentując ciekawą grę. W jego partiach nie ma szalenie rozbudowanych przejść, super-szybkich stopek czy technicznych łamańców, jednak nie można odmówić im inteligencji. Gitara też w końcu zaczęła pracować jak należy. No, ale co 7 strun to nie 6 he,he. Daje się zauważyć, że SERPENTIA wzięła rozbrat z black metalem, na rzecz melodyjnego death. Czy dobrze - musicie ocenić sami. Wg mnie bardzo dobrze, bo efekt finalny jest o wiele bardziej imponujący niż w/w demo. "DARK FIELDS OF PAIN" to także połączenie różnych mrocznych stylów, ale znacznie bardziej dojrzałe. Wspomniałem o melodyjnym death metalu - owszem, jest go tu najwięcej, ale nie jest to tak chwytliwe, wręcz heavy metalowe granie do jakiego przyzwyczaiła nas obecna szwedzka czołówka. Więcej w tym chłodu, depresyjnych klimatów czy zabawy samplami, które wytwarzają specyficzną atmosferę. Generalnie, nie jest to łatwy do zaszufladkowania zespół, ale debiut nagrali naprawdę przyzwoity. Stwierdzę nawet, że o wiele bardziej udany niż pierwszy długograj ich ziomków z THY DISEASE! Byłbym zapomniał, materiał ten spodobał się nawet mojej dziewczynie, która na co dzień nie słucha metalu, więc chyba musi być on wyjątkowo przystępny :-).
Maciek

SERPENTIA (PL) "NAILS ENIGMA" (CD '04/MMP)

Zauważyłem, że SERPENTIA na tym materiale śmielej spogląda w stronę nowoczesnego thrashu i, szczerze mówiąc, podoba mi się ten ich kierunek rozwoju. Oczywiście, zachłyśnięcie się dźwiękami MESHUGGAH, STRAPPING YOUNG LAD czy TESTAMENT to nie wszystko, co można wychwycić na "NAILS ENIGMA", bo przecież od początku istnienia SERPENTIA inspirowała się szwedzkim, melodyjnym death metalem oraz sympo-black i te właśnie wpływy nadal słychać. Choć, szczerze mówiąc, black metalu jest tu już bardzo mało. Najbardziej ciekawie zespół wypada gdy Chriser pięknie rzeźbi swoją gitarą, tak jak np. w utworze tytułowym, czy "Blackmark" (początek tego kawałka, jak i parę innych momentów, kojarzy mi się z późnym HYPOCRISY), choć jego gra przykuwa uwagę przez większość trwania płyty. Natomiast najmniej interesujące i inteligentne są najszybsze momenty "NAILS ENIGMA". Gdy zespół gra szybko, całość brzmi beznamiętnie, bez jaj i wręcz amatorsko. Warto także podkreślić, że SERPENTIA konsekwentnie próbuje eksperymentować z wokalami, z tym, że na tym CD już wszystkie obowiązki z tym związane spoczywają jedynie na Chriserze i trzeba przyznać, że chłop sobie dobrze poradził. Podczas obcowania z "NAILS ENIGMA" bardzo często nachodziło mnie spostrzeżenie, że gdyby zespół bardziej starannie podszedł do aranżacji i zaszył się ma długi czas np. w takim szwedzkim DUG OUT Studio, to mielibyśmy do czynienia z wyśmienitym pod każdym względem krążkiem. Póki co, SERPENTIA wraz z ATROPHIA RED SUN i CRIONICS należy do najbardziej jasnych punktów krakowskiej sceny i do jednych z jaśniejszych w Polsce. A to już bardzo dużo!
Maciek

SEVEN DARK EYES (I) "LOST DREAMS" (DEMO '04)

O SEVEN DARK EYES naczytałem się sporo i właściwie w każdej recenzji przewijała się tylko jedna nazwa - Lacuna Coil. A to zapewne dlatego, że oba zespoły grają doom/gothic, pochodzą z Włoch, no i posiadają wokalistkę. Według mnie jednak SEVEN DARK EYES to nie jest typowy klon. Ich muzyka jest bardziej dynamiczna, szybsza, prosta i mniej progresywna. Jest bardziej przystępna, choć chyba przez to nieco mniej ciekawa i intrygująca. Więcej tu typowych melodii gitar, zahaczających wręcz o heavy metal, a o wokalu Chiary mogę napisać tylko tyle, że jest poprawny i nie wybija się ponad typowe gotyckie śpiewanie. "LOST DREAMS" to krótki, treściwy materiał, będący niezłym kąskiem dla fanów gothic metalu. Takie granie to jednak nie jest moja brocha.
Maciek

Shadowsphere SHADOWSPHERE (P) "DARKLANDS" (CD '04)

Każdy z Was powinien znaleźć tu coś dla siebie, ponieważ podstawą SHADOWSPHERE jest melodyjny death metal z silnymi wpływami thrashu (późny KREATOR), a także heavy metalu (IRON MAIDEN). Całość jest w porządku, wiele riffów jest wystarczająco dobrych, ale ogólne wrażenie nie jest jakieś nadzwyczajne, ponieważ po pierwsze, materiał ten brzmi tylko jak dobrze nagrane demo, po drugie, te wszystkie dźwięki słyszeliście już na innych albumach, więc chłopaki niczym Was nie zaskoczą. No i nie oszukujmy się, jest wiele bardziej ciekawych, podziemnych bandów grających w tym stylu, np. nasz rodzimy ELYSIUM. Ale jeśli jesteście zatwardziałymi fanami goeteborskiego metalu, możecie sprawdzić tych Portugalczyków.
Maciek

SIGMA DRACONIS (I) "DE RERVM NATVRA" (CD '03)

Oto kolejny przeciętny, black metalowy zespół, który tym razem pochodzi ze słonecznej Italii. Horda gra typowy, skandynawski black z dużą dozą melodii, bowiem można tu usłyszeć wiele delikatnych partii klawiszy w tle, a w pewnych momentach pojawiają się też i gitary akustyczne. Poza tym, można się natknąć na parę zwykłych intr. Brakuje mi tu złowieszczych gitar i muzycznej złości, te z "Death to the Weak" to zdecydowanie za mało. Ale "DE RERVM NATVRA" i tak jest niezłym prognostykiem na przyszłość.
Materiał tylko dla maniaków black metalu!
Maciek

SILENT CONFUSION (PL) "THE GODS AND THE LEADERS" (ADV. CD '05)

SILENT CONFUSION gra typowy, polski brutal death metal, co dla mnie oznacza nic innego jak mieszankę stylu VADER z brutalnym grzańskiem "made in USA". Jest więc i szybka nawalanka, i ciężkie zwolnienia, są rwane riffy, jak i ściana dźwięku, do tego dochodzi jeszcze przepisowy, ale dość monotonny growling Olafa oraz niezłe, czytelne brzmienie. Z takiego grania preferuję jednak bardziej stare kapele np. GHOST, czy AHRET DEV, łatwo więc wywnioskujecie, że muzyka SILENT CONFUSION mnie nie ujęła. Jest poprawna, ale nic ponadto. Choć kto wie, może jakaś wytwórnia będzie zainteresowana wydaniem "THE GODS AND THE LEADERS"?
Maciek

SKEPTICISM (FIN) "FARMAKON" (CD '03/RED STREAM)

Chyba nie zaskoczę Was stwierdzeniem, że SKEPTICISM para się funeral doom metalem od lat i że są mistrzami tego gatunku. Szczerze mówiąc, nigdy nie zasłuchiwałem się takimi dźwiękami, ale ostatnio otrzymałem trochę interesujących materiałów do recenzji (np. Nightly Gale, Funeral Mourning). Muzyka SKEPTICISM jest kurewsko wolna, mroczna, melancholijna i z użyciem klawiszy. I naprawdę brzmi jak na pogrzebie. Wokale nie pojawiają się za często, przez co muzyka Finów sprawia wrażenie bardziej transowej i hipnotycznej. Jak więc łatwo wywnioskujecie, "FARMAKON" to doskonały materiał na zimne, zimowe wieczory. Tak przy okazji, to CD było nagrywane w 2001, wydane w 2003, ale otrzymałem je dopiero w 2007, he,he! Mimo to, nie powinniście przegapić tego dobrego albumu.
Maciek

SLUGATHOR (FIN) "CIRCLE OF DEATH" (CD '06/TIME BEFORE TIME) Rozmiar: 24820 bajtów

Aarrgghh, hell, yeah i kurwa! Nic więcej nie przychodzi mi do głowy podczas obcowania z potężnym SLUGATHOR. Gdy tylko usłyszycie pierwsze takty "CIRCLE OF DEATH", od razu stanie się jasne, jak wielki wpływ na ten zespół miała cała szwedzka i fińska scena z przełomu lat 80-tych i 90-tych z Grave, Unleashed, Nihilist/Entombed, Demigod, Funebre na czele, ze wskazaniem na trzy pierwsze kapele. Tak, zero oryginalności, za to jaki czad i uczucie! Ci goście, po prostu, urodzili się, by grać taką muzę. I aż dziw bierze, że na debiutanckim "UNLEASHING THE SLUGATHRON" grali bardziej szybki, brutalny i zainfekowany amerykańską sceną death metal, podczas gdy najnowszy krążek to czysty skandynawski old-school! Te ciężkie, chwytliwe riffy z charakterystycznym "drivem" i melodiami oraz piekielne wo-kill-e mogły powstać tylko TAM. Miłośnicy techniki i muzycznych łamańców mogą więc spokojnie spierdalać, bo SLUGATHOR jest chamski, ohydny, gra stosunkowo prosto, ale za to wali w sam ryj (taki "Vulgar Display Of Power" death metalu he,he). Polecam, to za mało powiedziane. Musisz mieć ten krążek albo zdychaj!
Maciek

SODOMY TORTURE (F) "ECARTELAGE" (DEMO '06)

"ECARTELAGE" to debiutanckie demo tego młodego zespołu. Tak że nie powinniście oczekiwać żadnego oszałamiającego materiału, tym bardziej, że jest tu dużo mankamentów (np. przeciętne pomysły, automat perkusyjny, nieprofesjonalne brzmienie), ale najbardziej zatwardziali zawodnicy mogą sobie parę razy posłuchać tego Francuskiego death/grindu z niskim growlingiem i z filmowymi intrami. Nie jest to jakieś straszne gówno, niektóre riffynawet wpadają w ucho, ale to zdecydowanie za mało. Dlatego też czekam na bardziej dojrzały materiał, chłopaki. Aha, i znajdźcie sobie jakiegoś bębniarza!
Maciek

Rozmiar: 10707 bajtów SOULLESS PROFANATION (PL) "SUMMONING HERESY" (MC '06/METAL RULEZ)

Wszyscy wiedzą, że SOULLESS PROFANATION gra muzę zbliżoną do wielkiego Immolation. I dobrze, bo trzeba zwalczać chrześcijańską zarazę, najlepiej takimi właśnie dźwiękami! Tak, w Polsce również są tacy, którzy potrafią grać zaawansowany technicznie, a przy tym bluźnierczy i brutalny death metal, z mnóstwem zmian tempa i złożonymi strukturami oraz chorymi solówkami. Dla co mniej wprawnych słuchaczy będzie to ciężki w odbiorze stuff, ale to już ich problem. Dla mnie to czysta miazga i zniszczenie, i o to chodzi. Nawet kończący taśmę cover Sepultury "Necromancer" Daro i spółka wykonali na swój zakręcony sposób. Mus i tyle!
Maciek

SOULLESS (PL) "PERIS PSYCHES" (DEMO '04)

Materiał ten ukazał się już pod tylu postaciami (promo, kaseta oraz na 3 splitach!), że ci, którzy bacznie śledzą to, co dzieje się w podziemiu, musieli się natknąć na muzykę polskiego SOULLESS, nie ma siły. A że dobra to muza, to fakt. Zresztą, jak mogłaby być zła, skoro SOULLESS żywcem czerpie z dokonań takich wyśmienitych zespołów jak Morbid Angel, Incantation, Immolation, Vader czy Deicide?! Dlatego też muza ta jest ciężka, brutalna, bluźniercza (również dzięki wokalom, które przypominają mi trochę polski, nieodżałowany Armagedon!) i posiada fajny, old-schoolowy feeling połączony z typowym dla amerykańskiej sceny technicznym graniem. Ciekawą sprawą jest to, że na 4 utwory jakie się tu znalazły, 3 pochodzą z wcześniejszych demo z 2002 i 2001 roku (ale zostały ponownie nagrane), a nowy jest jedynie utwór tytułowy. Ponieważ jednak materiał zarejestrowano z żywym bębniarzem, to różnica w odbiorze jest kolosalna! Dla death maniaków będzie to wyśmienity kąsek, więc gorąco zachęcam wszystkich spóźnialskich do zapoznania się z zawartością "PERI PSYCHES". A na zakończenie dodam jedynie, że na rynku jest już dostępny nowy materiał Ślązaków zatytułowany "SUMMONING HERESY"!
Maciek

SOULS ENTWINED (GB) "DISEASED MIND" (DEMO '04)

SOULS ENTWINED to jednoosobowy projekt pochodzący z Wielkiej Brytanii. Człowiek, który za nim stoi nazywa się Roy Jacob. A chłopina ów zdecydował się nagrać atmosferyczny, melodyjny doom metal przy użyciu gitary, klawiszy i automatu perkusyjnego. Muzyka, jaka mu wyszła, jest bardzo nastrojowa i nieco relaksacyjna, nie spodziewajcie się więc mizantropijnych i samobójczych dźwięków, chociaż żeby był to wesoły materiał, też nie mogę powiedzieć (ma bowiem w sobie sporo melancholii). Na "DISEASED MIND" możecie się natknąć zarówno na ciężkie jak i akustyczne, wciąż proste gitary i mnóstwo mówionych wokali. Niektóre pomysły są naprawdę dobre, ale ogólnie to demo nie jest jakieś nadzwyczajne. Szczerze mówiąc, jeśli chodzi o doom metal, to preferuję bardziej depresyjną muzę, ale i tak jestem przekonany, że SOULS ENTWINED zainteresuje parę osób spośród was.
Maciek

SOURREAL (PL) "PINSLEEPE" (DEMO '04) Sourreal

SOURREAL to kolejny ciekawy przedstawiciel krakowskiej sceny. I niestety kolejny raz dostarcza mi problemów z określeniem swojej muzyki. Fundamentem SOURREAL jest melodyjny death metal, do tego dobudowane są elementy nowoczesnego thrash, post-black, a nawet progresywnego grania. Całość brzmi świeżo, dynamicznie, choć Dominik z Diamond Studio po raz kolejny przesadził w produkcji z ilością sopranu. "PINSLEEPE" to nagranie, na którym zespół zgromadził mnóstwo pomysłów, którymi można by obdzielić jeszcze parę innych demówek, ale dzięki temu zawartość tego materiału jest niezwykle barwna, a także atrakcyjna dla słuchacza. Fani agresji jak i stonowanych, czy zakręconych dźwięków znajdą tu coś dla siebie. Gdyby materiał opatrzyć naprawdę profesjonalnym brzmieniem z najwyższej półki i wmówić ludziom, że SOURREAL to szwedzki band, myślę, że jakaś duża wytwórnia z chęcią podpisałaby z nimi papiery. Choć na pewno nie jest to muzyka komercyjna, która przyniosłaby wydawcy mnóstwo zysku.
Ciekawy i oryginalny to twór na naszej scenie, ale chyba nie doczeka się należytego docenienia.
Maciek

SPIRAL MADNESS (PL) "THE BERSERK CROWNING" (DEMO '04)

"DEATH'N'ROLL" nie będę recenzował, bo to stare demo, no i bardzo kiepściutkie, tak że szkoda czasu. Skupmy się więc na "THE BERSERK CROWING". Pierwsze takty i biją w uszy niemiłosiernie ztriggerowane stopy. Ja wiem, że domowe studio, że komputer, ale bez przesady, panowie! Reszta może być, choć brzmienie jest zbyt czyste i wypolerowane. Brakuje w gitarach tego fajnego brudu, jaki można uzyskać np. w Sunlight Studio. Nie bez kozery przytaczam tę nazwę, bo SPIRAL MADNESS gra (niby-)death metal z sporą dozą melodii, jaki na początku lat 90-tych grało się w Szwecji (Desultory, wczesne Cemetary etc.). Niestety, różnica w poziomie wykonawczym i pomysłach jest zabójcza, dlatego nigdy w życiu sam z siebie nie sięgnąłbym po "THE BERSERK CROWING", mając do wyboru np. kultową kasetę Desultory "Forever Gone". Dorzućcie do tego toporne wokale i w ogóle nie ma o czym gadać. Cóż, może i SPIRAL MADNESS posiada wystarczające umiejętności, by stworzyć solidny death metalowy materiał, ale póki co ta sztuka im się nie udała. Radzę więc skoncentrować się na skomponowaniu paru dobrych kawałków, niż nagrywać ponad 52 minuty (!) przeciętnizny.
Maciek

STRANDHOGG (PL) "ART OF SATANIC AND ANTICHRISTIAN BLOOD" (DEMO '04) Rozmiar: 6661 bajtów

STRANDHOGG zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie, a to z bardzo prostej przyczyny - zespół się nie pierdoli, tylko gra tradycyjny, szybki, skandynawski black metal jak trzeba! Chłopaki doskonale wiedzą o co w tym wszystkim chodzi i jak powinna brzmieć ich muzyka. Choć pewnie i tak znajdzie się paru malkontentów, którzy stwierdzą, że "ART OF SATANIC AND ANTICHRISTIAN BLOOD" posiada zbyt klarowne brzmienie. I może będą mieli troszkę racji, ale to nie jest jakiś poważny problem. Problemem jest to, że zespół nagrał tylko dwa autorskie utwory, za to bardzo konkretne i siarczyste (choć zupełnie nie oryginalne) i ich jakość prawie w zupełności wynagradza krótki czas trwania demo (nie całe 12 minut). Materiał zamyka bardzo przyzwoity cover Carpathian Forest "Martyr/Sacrificulum" i to Was może trochę naprowadzić na to, jaką muzykę wykonuje STRANDHOGG, choć od starego CF (nie mylić z Celtic Frost he,he) różni ich brak zwolnień i sekcji dętej :-), przez co blisko im też do szybkiego black metalu "made in Sweden". Mi się podoba i jeżeli jeszcze nie posiadacie "ART OF SATANIC AND ANTICHRISTIAN BLOOD", to czym prędzej ślijcie 10 PLN na adres zespołu, który znajdziecie na ich stronie internetowej, tym bardziej, że demko to ma skromną, ale fajnie zrobioną, drukowaną wkładkę.
Maciek

Rozmiar: 3688 bajtów STROMMOUSSHELD (PL) "HALFDECADENCE" (digiMCD '04/MMP)

Dopiero co skończyłem pisać o bardzo dobrym, awangardowo-psychodelicznym THE HAG, a w moim odtwarzaczu już wylądował równie ciekawy STROMMOUSSHELD. Katowiczanie parają się jednak ambient dark/black metalem, ale chyba nie muszę dodawać, że jest to dobra, choć równie trudna w odbiorze muza? Bardzo dużo tu elektroniki i ambientowych motywów, ale pojawiają się też ciężkie gitary czy blackowe wokale (np. początek "Larva And Butterfly"), które przypominają nam, że płytka ma coś jeszcze wspólnego z metalem (bo czasami miałem poważne wątpliwości). Brzmi to trochę jak ambientowy brat Samael, a czy do was przemówi zawartość "HALDECADENCE" przekonajcie się na własne uszy.
Maciek

SUPREME LORD (PL) "DEATH METAL BEAST" (DEMO '03)

Ten zespół ma już spory starz i doświadczenie na naszej rodzimej scenie death metalowej, niemniej jednak skrupulatnie trzyma się swoich korzeni. Panowie pozostali wierni regule, że diametralne zmiany mogą zaszkodzić :). Mowa tu oczywiście o tym, że muzyka prezentowana przez SUPREME LORD od pierwszych taktów "zalatuje" death metalem z początku lat 90-tych, a nawet wcześniejszych. Do, co tu nie ukrywać, raczej prostych gitar i riffów (niepozbawionych jednak melodyjności), ciekawych solo i mrocznych, ciężkich momentów, dochodzi jeszcze "szepczący" wokal Reyasha, który, moim zdaniem, mógłby być nieco bardziej gardłowy, krzykliwy i przenikający słuchacza, gdyż ten raczej usypia, zamiast pobudzać. Tempa na "DEATH METAL BEAST" są średnie, z niewielką dawką szybkości, której, według mnie, jest na tym materiale za mało. Nie można jednak powiedzieć, że zespół i muzycy technicznie odstają, wręcz przeciwnie - każdy instrument doskonale jest wpasowany w aranż utworu, w którym sporo się dzieje, ale, jak wspomniałem na początku, muzyka jest bardziej archaiczna niż nowoczesna. Nie oznacza to jednak, że jest ona zła i nie ma w sobie nutki oryginalności. Wszystko zależy od tego, czego oczekujemy od death metalowego zespołu. Podsumowując, ta pozycja powinna usatysfakcjonować każdego fana szczerego death metalu, tak młodszego jak i starszego. Polecam!
Lucid

TARAN (PL) "STORMING THE HOUSE OF GOD" (CD '05/OLD LEGEND) Taran

Tyle słów pochwały spadło na tych synów Szatana, że się im pewnie w głowach poprzewracało. Ale są to zasłużone komplementy, bo materiał nagrali naprawdę przedni. I mimo że przed nimi taką muzykę zagrało tysiące zespołów, to jest jakaś magia zawarta w tych dźwiękach, która powoduje, że się nie chce tego krążka wyjmować z odtwarzacza. Ku mej uciesze, nie ma się tu do czego doczepić, bo zarówno wykonanie jak i brzmienie są bez zarzutu. To ostatnie udało się zespołowi osiągnąć w warszawskim DBX, które spisało się na medal i pokazało, że do nagrywania black metalu jest wprost stworzone! TARAN, mimo że jest z Polski, gra skandynawski black metal w swej najczystszej formie, a taka muzyka wciąż cieszy się w naszym kraju (i nie tylko) sporym uznaniem. Każdy maniak czerni znajdzie tu wszystko co trzeba, zarówno szybkie blasty jak i monumentalne, marszowe tempa, złowieszcze, opętane wokale, piekielne riffy, a także melodyjne linie basu. Dlatego też nie musieli długo czekać na propozycje kontraktów; jak widzicie, wybrali OLD LEGEND, a czy dobrze zrobili, zobaczymy dopiero po jakimś czasie...
Maciek

TENEBROSUS (PL) "THE FALL OF WORTHLESS MORALS" (CD '03/MMP)
Tenebrosus-cover

Wytwórnia miała rację pisząc, że ta płyta zawiera szybki i brutalny black metal w szwedzkim stylu. Tak, DARK FUNERAL i MARDUK dorobili się kolejnych bękartów, którzy tym razem będą szerzyć zło na polskich ziemiach. Złowieszczą atmosferę "THE FALL OF WORTHLESS MORALS" podkreśla dodatkowo idealne dla black metalu brzmienie, jakie można osiągnąć w SELANI Studio. Zapomnijcie o demo zespołu z 2001 roku, ten album to dopiero jatka - istne piekło na ziemi! Bezkompromisowość to zdaje się teraz drugie imię TENEBROSUS. Skończyły się słowiańskie riffy i trywialne melodyjki, chłopaki z każdym kawałkiem niszczą coraz bardziej, zostawiając za sobą tylko zgliszcza i pożogę. Na pewno nie jest to odkrywcza muzyka, ale swoje zadanie spełnia znakomicie. Po wysłuchaniu tej niesłychanie rzetelnej i przepisowo zagranej płyty już nie mam żadnych złudzeń, że chrześcijaństwo padnie lada moment...
Maciek

Tenebrosus TENEBROSUS (PL) "LOST AND FORGOTTEN" (CD '04/MMP)

Myślę, że większość polskich czytelników kojarzy już TENEBROSUS i wie, czego się można spodziewać po tych bękartach Szatana. Niewtajemniczonym zaś powiem, że grupa wykonuje bardzo szybki black metal w stylu Marduk, Setherial itp. Tempa perkusji są zawrotne, natomiast gitary wytwarzają taką typową, melodyjną ścianę dźwięku. Oczywiście, całość niszczy wszystko co spotka na swej drodze. Mimo że od wydania poprzedniej płyty - "THE FALL OF WORTHLESS MORALS" - minął jedynie rok, to słychać postępy. Zwłaszcza w brzmieniu i sile rażenia, wyrównała się też gra bębniarza, ale to zapewne zasługa komputera. Jeśli nie przeszkadza Wam brak oryginalności, to zapraszam do lektury "LOST AND FORGOTTEN".
Maciek

THANATHRON (PL) / EMPHERIS (PL) "THE RITUALS OF POSSESSION IN BLASPHEMY" (SPLIT CD '06/KERZAKRAUM)

Oba zespoły pochodzą z Polski, oba grają black metal cechujący się surowością i prostotą. No i obie te kapele, tak naprawdę, nieźle sobie radzą. Prawdę mówiąc, o THANATHRON nigdy wcześniej nie słyszałem, ale widzę, że trzeba będzie to naprawić i zwrócić na nich w przyszłości uwagę, bo mogą pod nosem przelecieć całkiem ciekawe nagrania. Utwory THANATHRON na tym splicie pochodzą z demo '05 "Hiarra", zaś kawałki EMPHERIS to w głównej mierze demo '06 "Flamethorns", tak że nie oczekujcie żadnych nowości.
Muzyka THANATHRON to bardzo prosty, nie za szybki black metal (kojarzący mi się ze starymi, polskimi hordami grającymi pagan/black, jest nawet fajny cover Infernum!), niezbyt równo zagrany, ale co tam. Jest tu nawet lekki, old-schoolowy posmak i o to chodzi.
EMPHERIS to, wiadomo, retro stuff z wpływami różnych black metalowych scen, choć jeszcze nie tak dobry jak późniejsze nagrania, które możecie spotkać na np. "THE REST ARE REMAINS". No i do tego kawałki pochodzące z różnych sesji nagraniowych, przez co brzmienie jest niespójne. Ogólnie, nienajgorsze wydawnictwo, ale już bardziej polecałbym split EMPHERIS/HELLISH.
Maciek

THE THORN (ex-THORN) (PL) "PROMO 2005"

Odkąd pamiętam, płocki THORN grał toporny thrash/death. Ale na "PROMO 2005" jakby się poprawili. Więcej tu ciekawych partii gitar, które przykuwają uwagę, sporo niezłych pomysłów i różnych rozwiązań aranżacyjnych, wokale też są w porządku, a w dodatku intrygują (są w stylu Geisha Goner, choć Krzyśkowi jeszcze sporo brakuje do klasy Maćka Taffa). Wielu ludzi dopatrzyło się w tym materiale melodii charakterystycznych dla kapel z Goeteborga, choć dla mnie ich muzyka zawsze miała "polski charakter" he,he.
Reasumując, THE THORN tworzą dobrzy muzycy, ale odnoszę wrażenie, że ich pomysł na muzykę jest zbyt staromodny (może to też wina niezbyt profesjonalnego brzmienia?) i nie do końca mnie przekonywujący, choć nie ukrywam, że słyszę postęp i bardzo mnie to cieszy. Ale najlepiej sami sprawdźcie ich siłę rażenia.
Maciek

TROLLHEIMEN (HUN) "AZ ELMULAS UTJAN... (ON THE WAY OF PASSING...)" (DEMO '05)

Madziarzy grają bardzo archaiczny melodyjny death/doom, spóźnili się ze swoją muzyką gdzieś o kilkanaście lat, kiedy to triumfy święcili tacy debiutanci jak np. The Gathering czy Crematory. Jak więc możecie łatwo wywnioskować, co bardziej melancholijni i romantyczni słuchacze mogą sięgnąć po "AZ ELMULAS UTJAN...", ale po co, skoro jest mnóstwo ciekawszych materiałów, lepiej zagranych i wyprodukowanych, z lepszymi utworami?
Maciek

THRONEUM (PL) / REVELATION OF DOOM (PL) "TOTAL REGRESSION!" (split CD '07/PAGAN)

Kurczę, co za wyborne wydawnictwo! Tak się złożyło, że bardzo lubię covery (oczywiście, z reguły są one gorsze od wersji oryginalnych, ale ciekawią mnie interpretacje i wizje innych zespołów), dlatego też "TOTAL REGRESSION!" pasuje mi jak cholera. Obie kapele zaprezentowały tylko po dwa premierowe kawałki, reszta to aż 11 przeróbek! Najbardziej podoba mi się to, że grupy wybrały raczej mało popularne utwory, wiecie, jestem już trochę zmęczony wysłuchiwaniem tysięcznej wersji "Circle Of The Tyrants" czy "Black Magic", nie wspominając o "Angel Of Death". Za to na tym splicie możecie wysłuchać takich fajnych numerów jak na przykład: "Execute Them All" Unleashed (oczywiście, Tomasz nie ma tak zajebistego wokalu jak Johnny Hedlund, ale ich wersja jest za to bardzo w stylu THRONEUM, co oznacza po prostu Total Necro Ancient Death Metal!), "Darkness" Morgoth (przypominam, że to kawałek instrumentalny!) czy "Unholy Existence" napisany przez polski, kultowy zespół-legendę Pandemonium (z gościnnymi wokalami samego lidera Pandemonium - Pawła!), to tylko kilka interesujących tytułów. Potrzebujecie coś więcej? Nie sądzę, tak więc idźcie i kupujcie ten zajebisty split (przy okazji nie zapomnijcie o zakupie paru browarów do spożycia w trakcie słuchania)!
Maciek

THRONEUM (PL) "DECADE OF NECROSTUPRUMICAL MADNESS" (digiCD '06/DEATHGASM)

Kurwa, ten zespół nagrał i wydał tyle materiałów, o których napisano tak dużo recenzji, że naprawdę nie da się już nic więcej dodać! "DECADE OF NECROSTUPRUMICAL MADNESS" to kompilacja uświetniająca 10-lecie zespołu, lecz nie jest to, według mnie, żaden "The Best Of", tylko, po prostu, zbiór większości EP-ek grupy plus parę nieosiągalnych do tej pory numerów. W sumie fajna rzecz dla fanów THRONEUM, choć ci zapewne posiadają już całą dyskografię Polaków (co nie jest łatwym i tanim zadaniem), ale jeszcze fajniejsza dla tych, którzy nie znają zespołu i chcieliby swoją przygodę z old-schoolowym death metalem zacząć właśnie od nich. Tym bardziej, że na tym krążku znajduje się całe mnóstwo zajebistego Ancient Terror Death Metalu, dodatkowo urozmaiconego licznymi coverami (Sarcofago, Tankard, Anthrax, Incantation, Autopsy, Necrovore!). Argh! A tak w ogóle, to zespoły otwierające i zamykające listę, czyli Sarcofago i Necrovore, są dobrymi wyznacznikami tego, co gra THRONEUM. Sami więc widzicie, że chłopaki nie biorą jeńców.
Tylko dla metal maniaków!
Maciek

Rozmiar: 7038 bajtów THY WORSHIPER (PL) "SIGNUM" (CD '06/EASTSIDE)

"POPIÓŁ (INTROIBO AD ALTARE DEI)" to był bardzo fajny materiał (notabene, ma się ukazać jego wznowienie na kompakcie!)! W tamtym czasie (1996 rok) nie było zbyt wiele kapel grających ten typ muzyki. Owszem, pogańskie czy folkowe motywy wykorzystywało szereg grup z kręgu black metalu, ale muzyka THY WORSHIPER była inna, na swój sposób oryginalna, podniosła, bogata i z wieloma wpływami doom. Minęło prawie 10 lat i zespół znów pojawił się na powierzchni, tym razem z demo '05 "SIGNUM", które w tym roku ukazało się jako oficjalny CD nakładem EASTSIDE. No i cóż, nadal czuć podobne inspiracje, nadal dużo tu motywów akustycznych, pogańskich, kobiecych wokali (tym razem już nie w wykonaniu Anny Chwałek), klawiszy czy, ogólnie, mroku. Różnice, to przede wszystkim brzmienie (zupełnie niepotrzebny i szpecący wszystko automat perkusyjny, już lepsze byłoby chociażby prymitywne bębnienie jak na "POPIELE"), skrzypce, które zastąpiły flet, większy stopień nasilenia agresji, ciekawsza praca gitar, zresztą, odnoszę wrażenie, że cały materiał jest bardziej skomplikowany i złożony w porównaniu z "POPIOŁEM". Myślę, że co niektórym może to przypominać późne dokonania czeskiego ROOT, ale bez obaw, jest w tym zachowany pierwiastek THY WORSHIPER.
Ogólnie, spodziewajcie się dobrego, ciekawego, nietuzinkowego materiału, gdzie mroczne dźwięki i bogactwo pomysłów znalazły wspólny mianownik.
Maciek

TORMENTVM (P) "MISANTHROPIC PROPAGANDA" (DEMO '03)

Nie, nie i jeszcze raz nie dla takich zespołów, które posiłkują się, by nie powiedzieć - oszukują nas, przez użycie komputera miast żywych bębnów! Mało tego, gdyby choć sama treść muzyczna miała sobą coś do zaprezentowania (dobrze, że to tylko trzy utwory ;))! Niestety, nikomu nie mogę polecić takiego "twórczego" rzępolenia, które napawa grozą - jak kurwa można być takim jałowym i bezpłciowym?! Może nie wszyscy "w dobie wieku artyzmu" powinni być muzykami itp.? Czas na retrospekcję!!!
Lucid

TWILIGHT OF CHRIST (PL) "HYMN TO ETERNITY" (DEMO '03)

To kolejny przeciętny, polski zespół parający się black metalem. Mają bardzo podziemne i sztuczne brzmienie, podejrzewam, że demo to nagrywali w domowych warunkach. Jeśli chodzi o poziom, to jest to mniej więcej ta sama liga co np. Memembris, tak że chłopaki na pewno nie zrobią na Was wrażenia. Ta muzyka jest bardzo przeciętna, w dodatku bardzo melodyjna (jak na black metal, oczywiście), gdyż pierwsze skrzypce gra tu gitara prowadząca. Wokale są satysfakcjonujące, ale ogólne wrażenie jest takie sobie.
Śmiało więc możecie sobie nie zaprzątać głowy tym zespołem, tym bardziej, że słyszałem, że się posypali.
Maciek

UNHOLY MATRIMONY (F) "MISOLOGIE" (CD '03/MELANCHOLIA)

3 z 4 płyt promocyjnych, jakie otrzymałem od Melancholia Records nie zawierają nic innego jak tyllo sympho- czy tam post black metal. I UNHOLY MATRIMONY jest jednym z tych 3 zespołów. Ja wiem, że chłopaki chcieliby być tacy jak Limbonic Art czy Anorexia Nervosa, ale na pewno z tak nieprofesjonalną realizacją będzie im bardzo trudno zdobyć zainteresowanie fanów. Stopy strzelają jak karabin maszynowy i są bardziej nagłośnione niż werbel! Za to wokale są w porządku, wystarczająco złe, a praca gitary również jest interesująca, więc nie jest to tak stracone wydawnictwo.
Maciek

V/A (LINCOLN LOVE LOG / AUTHORITY FIGHTS MAJORITY / DIONONESISTE) "BBQ OF BRUTALITY" (3-way split CD '04/TORTURE MUSIC) BBQ Of Brutality

O ile AUTHORITY FIGHTS MAJORITY para się grind/corem z wyraźnymi elementami groove i hard core'a, no i można usłyszeć co grają gitary, tak LINCOL LOVE LOG to naprawdę podziemny zespół z obrzydliwym brzmieniem. To prawie grind/noise, gdyż niemal nie słychać gitar, ale bardzo wolny grind! Ostatni w kolejce są Włosi z DIONONESISTE, którzy także są zdrowo popieprzonym, a do tego mrocznym bandem. To naprawdę chore skurczybyki (posłuchajcie na przykład wokali), ale przynajmniej potrafią lepiej obchodzić się z instrumentami niż L.L.L.
Cóż, cieszę się, że "BBQ OF BRUTALITY" trwało tylko 34 minuty, gdyż jest to chory materiał tylko dla chorych!
Maciek

V/A "EMBALMED MADNESS #1" (split CD-R '05/NIHILISTIC HOLOCAUST)

Kolejne zaskakujące wydawnictwo NIHILISTIC HOLOCAUST! I znów jestem pod wrażeniem…
Fiński NERLICH rozpoczyna ten split. Nigdy wcześniej nie słyszałem o tych chłopakach i szkoda, bo wykonują świetny death metal, który przywodzi mi na myśl takie zabójcze albumy jak np. "Altars Of Madness" czy "Testimony Of The Ancients" z lekkim dotykiem Cannibal Corpse.
DECOHERENCE to z kolei zespół brutal death metalowy pochodzący z Francji. Ich umiejętności techniczne jak i moc utworów nie podlegają dyskusji, więc musicie ich sprawdzić! To bardzo dobry i stanowczo niedoceniony zespół, moim zdaniem.
Również francuski GORGASM (obecnie GOROD) zamyka cały ten split. To najbardziej techniczny spośród tych trzech zespołów, ale ich muzyka nie straciła mocy. Wprawdzie jest bardzo w stylu amerykańskiego death metalu (kto by się tym przejmował?), ale z sporym udziałem melodyjnych i zakręconych partii. Kopie tyłek i o to chodzi, koniecznie posłuchajcie ich płyt!
Brutalna i zabójcza składanka, więc polecam!
Maciek

V/A "REALM OF GRIND" (CD '03/DYWIZJA KOT)

Kompilacja "REALM OF GRIND" pokazuje jak krzywdzące bywa szufladkowanie. Bo jak można wrzucić do jednego wora np. amerykański band JAVA i brytyjski INFECTED DISSARAY?! Składak ten zawiera 29 numerów 21 zespołów. Z racji specyfiki gatunku niektóre z kapel mogły zamieścić po kilka numerów, he. Polskę na tym CD reprezentują: ANTIGAMA, DAMNABLE, GROSSMEMBER, MONEV, PIGNATION, RZEŹNIA, SELF HATE i TOXIC BONKERS. Na "REALM..." nie mogło oczywiście też zabraknąć klasyki gatunku, czyli Belgów z AGATHOCLES. Poza tym, głównie Zachodnia Europa (COLLUSIVE, BASTARD SAINTS, INHUMATE, JAN AG, NEFAS, NUCLEAR DEVASTATION) i Wyspy (GOREROTTED, INFECTED DISSARAY, DETRIMENTUM, REGORGE). Zaś dwie kapele na tym CD pochodzą z USA - JAVA i TOTAL FUCKING DESTRUCTION.
Nie jestem zwolennikiem grindu, ale kilka kapel zdecydowanie nie pozwala wyłączyć tego CD. Przede wszystkim JAVA, to kapela zdecydowanie odstająca od reszty wymiataczy. Niezłe gitarowe, i o dziwo, melodyjne granie. Całkiem "inny" jest także JAN AG - jednoosobowy band, czyli dźwięki z kompa, ale dające całkiem dobry, interesujący efekt. Nieźle wypadają na tym CD rodzime kapele. Choćby PIGNATION czy DAMNABLE, a także TOXIC BONKERS i GROSSMEMBER. Niestety, jednak większość muzy z tego CD jest dla mnie trudna, he, do wysłuchania. Więc cóż, polecam ją raczej "fanom" gatunku.
Hydziu

V/A "SPLIT PROMOTIONAL SAMPLER" (CD '06 / DEATHGASM/HELLS HEADBANGERS)

Kurczę, bardzo fajna to płytka, a znajdziecie tu całe mnóstwo ciekawych zespołów, które znalazły się pod skrzydłami dwóch bardzo dobrych amerykańskich wytwórni, czyli DEATHGASM i HELLS HEADBANGERS. Kto siedzi trochę głębiej w podziemiu i komu nie obce jest old-schoolowe granie, ten zapewne dobrze już kojarzy te dwie nazwy oraz większość kapel, które się tu znalazły. Najjaśniejsze punkty to, wiadomo, starzy wyjadacze: EVIL INCARNATE, DESTRUKTOR, ATOMIZER, czy NUNSLAUGHTER. Ale bardzo dobre wrażenie zrobiły na mnie również death/black metalowy MANTICORE, brutalny KURU, ukraiński SEMARGL (nagrywali w Hertz Studio!), CRUCIFIED MORTALS, THE SPAWN OF SATAN i recenzowana gdzieś wcześniej QUINTA ESSENTIA... Co by nie mówić, jest tu cała gama zespołów grających metalową muzę prosto z piekła, nieważne czy nazwiecie to death, death/black, czy black/thrash. To, po prostu, PRAWDZIWY METAL!
Jedyną wadą tej płyty jest różny poziom głośności poszczególnych utworów, co może trochę przeszkadzać w odbiorze. Poza tym nie widzę słabych punktów, gdyż ta składanka zawiera, po prostu, tylko dobre i bardzo dobre kapele! Dlatego mocno polecam! Aha, nasunęła mi się jedna konkluzja: gdyby nie MORBID ANGEL, nie było by większości kapel z tej składanki!
Maciek

V/A (GR) "BRUTALMAGEDDON" (3-way split CD/7 INCH DISTRO)

Mamy tu do czynienia z trzema zespołami grind/death/i kto tam sobie jeszcze do tego coś doda. Pierwszy z zespołów to ATAVISM, który już kiedyś miałem okazję recenzować. Muzyka tej grupy jest bardzo skomasowana, brudna i oczywiście jak najbardziej grind. Bardzo agresywne nastawienie do gry, tyle wściekłej werwy jest zawarte w tych trzech utworach, które nie grzeszą jakąś finezją muzyczną czy artystyczną wymową, ale nie o to w tym przecież chodzi. Uderzająca prostota czasem nuży, przy tak ciągłym powtarzaniu się jednego riffu, także nagranie, które jest słabe, zanieczyszczone, to w tym wypadku bardziej pomaga zespołowi i ukrywa niedociągnięcia i schematyczność, która, nie oszukujmy się, nikogo raczej nie zbije z tropu. Każdemu lubującemu się w takim rodzaju muzyki i wprost bezpośrednim podejściu do zagadnienia "podziemie", ten zespół powinien przypaść do gustu, choć nie urwie głowy ;), ale też nie zniechęci, bo w porównaniu do drugiego zespołu, DRAIN OF IMPURITY, nawet wprowadzi w zachwyt ;-)!
Cztery utwory, które w początkowej fazie słuchania sprawiły, że byłem zniesmaczony, miałem nudności, by w końcowej przyprawić o lekki uśmieszek pokpiwania, który nawiązuje do tego godnego pożałowania zespołu i woła przez zęby o pomstę do nieba!!! Elektroniczna perkusja - nastawiona na obroty karabinu maszynowego. Bardzo kiepsko przedstawia się to w połączeniu z growlingiem, ukrytym i szepczącym gdzieś w tle, a gitarą, która muzycznie zahacza o klimaty grind/death i piszczy niczym "cnotka niewyjebka". Nie podoba mi się to absolutnie wcale!!! Nagranie (stawiam na domowe warunki) bardzo niechlujne, nierówne i sztuczne, co jest nie do zniesienia w 100%, a wierzę, że nawet na kompie można przy użyciu dobrych próbek zrobić lepsze gary, bo u mnie lepiej brzmią talerze w kuchni, niż w tym nagraniu te "perkusyjne" - żenada! Ogólnie, jeden wielki, beznadziejny i bezpłciowy bulgot. Choroba nerwowa i wymioty gwarantowane, tfffu!
Trzeci z zespołów na tym CD, to MINCER, który także wspiera się komputerem, co jest dla mnie już chorobą młodego, jak tak dalej pójdzie, mało wysmakowanego i ubogiego pokolenia, by nie powiedzieć ograniczonego słuchowo. Uważam, że zespoły nie tylko krzywdzą takimi chujowymi nagraniami siebie, ale i młodych odbiorców, którzy w takiej muzyce szukają ucieczki od brudów tego świata. Co mogę powiedzieć o muzyce? Otóż, o dziwo gitary, a są one "najmocniejszym" punktem tych sześciu utworów, brzmią najlepiej. Sam ich przekaz jest ciekawy, dobre transowe riffy, ciężkie zwolnienia (zwłaszcza w pierwszym i drugim kawałku) i pseudo-industrialne wstawki przed każdym utworem. Ciekawe pomysły, ale z drugiej strony bardzo niestałe, ulotne, z każdym kolejnym utworem muzyka traci na sile, wokal jakby się zaciął na jednym wersie, o "perkusji" już wspominałem. Ogólnie, słabo.
Podsumowując ten split, jestem raczej pesymistycznie nastawiony, ponieważ uważam, że aby się promować, trzeba mieć coś więcej do zaprezentowania niż tylko małą umiejętność programowania perkusji i obsługi komputera. Z drugiej strony, trzeba dać szansę każdemu, ale bez przesady - jakieś kryteria chyba obowiązują? Choć oczywiście wolność nie tylko daje możliwości, ale także oświetla ciemność na arenie artyzmu...
Lucid

VALINOR (PL) "IT IS NIGHT" (CD '03/APOCALYPSE PROD.)

VALINOR powinien być już znany maniakom polskiego undergroundu, bowiem chłopaki istnieją parę ładnych lat, a płyta "IT IS NIGHT" odbiła się sporym echem, głównie za sprawą wydania w APOCALYPSE PROD. (choć promocja nie była jakaś miażdżąca), uczestnictwu na Metalmanii 2005 oraz udziałowi na kilku kompilacjach. VALINOR to ciekawy zespół, grający muzykę na pograniczu black, melodyjnego death, heavy metalu i folk, a już na pewno są jedyni w te klocki w Polsce, więc chwała i plus za odwagę! Cechą najbardziej wyróżniającą ich spośród innych zespołów, to różnorodne wokale Jakuba Głąba. Chłopak próbuje (oczywiście, raz z większym, raz z mniejszym skutkiem) zarówno blackowych wrzasków jak i folkowych śpiewów, a czasami barwa jego głosu kojarzy się z klimatycznym stylem Johana Edlunda na "CLOUDS" TIAMAT (posłuchajcie np. utworu tytułowego). Muzycznie brzmi to jak mieszanka stylu Ethelyn z Therion; myślę, że jakby grupa miała strasznie wysoki budżet na nagranie, pokusiłaby się o realizację czegoś w orkiestralnym stylu ekipy Christofera Johnssona. Generalnie, nie gustuję w takiej muzyce i nie ukrywam, że zespół podoba mi się jedynie w najbardziej drapieżnych momentach na płycie, czyli np. w "Chasing The Moral's Luxury" i "Falseness And Struggle". Myślę jednak, że warto zwrócić na nich uwagę, tym bardziej, że zespół jest prawdopodobnie po nagraniu nowego materiału, a przecież "IT IS NIGHT" ma już pięć lat! Tak że spodziewam się niezłej porcji muzyki.
Maciek

VEDONIST (PL) "AWAKING TO IMMORTALITY" (CD '06/TRINITY RECORDS HONG KONG) Vedonist

Zawsze darzyłem sympatią ten solidny zespół, ponieważ są dobrymi muzykami, należycie podchodzą do promocji, a przy tym są spoko kolesiami. Ich demo "The First Scream" otrzymało pozytywną recenzję w "Burning Abyss" i nie inaczej będzie z "AWAKING TO IMMORTALITY", ponieważ grupa bardzo się rozwinęła. Chłopaki spędzili 200 godzin w warszawskim DBX Studio, co zaowocowało dobrym i dynamicznym brzmieniem (chociaż przesadzili z realizacją stóp). Kolejną zaletą tego krążka są bardzo dobre partie gitary prowadzącej, techniczne i melodyjne z imponującymi solówkami. A jeśli dobrze pamiętacie "The First Scream", to VEDONIST zaskoczy Was nie tylko lepszym brzmieniem i gitarami, ale także lepszą pracą perkusji oraz bardziej nowoczesnymi i dynamicznymi aranżacjami, choć to wszystko wciąż jest zachowane w ramach death/thrash metalu, oczywiście. Jedyna rzecz jaka mi się tutaj nie podoba, to monotonne, brutalne wokale Daffy'ego (z czym, oczywiście, nie zgadzają się sami zainteresowani i polemizują za mną he,he, ale na szczęście nie jestem w tej opinii osamotniony…). Reszta jest bardziej niż spoko, więc śmiało kupujcie tę płytę!
Maciek

VEDONIST (PL) "THE FIRST SCREAM" (DEMO '03)

Niesamowicie archaiczne to granie, chłopaki "spóźnili" się jakieś kilkanaście lat! Ale że wychowałem się na thrash i death metalu końca lat 80-tych, to takie granie jest mi bliskie. Instrumentalnie sprawny zespół, nawet widziałem ich ostatnio na koncercie w ramach THE LOST KILLING SCREAM TOUR II, i muszę przyznać, że szczególnie gitarzyści imponują dobrą techniką! Poza tym, VEDONIST bardzo dobrze i starannie podszedł do wydania tego demo, jak i w ogóle promocji - za to należą się im duże pochwały! Nie mogę, natomiast, wybaczyć ewidentnej zrzynki ze Slayer, pojawiającej się w połowie "About Love"! Trochę przesadziliście z tym riffem, no, chyba że miał to być ewidentny hołd dla twórców "South Of Heaven". Nie wiem, czy w dobie nu-metalu, symfonicznego black metalu bądź też brutalnego, technicznego death metalu ktokolwiek zainteresuje się takim staroświeckim, surowym death/thrashem, ale w najgorszym wypadku zespół może zaadresować swoją muzykę tylko i wyłącznie do ludzi mojego pokolenia. Nie zostało nas zbyt wielu, ale lubimy sentymenty. :-) Trzymam kciuki i z niecierpliwością oczekuję na kolejne nagrania.
Maciek

VESPERS DESCENT (AUS) "VISIONS IN VERSE" (CD '05/PRIME CUTS MUSIC)

Tym razem mamy do czynienia z grupą będącą pod wielkim wpływem zespołów Mike'a Amotta, tj. Arch Enemy i późny Carcass. A przy tym chłopaki są bardziej europejscy niż wiele zespołów ze Starego Kontynentu. Produkcja i wykonanie są profesjonalne, więc podejrzewam, że i grupę można nazwać profesjonalistami. A z tak dobrze zrealizowanym albumem nie muszą być już postrzegani jako zespół undergroundowy i bez problemu mogliby się znaleźć np. w katalogu Nuclear Blast.
Sprawna praca gitar to największy atut "VISIONS IN VERSE", ale, szczerze mówiąc, wszystkie instrumenty wypadają tutaj w porządku. Jak już wspominałem, sound jest OK, bowiem jest on przejrzysty, dynamiczny, a przy tym agresywny. Brakuje mi tu tylko jakichś dobrych pomysłów, które wyróżniłyby VESPERS DESCENT spośród wielu innych zespołów (zwłaszcza tych ze Szwecji i U.S.A.) i tej nutki geniuszu, którą posiada Mike Amott.
Maciek

VIA MISTICA (PL) "TESTAMENTUM (IN HORA MORTIS NOSTRE)" (CD '03/MMP)
Via Mistica CD

Debiutancka płyta VIA MISTICA rodziła się w prawdziwych bólach. Najpierw zespół nagrał demo, które zyskało spory rozgłos i spokojnie mogło być wytłoczone na srebrnym krążku, jednakże wytwórnia MORBID NOIZZ zdecydowała, że zespół ma nagrać materiał od nowa; później owa firma splajtowała i finał jest taki, że utwory, które mają co najmniej 4 lata (!), znalazły się na krążku wydanym przez METAL MIND PROD. Czeski film, ale niech im tam będzie. Wprawdzie na rynku jest już nowa płyta VIA MISTICA zatytułowana "FALLEN ANGELS", ale otrzymałem do recenzji tylko debiut, więc to o nim napiszę parę słów. Wierni czytelnicy "BURNING ABYSS" wiedzą, że miłośnikiem i znawcą doom/gothic metalu nie jestem, ale VIA MISTICA potrafi zaciekawić swoją muzyką. Wiadomo, dzieła na miarę "GOTHIC" PARADISE LOST nie stworzą nigdy, ale ich utwory naprawdę nie są złe. Na płycie dominują wolne i średnie tempa, żeńskie wokale (całkiem przyzwoite) wymieszane z średnio brutalnymi porykiwaniami Hala, sporo też tu klawiszy, ale na szczęście nie spełniają one pierwszoplanowej roli. Czasami pojawia się również wiolonczela, co nie jest już, niestety, novum w doom metalu. Czego brakuje VIA MISTICA? Chyba tylko powalających i chwytliwych pomysłów. Może warto by było także pomyśleć o wprowadzeniu agresji (np. w wokalach i poprzez szybsze bicia perkusji)? Ciekaw jestem co zaprezentowali na "FALLEN ANGELS", ciekaw jestem co nagrają w przyszłości...
Maciek

VOX INTERIUM (PL) "YEARING" (CD '03/MAESTRO REC.)

Ciężkie, matowe, death metalowe brzmienie gitar plus ochrypły wokal. Melodyjność, połamane rytmy perkusji, dużo zmian tempa, dobre sola, harmonie, przestrzeń i brutalność. Tak w skrócie można opisać muzykę VOX INTERIUM, jednak nie przyswaja się jej od pierwszego przesłuchania. Można wychwycić wpływy m.in. Gorefest, którego zresztą cover zespół umieścił na swoim krążku, wydanym profesjonalnie na własny rachunek. Czasem mam wrażenie, że utwory nie są w pełni wykorzystane. Pojawia się rozwinięcie i to "coś", co zaczyna wciągać słuchacza, ale gdy zaczynam się wczuwać, utwór urywa się jak nie dopowiedziany thriller. Na mój gust za dużo tu udziwnień, ozdobników i kontrastu pomiędzy przestrzennymi, melodyjnymi momentami, a prostym, brudnym "grzaniem". Jednak polecam wszystkim niedowiarkom, którzy myślą, że polska scena to tylko Empire Rec. i MMP.
Lucid

WASTELAND (D) "TORTURE TACTICS - MERCY KILLINGS" (CD '03/WRECKING-CREW)

Aarrgghh! Ależ ja uwielbiam tych gości! Stali czytelnicy "Burning Abyss" dobrze znają ten zespół, gdyż kiedyś przeprowadziłem z nimi wywiad, a także umieściłem ich utwór na naszej składance CD, no, ale to były dawne czasy. Mimo że od czasów poprzedniego krążka, "GENUINE PARTS", nie poczynili większych postępów, ich nowa płyta też wali po ryju - i o to chodzi! Tak jak przed chwilą pisałem, WASTELAND się nie zmienił - to wciąż szybki, dynamiczny i agresywny thrash, prosty, ale.. skuteczny he,he. Kłania się nam szkoła SLAYER, TORTURE, MERCILESS, starego KREATOR i tym podobnych klasyków. Czasem mam wrażenie, że zawartość "TORTURE TACTICS - MERCY KILLINGS" nie odbiega od propozycji młodych, szwedzkich i australijskich black/thrashersów, to mniej więcej te rejony. Chyba ciekawe, nie sądzicie?
Maciek

WHICHHEAVEN (PL) "GATES OF THE UNIVERSE" (DEMO '04)

Po dosyć nudnawych taśmach demo zawierających po prostu muzyczne pitu-pitu, WHICHHEAVEN w końcu nagrał coś z jajem, co do tego nie powinno być wątpliwości. Choć w pełni zgadzam się z Maxem z "Kultura Industrialna", że już na początku zespół odstrasza infantylnym logo oraz pretensjonalnym zwrotem na okładce: "występują Erian i Michał, członkowie DEVILYN". No, ale to jest właściwie najmniej istotne. Istotna jest muza, a ta im się nawet udała. Zespół zaprezentował bowiem żwawy, melodyjny death metal, jaki oczywiście znamy z Skandynawii (choć pojawiają się wręcz heavy metalowe riffy czy nawet nawiązujące do muzyki klasycznej), wymieszany z technicznymi zagrywkami i kosmicznymi klawiszami. Zresztą cały materiał wraz z tekstami ma właśnie taki kosmiczny charakter, który dodatkowo opatrzony jest dobrym, mocnym wokalem.
Materiał i zespół zapowiadali się bardzo dobrze, ale coś ostatnio o nich cicho, zniknęła także strona internetowa, więc podejrzewam, że chłopcy skupili się bardziej na Devilyn...
Maciek

WHOREHOUSE (PL) "TRUE LIVING" (DEMO '03/CRUDE ENT.)

O, cholera! Studiowało się 5 lat w Krakowie i nie zdawałem sobie sprawy, że tamtejszy WHOREHOUSE gra taki zajebisty thrash. Dodatkowo właściwy odbiór "TRUE LIVING" potęguje bardzo dobre i odpowiednie brzmienie uzyskane w DIAMOND Studio (m.in. ATROPHIA RED SUN). Tak szczerze mówiąc, to po tym co przed chwilą usłyszałem pokuszę się o stwierdzenie, że WHOREHOUSE wraz z HORRORSCOPE stanowią najściślejszą czołówkę polskiego/europejskiego klasycznego thrash metalu! Główna różnica pomiędzy tymi grupami jest taka, że WHOREHOUSE nie wzoruje się, tak jak Ślązacy, na ANNIHILATOR, tylko na TESTAMENT i innych kapelach z Bay Area (co słychać zwłaszcza w utworze tytułowym). No i umiejętności techniczne mają gorsze. Nie przeszkadza im to jednak w wykonywaniu swojego soczystego, dynamicznego i rwanego thrashu na bardzo wysokim poziomie. Duże brawa!
Maciek

XANTHE (PL) "EREM" (DEMO '05)

Fajne pomysły, dźwięki i klimat znalazły się na "EREM", ale produkcja położyła ten materiał na łopatki i uczyniła z niego dość przeciętne demo! Szkoda, bo z potężną i profesjonalną realizacją "EREM" narobiłby sporo zamieszania, wprawdzie nie w undergroundzie, tylko na dość modnej scenie post black metalowej, ale to zawsze coś... Oczywiście, dużo tu klawiszy, melodii, klimatów, kompozycje trzymają w napięciu, gitary potrafią zarówno przyłoić agresywnym riffem jak i ckliwie zawodzić, a do tego jest tu fajny, blackowy, lekko zachrypnięty wokal...
Oj, gdyby nie ta produkcja...
Maciek

YATTERING (PL) "GENOCIDE" (CD '03/CANDLELIGHT/PHD)
yattering

Miło widzieć YATTERING znów z kontraktem, znów z nagraną płytą. Szkoda tylko, że w międzyczasie zostało publicznie wypranych tyle brudów i zespół doświadczył tylu nieprzyjemności. No, ale to właściwie sprawa między nimi, a menadżerem VADER, więc nie wywołujmy już starych, złych duchów... YATTERING jak zwykle zaskakuje, łamie wszelkie bariery w brutalnym death metalu. Ale posiadając tak dobre wyszkolenie techniczne i sporą wyobraźnię przychodzi im to chyba dość łatwo. "GENOCIDE" to bardzo ciężka płyta, dobrze wyprodukowana, z oszczędnymi wokalami Świerszcza (porównując z wcześniejszymi dokonaniami), zawierająca odrobinę elektroniki... i mnóstwo jazzu he,he, a to za sprawą prof. Ząbka obsługującego gary jak mało kto. Ci, którzy nie znają jeszcze YATTERING, mogą mieć problemy z przyswojeniem sobie schizoidalnej zawartości "GENOCIDE", ale my, Polacy, chyba nie będziemy mieć z tym problemu, skoro przeżyliśmy ich debiut "HUMAN'S PAIN" oraz "MURDER'S CONCEPT" he,he. Fani bardzo technicznego, brutalnego death metalu muszą to mieć, reszta... też powinna. Mimo że nie jest to płyta lepsza od poprzednich.
Maciek

główna



Page layout by Moonstorm Design